Reklama

Reklama

Kard. Stefan Wyszyński. Jak ksiądz i zakonnica donosili na kardynała

Przez cały okres biskupstwa, poczynając od 1946 roku, Stefan Wyszyński był inwigilowany przez tajną milicję. Wśród donosicieli UB, a potem SB, byli także duchowni oraz świeccy katolicy. Prymas zdobył się na niezwykłe gesty wobec nich. W niedzielę kardynał Wyszyński został beatyfikowany.

Przypomnijmy, że w niedzielę prymas kard. Stefan Wyszyński i matka Róża Czacka, założycielka Dzieła Lasek i zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża, zostali beatyfikowani. Czytaj więcej na temat uroczystości w Świątyni Opatrzności Bożej

Przez cały okres biskupstwa, poczynając od 1946 roku, Stefan Wyszyński był inwigilowany przez tajną milicję. Szczególnie od momentu gdy został prymasem Polski. Nieustannie go podsłuchiwano, obserwowano, tworzono wokół niego sieć tajnych współpracowników. Wśród donosicieli UB, a potem SB, byli także duchowni oraz świeccy katolicy.

Reklama

Dziesięć tomów donosów

Tajnymi współpracownikami (...) byli towarzyszący prymasowi w czasie uwięzienia w Stoczku i Prudniku, a przysłani do posługi przez władze ksiądz Stanisław Skorodecki, pseudonim "Krystyna", oraz siostra Maria Leonia Graczyk, pseudonim "Ptaszyńska". Oboje, trzeba podkreślić, byli więźniami politycznymi - ksiądz Skorodecki siedział we Wronkach, a siostra Graczyk w Grudziądzu - i tam zostali zwerbowani do współpracy. 

W Instytucie Pamięci Narodowej zachowały się donosy obojga, w tym aż dziesięć tomów rękopisów księdza Skorodeckiego. 

Kardynał miał w czasie internowania poważne podejrzenia co do roli, jaką odgrywała siostra Graczyk, ale domyślał się także roli księdza Skorodeckiego, o czym mówił kardynał Józef Glemp. 

Potwierdzenie uzyskał Wyszyński po przyjeździe do Komańczy w październiku 1955 roku. O tym bowiem, że i ksiądz, i siostra są na usługach UB, informował w Radiu Wolna Europa zbiegły na Zachód w grudniu 1953 roku wicedyrektor Departamentu X Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego podpułkownik Józef Światło. Mimo to w Pro memoria, pisanym w Komańczy, prymas wystawił obojgu dobrą opinię.

Przebaczył obojgu

"Miałem możność poznać oboje na tyle, że jestem pełen przekonania o moralnej uczciwości obojga. Przy czym trzeba i to podkreślić, że poziom duchowy księdza był o wiele wyższy od wysokiego. Był to człowiek gorącej wiary, niemal uczuciowej modlitwy, kochający Kościół święty, oddany mu całym życiem". Prymas przebaczył więc obojgu. 

Po ludzku mógł ich zrozumieć. Ich strach i cierpienie. Wiedział, jakich szykan, a w przypadku Skorodeckiego - także tortur, doznali w więzieniu. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie tylko przebaczył, ale także troszczył się o nich, o ich przyszłość. W styczniu 1956 roku prymas, sam będąc jeszcze w izolacji, napisał do przełożonej Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi matki Matyldy Getter, prosząc, by wspólnota poświęciła więcej uwagi siostrze Graczyk. "[Siostra] Leonia bardzo boleśnie odczuwała opuszczenie, gdyż nieraz całymi miesiącami nie otrzymywała żadnego listu od przełożonych; nieraz skarżyła się nawet na to, że nie ma najkonieczniejszych rzeczy, odczuwała brak bielizny, ciepłych pończoch, nie wiedzieliśmy, czemu to przypisać, nikt nie stara się o widzenie z siostrą"35 - pisał, dodając, iż brak troski ze strony zgromadzenia osłabiał powołanie siostry Leonii. 

Sam dziękował jej za pracę w Stoczku i Prudniku. Zarówno ją, jak i księdza Skorodeckiego zaprosił 2 listopada 1956 roku na Jasną Górę, by wspólnie dziękować Matce Bożej za uwolnienie. W 1957 roku zaś na prośbę siostry Graczyk zwolnił ją ze ślubów zakonnych, zapewniając, że zawsze może liczyć na jego pomoc. W późniejszych latach, gdy ksiądz Skorodecki przyjeżdżał do Warszawy, prymas, wprawdzie rzadko, ale przyjmował go na Miodowej. Nie wiadomo, czy wiedział, że duchowny nadal był na usługach SB, ale i tego mógł się domyślać z uwagi na sam mechanizm działania tej służby. 

Czytaj też w Tygodniku Interii. Za robotników dałby się pokroić. Młody Wyszyński

"Heniek" sam się przyznał

Również innym TW ze swojego otoczenia kardynał Wyszyński okazał miłosierdzie. O swojej współpracy z SB przed 1953 rokiem powiedział mu pracujący w Sekretariacie Prymasa Polski ksiądz Hieronim Goździewicz TW "Heniek". Prawdopodobnie na przełomie lat 1959 i 1960 wyznał on prymasowi, że na niego donosił. Kardynał nie tylko nie odsunął go od siebie, ale nawet uczynił kierownikiem swojego sekretariatu. 

Czy prymas wiedział o współpracy z SB Andrzeja Micewskiego(TW "Michalski" i TW "Historyk"), godząc się na korzystanie przez niego z rękopisów Pro memoria w celu - jak utrzymywał Micewski - napisania książki o współczesnej historii Kościoła w Polsce? Tego nie wiemy. Wiadomo, że kiedy Micewski przedstawił maszynopis książki, która w istocie była biografią prymasa, ten zaskoczony zgodził się na jej publikację, ale po swojej śmierci.

Ewa K. Czaczkowska

Artykuł to fragment książki Ewy K. Czaczkowskiej "Prymas Wyszyński. Wiara, nadzieja, miłość", która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak.

Wasze komentarze
No hate

Dodawanie komentarzy pod tym artykułem zostało wyłączone

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym, nasyconym nienawiścią komentarzom, niezależnie od wyrażanych poglądów. Jeśli widzisz komentarz w innych serwisach, który jest hejtem – wyślij nam zgłoszenie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje