Reklama

Reklama

Przyjechali na otwarcie przekopu. Nie usłyszeli ani słowa

Tłumy, które zjawiły się na otwarciu przekopu przez Mierzeję Wiślaną, nie usłyszały przemówień premiera oraz prezydenta - chyba że ktoś zdołał połączyć się z internetem, a to nie było łatwe. Organizatorzy nie zapewnili telebimów ani głośników, co rozzłościło część widzów. Niektórzy opuścili port Nowy Świat jeszcze przed tym, jak statek Zodiak II triumfalnie przepłynął przez kanał. Swoje cegiełki dołożyły też burza i brak toalet.

Na godzinę 12:00 zapraszały plakaty rozwieszone po Krynicy Morskiej, Kątach Rybackich i innych miejscowościach w pobliżu przekopu Mierzei Wiślanej. Właśnie w sobotnie południe rządzący zaplanowali otwarcie z pompą jednej ze sztandarowych inwestycji, mającej umożliwić polskim statkom wpływanie na Zalew Wiślany z ominięciem rosyjskich wód terytorialnych.

W rzeczywistości uroczystość zaczęła się o 60 minut później. Gdyby nie to, część chętnych, by zobaczyć statek Zodiak II płynący przez kanał, mogłaby się spóźnić. 

Reklama

Autobusy darmowej linii dowożącej z Krynicy Morskiej miały ruszyć o 10:00, lecz na przystankach pojawiły się z półgodzinnym opóźnieniem. Dodatkowo do pierwszych dwóch wozów - w tym piętrusa - nie zmieścili się wszyscy pasażerowie.

By zobaczyć otwarcie przekopu, wspięli się na skarpę lub zabrali przyczepy

Przy porcie Nowy Świat widzowie zajęli miejsca na dwóch obrotowych mostach, które po wybudowaniu przekopu umożliwiają dojazd do Krynicy Morskiej. Jedna z przepraw musiała pozostać częściowo pusta, by zapewnić Zodiakowi swobodę przepłynięcia. Ponadto setki osób zgromadziły się na deptaku biegnącym równolegle do kanału. 

Byli też pomysłowi, którzy usadowili się na nieodległej skarpie - myśleli, że w ten sposób wszystko zobaczą. Inni przyjechali w przyczepach kempingowych, nie zabrakło też rowerzystów.

Ponadto ludzie wdrapywali się na barierki energochłonne albo chwytali znaków drogowych, aby chociaż przez chwilę widzieć, co dzieje się tam, gdzie są rządzący. Co sprytniejsi zabrali ze sobą lornetki i przez nie śledzili państwowe uroczystości. 

Jedna z kobiet, która wyposażyła się w taki sprzęt, przyznała, że na mierzeję przyjechała aż z Podhala. Stojący nieopodal mężczyzna wciął się w rozmowę, witając "znajomą" z Małopolski. Okazał się krakusem.

Protestów przeciw otwarciu nie było. Nagłośnienia też nie

Trudno policzyć, ilu widzów manifestowało swoje poparcie dla rządowej inwestycji, wznosząc biało-czerwone flagi. Wiele z nich ubrało się również w patriotyczną odzież. Na uwagę jednego ze zgromadzonych, że most nad przekopem jest w barwach białej i pomarańczowej, inny "ripostował": - Ale szlabany i barierki są w kolorach Polski!

Na otwarciu pojawili się młodzi: dzieci, 20-latkowie czy o dekadę starsi, ale zdecydowaną większość stanowiły dojrzalsze osoby. Porządku pilnowała m.in. policja, w tym zespoły antykonfliktowe. 

Przed inauguracją obawiano się protestu armatorów, którym nie pozwolono przepłynąć przez przekop 17 września. Jednak po większej manifestacji przeciwników przekopu lub sobotniego "planu dnia" ani widu, ani słychu. 

Ponadto przysłuchując się rozmowom w tłumie, nietrudno było usłyszeć poglądy zbieżne z postulatami i opiniami obozu rządzącego. Przy porcie swoje specjalne miejsce miały kluby "Gazety Polskiej". 

Pytanie, czy nawet stojący najbliżej, jak się da, cokolwiek usłyszeli poza "Mazurkiem Dąbrowskiego", pojedynczymi akordami wojskowych utworów i fragmentami wypowiedzi konferansjera. 

Prezydent przemawiał tuż obok. Ale nie było go słychać

"Szarym obywatelom" przybyłym na uroczystość nie zapewniono ani telebimu, ani głośników. To rozzłościło wielu z nich - nawet tych, którzy kilkadziesiąt minut wcześniej deklarowali publicznie swoje przywiązanie do prawicowych idei albo pomysłu przekopania mierzei. Tam, gdzie zebrały się tłumy, zabrakło również toalet.

Przemówienia prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego skutecznie tłumił Zodiak II, na tle którego wystąpili, a także namiot zapewniający władzom dach nad głowami. 

Jak radzili sobie najwytrwalsi? Próbowali odsłuchać przemówienia najważniejszych polityków... włączając na smartfonach telewizję. Nie było to proste, bo na miejscu trudno było o dobry zasięg

Niekoniecznie działało też radio, nawet na tradycyjnych falach, a nie transmitowane przez internet. - To już lepiej było zostać w domu - dało się słyszeć w tłumie.

O czym jeszcze rozmawiano? Poza historią i naszymi wewnętrznymi sporami, tematem była również zbliżająca się, popołudniowa impreza rodzinna, organizowana przy przekopie przez resort infrastruktury. Dopytywano się wzajemnie, jak tam dotrzeć, jakie atrakcje zapewniono i czy będą stoiska gastronomiczne. 

Nie wiadomo jednak, czy zabawa w pełni się uda, ponieważ pogoda na Mierzei Wiślanej od kilku dni jest co najmniej niespokojna.

Burza spłoszyła uczestników otwarcia przekopu

Po tym, jak ogłoszono otwarcie przekopu, ale jeszcze przed podniesieniem mostu i umożliwieniem statkowi pokonanie kanału, nad mierzeją zebrały się czarne chmury. Grzmoty i deszcz zaczynający kropić odstraszyły wielu przyjezdnych. Stłoczyli się na tymczasowych przystankach, oczekując powrotnych autobusów. 

Pojazdy niekoniecznie przyjechały od razu, dlatego gdy drzwi do pierwszego z nich otworzyły się, masa zmokniętych ludzi próbowała naraz dostać się do środka. Aura była w sobotę kapryśna, bo gdy autobusy dotarły do pętli, wysiadało się z nich w pełnym słońcu.

Jednak przewagę nadal stanowili ci, którzy postanowili wytrwać do końca i oklaskiwać Zodiaka wpływającego do Bałtyku. Wśród nich niektórzy przyznali, że brawa dla pierwszego statku były jedyną rzeczą, jaką w pełni usłyszeli podczas tej uroczystości.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy