Reklama

Reklama

Wyszyński. O tym, jak Stefan uciekł pod fortepian

Jaki był Stefan Wyszyński, przyszły ksiądz, kardynał, Prymas Tysiąclecia i błogosławiony Kościoła katolickiego? Przed kim uciekł pod fortepian i dlaczego codziennie sięgał po kartkę z nazwiskiem Bolesława Bieruta?

Niedziela, 12 września 2021 r. to dzień beatyfikacji prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego i matki Róży Czackiej, założycielki Dzieła Lasek i zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. Msza beatyfikacyjna rozpocznie się o godz. 12. Zapraszamy na transmisję na antenę Polsat News i do Interii. 

Anegdoty z życia kard. Stefana Wyszyńskiego zebrał w książce "Kwiatki Stefana Wyszyńskiego" Marek Zając. Publikujemy wybrane fragmenty:

Lalki

"Byłem chłopcem psotnym" - nie ukrywał Prymas. I nie była to tylko kokieteria. W dzieciństwie "wpadłem kiedyś w szalony gniew" - tak zaczyna się opowieść o tym, jak Stefan swoim siostrom... spalił lalki. 

Reklama

"Możecie sobie wyobrazić, jaki był płacz i co mi groziło, gdy przyszła 'sprawiedliwość' w postaci... ojca! I wtedy co się okazało? W moim domu stał duży fortepian. To było miejsce mojej ucieczki - pod fortepian. Gdy 'sprawiedliwość' się zbliżała, moje cztery pokrzywdzone siostry obsiadły wokół fortepian i błagały ojca, aby egzekucję odłożył na później. Tłumaczyły: on się poprawi, nawróci. Jak widzicie, 'nawróciłem się'".

Bierut

Tę historię przytacza dziennikarka i autorka książek Milena Kindziuk. Otóż ksiądz Andrzej Gałka wspominał, że Prymas w starym pożółkłym brewiarzu, z którego na co dzień korzystał w kaplicy, trzymał dwie kartki. Jedną z nazwiskiem Bolesława Bieruta, za którego modlił się każdego dnia. Powtarzał, że wprawdzie Bierut "dokonał w życiu złych wyborów, ale w gruncie rzeczy to nie był zły człowiek". Na drugiej kartce były nazwiska księży, którzy odeszli z kapłaństwa. Za nich też modlił się każdego dnia.

Kobiety

Powtarza to wiele osób, które znały Prymasa prywatnie. Kobietom zawsze okazywał wielki szacunek, i to nie tylko w słowach. Tak zapewne został wychowany, ale były też przyczyny głębsze. 

W trakcie uwięzienia w Komańczy, pod datą 8 grudnia 1955 roku, czyli w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi, kardynał Wyszyński zanotował: "Zapamiętam sobie: ilekroć wchodzi do twego pokoju kobieta, zawsze wstań, chociaż byłbyś najbardziej zajęty. Wstań, bez względu na to, czy weszła matka przełożona, czy siostra Kleofasa, która pali w piecu. Pamiętaj, że przypomina ci ona zawsze Służebnicę Pańską, na imię której Kościół wstaje .Pamiętaj, że w ten sposób płacisz dług czci twojej Niepokalanej Matce, z którą ściślej jest związana ta niewiasta niż ty. W ten sposób płacisz dług wobec twej rodzonej Matki, która ci usłużyła własną krwią i ciałem... Wstań i nie ociągaj się, pokonaj twą męską wyniosłość i władztwo...". 

A na koniec raz jeszcze dodał: "Wstań bez zwłoki, dobrze ci to zrobi".

Sukienka

Pewien młody ksiądz pogardliwie wypowiadał się o kobiecie z instytutu świeckiego. 

- Proszę księdza, to jest zakonnica po ślubach - przypomniał Prymas. 
- Taka zakonnica! W krótkiej sukience?! - szydził ksiądz.
- Czemu to ksiądz widzi bardziej krótką sukienkę niż duszę? - odparował Wyszyński.

Czytaj też w Tygodniku Interii: Za robotników dałby się pokroić. Młody Stefan Wyszyński

Rekiny

Ksiądz Bronisław Piasecki wspominał: "Do Warszawy Prymas przyszedł z zewnątrz, dla niektórych warszawskich prałatów był człowiekiem z prowincji. Wiele razy dawali mu to odczuć, a on to znosił w milczeniu, z pokorą. Reagował tylko wtedy, gdy uważał, że w grę wchodzi nie osobista uraza, ale szkoda Kościoła. Kiedyś opowiadał, że chciał zbudować nowy kościół i wydzielić przy nim terytorium parafii. Ale przy takich decyzjach konieczna była opinia kapituły. Tymczasem kanonicy na piśmie oświadczyli, że niedaleko jest stary kościół parafialny i nie ma konieczności tworzyć nowej parafii". 

Sprawa miała jednak drugie dno. W rzeczywistości chodziło o to, że wskutek zmian trzeba by było okroić parafię, którą rządził jeden z wpływowych prałatów, potocznie i pieszczotliwie zwanych w warszawskim Kościele rekinami. 

Pod koniec obrad kapituły z udziałem Prymasa biskup pomocniczy Zygmunt Choromański drżącą ręką przekazał pismo z opinią kanoników. Zapadła absolutna cisza. Prymas w milczeniu przeczytał, starannie złożył kartkę i lodowatym tonem oświadczył: 

- Zniszczcie tę kartkę, bo będziecie się tego wstydzić.

Lasy

W zaborze rosyjskim działalność patriotyczna nieraz splatała się z religijną, polski katolicyzm bronił się przed carską i prawosławną Rosją. 

Nocami ojciec zabierał małego Stefana w odległe lasy: "Jechało z nim zawsze razem kilku miejscowych, zaufanych gospodarzy - wspominał Prymas podczas kazania w parafii w Kamieńczyku, skąd pochodziła rodzina jego matki. 

- Stawiali krzyże na drogach i różnych kopcach... Wracaliśmy w zupełnym milczeniu, nigdy nie wolno było o tym mówić, ani słowem...".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje