Reklama

Reklama

Oblała ambasadora Rosji, dostała groźby. Musiała uciekać z Warszawy

- W życiu nie widziałam tak zmasowanego ataku - napisała na Facebooku Irina Zemlana, ukraińska aktywistka, która oblała ambasadora Rosji w Polsce czerwoną substancją. Przyznała, że po fali gróźb w jej kierunku, musiała wyjechać z Warszawy. - Nigdy nie myślałam, że będę zmuszona uciekać dwa razy - stwierdziła.

Irina Zemlana za pośrednictwem mediów społecznościowych poinformowała o zmasowanym ataku i fali gróźb, które otrzymuje po tym jak oblała Siergieja Andriejewa - ambasadora Rosji w Polsce - czerwoną substancją. 

"Dostaje tysiące wiadomości z pogróżkami. W życiu nie widziałam tak zmasowanego ataku" - napisała Zemlana.

Kobieta poinformowała, że już kilka godzin po ataku, wszystkie jej dane, w tym numer paszportu, adres zamieszkania w Ukrainie, numer telefonu, e-mail, wszystkie konta w mediach społecznościowych zostały upublicznione w rosyjskich kanałach w serwisie Telegram. We wpisie możemy przeczytać, że Zemlana dostaje groźby śmierci, okaleczenia czy gwałtu wszystkimi możliwymi kanałami. 

Reklama

"Co kilka minut dzwonią do mnie z nieznanego numeru, mój telefon stał się zupełnie bezużyteczny. Co minutę na moją skrzynkę przychodzi wiadomość e-mail. W kilka godzin na Instagramie zarejestrowało się 25 tysięcy botów" - opisuje aktywistka. 

Sprawa trafiła na policję

Irina Zemlana poinformowała, że wraz ze swoim prawnikiem udała się już na policję, gdzie zgłosiła wszystkie groźby skierowane pod jej adresem. "Policja uważa, że sytuacja jest poważna" - wskazała. 

Aktywistka dodała, że na prośbę osób odpowiedzialnych za jej bezpieczeństwo nie może szerzej wypowiadać się na ten temat

Potwierdziła, że ze względów bezpieczeństwa musiała wyjechać z Warszawy. "Nigdy nie myślałam, że będę musiała uciekać dwa razy" - stwierdziła.

"Ta sytuacja podzieliła również polskie społeczeństwo. Trwa wiele debat i dyskusji. Przeczytałam o sobie rzeczy, o których sama nie wiedziałam - kto mnie sponsoruje, dla kogo pracuje itd. [...] Po tym jak Rosja rozpoczęła wojnę na pełną skalę, zabijając bezlitośnie kobiety i dzieci, zaskoczyło mnie, że część polskiego społeczeństwa naiwnie wierzy, że nadal da się utrzymać dobre stosunki z Rosją" - czytamy we wpisie. 

Rosyjski ambasador oblany czerwoną substancją

9 maja Siergiej Andriejew wraz z delegacją pojawił się pod mauzoleum przy ul. Żwirki i Wigury. Ambasador chciał złożyć kwiaty, w związku z obchodzonym w Rosji Dniem Zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.

Na miejscu pojawili się też demonstranci z ukraińskimi i polskimi flagami, którzy uniemożliwili rosyjskiemu dyplomacie przejście do miejsca upamiętniającego rosyjskich żołnierzy. Padały antyrosyjskie hasła, a ostatecznie ambasador został oblany czerwoną substancją. Po tym Andriejew wrócił do służbowego samochodu. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy