Reklama

Reklama

Ukraina w zapaści. Szaleje inflacja i bezrobocie. "Będzie gorzej"

- Dochody budżetowe Ukrainy z tytułu podatków praktycznie w całości idą na wojnę: zaopatrzenie armii, sprzęt itd. Natomiast funkcjonowanie państwa - czyli wypłata rent i emerytur, a także pensji z budżetówki - jest całkowicie uzależnione od wsparcia Zachodu - mówi Interii Sławomir Matuszak z Ośrodka Studiów Wschodnich. Kraj pogrążony w wojnie zmaga się z wysokim bezrobociem, szalejąca inflacją i przerwami w dostawach prądu. - Sytuacja jest bardzo trudna, a w kolejnych miesiącach z pewnością się pogorszy - uważa specjalista.

Jolanta Kamińska, Interia: Mamy do czynienia z największym załamaniem gospodarczym w historii niepodległej Ukrainy. Jak to wpływa na codzienne życie jej mieszkańców? 

Sławomir Matuszak, główny specjalista Zespołu Ukrainy, Białorusi i Mołdawii Ośrodka Studiów Wschodnich: - Trudną kwestią jest bardzo wysoki odsetek bezrobotnych. Według Narodowego Banku Ukrainy (NBU) bezrobocie wynosi obecnie około 35 proc., tymczasem przed wojną kształtowało się na poziomie 10 proc. 

To liczba Ukraińców, którzy pozostali w kraju i nie mają pracy? Wielu przecież wyjechało.

Reklama

- Bezrobocie nie dotyczy osób, które wyjechały. Liczone jest szacunkowo. Jednak zarówno dane sondażowe jak i szacunki instytucji państwowych pokrywają się. Natomiast realnie ono może być niższe, bo część osób pracuje w tzw. szarej strefie. Nie zmienia to faktu, że sytuacja jest bardzo trudna, a w kolejnych miesiącach z pewnością się pogorszy. Dodatkowym problemem jest fakt, że osoby, którym udało się utrzymać pracę, otrzymują mniejsze wynagrodzenie. Do tego dochodzi bardzo wysoka inflacja, obecnie na poziomie około 25 proc.

I pewnie będzie rosnąć?

 - Według prognoz do końca roku może wzrosnąć nawet do 30 proc. To oczywiście średni wzrost, jednak w przypadku towarów pierwszej potrzeby jak np. chleb czy mięso jest on jeszcze wyższy.

Bardzo podrożały także warzywa i owoce. Co jeszcze pójdzie w górę?

- Warzywa i owoce wyraźnie zdrożały, bo to obwód chersoński, który od pierwszych tygodni wojny jest pod okupacją, był "warzywnym zagłębiem" Ukrainy. Teraz dostawy stamtąd są praktycznie niemożliwe. Prawdopodobnie będzie też drożał nabiał, bo na okupowanych terenach znajduje się duża część kurzych farm. Ceny w całej Ukrainie windują też drogie paliwa. Dodatkowo problemy pogłębiają nasilone w ostatni czasie ataki na infrastrukturę energetyczną. Ukraińcy szacują, że około 40 proc. tej infrastruktury uległo uszkodzeniu. To powoduje, że po ostatnich ostrzałach pojawiały się zapowiedzi, że czasowe wyłączenia prądu mogą potrwać do 12 godzin. 

Władze ukraińskie zaapelowały nawet do uchodźców, by nie wracali do kraju tej zimy. Wicepremier Iryna Wereszczuk wprost ostrzegła, że sieci energetyczne sobie nie poradzą.

- Te czasowe wyłączenia prądu mogą mieć miejsce przez najbliższe kilka tygodni, co jeszcze pogorszy jakość życia Ukraińców.

Wiadomo, ile osób na stałe opuściło Ukrainę? 

- Niewątpliwie jest problem z jednoznacznymi szacunkami na ten temat, podobnie jak z określeniem, ilu Ukraińców obecnie przebywa w Polsce. To, że ktoś się zarejestrował i dostał PESEL, wcale nie oznacza, że przebywa w naszym kraju. Część osób pojechała dalej na Zachód, część wróciła do Ukrainy. Według UNHCR na terenie Europy przebywa około 7 mln uchodźców z Ukrainy.

Wojna wpłynęła też na znaczące osłabienie hrywny. Od rosyjskiej napaści ukraińska waluta spadła w stosunku do amerykańskiego dolara o prawie 50 procent. Ukraińcy stracili połowę oszczędności? 

- Ukraińcy mają ograniczone zaufanie do własnej waluty, dlatego większość z nich trzyma oszczędności w dolarach albo euro. Natomiast faktem jest, że waluta znacząco osłabła, tym bardziej, że w pierwszych miesiącu wojny dodrukowano jej, żeby pokryć deficyt budżetowy. W ostatnich miesiącach hrywna zaczęła się nieco umacniać, ale sytuacja w energetyce może znów odwrócić ten trend.  

Dodatkowo Rosja grozi ponowną blokadą eksportu zboża drogą morską. Ostatni kryzys udało się zażegnać, ale ryzyko istnieje. 

- Zablokowanie eksportu żywności drogą morską oznacza około miliard dolarów miesięcznie strat z tytułu eksportu, a także pogłębienie problemów logistycznych i finansowych ukraińskich farmerów i przedsiębiorstw rolnych. W pierwszych miesiącach wojny żywność zaczęto wywozić innymi szlakami - głównie przez Polskę i Rumunię, jednak te połączenia logistyczne są niewystarczające. 

A co z wypłatą świadczeń socjalnych czy emerytalnych? Państwo gwarantuje ciągłość w tym zakresie? 

- Za wyjątkiem terenów okupowanych na razie nie ma problemów. Jednak jest to możliwe dzięki wsparciu donatorów. 

Z zagranicy. 

- Tak. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że dochody budżetowe Ukrainy z tytułu podatków praktycznie w całości idą na wojnę: zaopatrzenie armii, sprzęt itd. Natomiast funkcjonowanie państwa - czyli wypłata rent i emerytur, a także pensji z budżetówki - jest całkowicie uzależnione od wsparcia Zachodu. 

Ile Ukraina dotychczas otrzymała pieniędzy z zagranicy? Chodzi mi o bezzwrotne wsparcie. 

- Na październik było to 9-10 mld dolarów pomocy bezzwrotnej. Drugie tyle Ukraina dostała w formie niskooprocentowanych kredytów. W tej chwili Ukraina prosi już tylko o taką pomoc, bo kredytów i tak nie jest w stanie spłacać. 

Polska wspiera Ukrainę bronią i pomocą humanitarną. A jaką rolę pełnimy, jeśli chodzi o wsparcie finansowe? 

- W zestawieniach, które publikuje ministerstwo finansów Ukrainy, Polska nie jest wymieniania jako donator do budżetu. Natomiast te zestawienia nie obejmują pomocy humanitarnej i wojskowej, gdzie zajmujemy czołową pozycję, dlatego trudno to jednoznacznie ocenić. 

Jak od początku wojny wzrósł dług publiczny Ukrainy? 

- Dług publiczny na koniec sierpnia wyniósł 3,6 bln hrywien (ok. 98,3 mld dolarów, czyli ok. 65 proc. przedwojennego PKB), a od końca stycznia zwiększył się o 839 mld hrywien (ok. 22,9 mld dolarów według obecnego kursu NBU). 

Rozmawiała Jolanta Kamińska 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy