Reklama

Reklama

Skandal w NIZP. Dyrektor miał poniżać i molestować pracowniczkę. Obiecywał "mega orgazm"

Molestowanie seksualne i dyskryminacja w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego. Dyrektor miał pisać jednej z pracowniczek niedwuznaczne SMS-y, a w nich między innymi obiecywać, że "dałby jej kosmiczne podniecenie" i "mega orgazm". Kobieta złożyła na początku sierpnia w sądzie pracy w tej sprawie pozew, potem została zwolniona dyscyplinarnie. Do szczegółów sprawy dotarła "Gazeta Wyborcza".

1 sierpnia w sądzie pracy znalazł się pozew, który złożyła Anna Dela - jedna z pracowniczek Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego. Ujawnia ona w nim molestowanie seksualne i nierówne traktowanie, których miała doświadczyć ze strony dyrektora Grzegorza Juszczyka.

Po ujawnieniu szczegółów sprawy dyrektor został odwołany. Jak przekazało Ministerstwo Zdrowia: "Do czasu wyjaśnienia tej sytuacji na drodze sądowej nie powinien piastować swojego stanowiska".

W SMS-ach dyrektor miał pisać, że "ma na nią taką ochotę"

Jak przekazuje "Gazeta Wyborcza", dyrektor miał naciskać na romans z kobietą już po kilku tygodniach od czasu jej zatrudnienia. W SMS-ach pisał m.in., że "ma na nią taką ochotę, że mógłby jej zrobić krzywdę", albo przesyłać buziaka "zaczynającego się na jednych wargach, a kończącego na drugich". Inne wiadomości brzmiały: "nie wiesz, gdzie dotknie, poliże, jak szybko, jak wolno, jak mocno... dostaniesz. Nie jeden raz".

Reklama

Grzegorz Juszczyk to absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktor habilitowany nauk o zdrowiu i specjalista w dziedzinie zdrowia publicznego. Dyrektorem Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny został w 2017 roku.

Nie tylko molestowanie seksualne

Kobieta oprócz molestowania seksualnego miała doświadczać także poniżania. W zależności od sytuacji i reakcji na zachowania dyrektora, Anna Dela miała słyszeć, że jest "ukierunkowaną na pracę zołzą", "jego porażką menedżerską" albo że "ten Instytut na nią nie zasługuje" - w przypadku dobrego humoru dyrektora. Gdy przychodziła do pracy, miała też słyszeć: "Przyniosłaś obiad? Nie? To po co przyszłaś?".

Przyznała także, że została zmuszona do prowadzenia zajęć na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym w zastępstwie za Juszczyka. Choć pierwotnie myślała, że to jednorazowa sytuacja, okazało się to pracą przez cały rok akademicki, bez wynagrodzenia.

Gdy dyrektor dowiedział się natomiast, że związała się na stałe z mężczyzną, a potem, że zaszła w ciążę, miał wycofać z Ministerstwa Zdrowia wniosek o awans dla niej.

Jak przekazała kobieta, wytrzymywała to wszystko, ponieważ po przeprowadzce z Krakowa do Warszawy bała się utraty pracy. Ponadto dyrektor miał ją straszyć, że jeśli o tym komuś powie, będzie zniszczona. Teraz, jak mówi kobieta, Juszczyka rozpowiada w środowisku, że to ona chciała go uwieść.

Zwolnienie dyscyplinarne w 12. tygodniu ciąży

Po tym, jak z początkiem sierpnia kobieta złożyła wniosek w sądzie, 10 sierpnia została zwolniona dyscyplinarnie. W tamtym momencie była w 12. tygodniu ciąży, od 49 dni przebywała na zwolnieniu lekarskim. Powodem miało być m.in. naruszenie dobrego imienia kierowniczki działu inwestycji poprzez podważanie jej opinii, niezapewnienie na początku 2022 r. nowego serwisu elektrycznego czy narażenie na szwank wizerunku NIZP-PZH, z powodu udostępnienia znajomym w mediach społecznościowych zdjęcia w "skąpym bikini".

Ministerstwo Zdrowia odniosło się do całej sytuacji, informując "Gazetę Wyborczą", że "w związku z pojawiającymi się zarzutami wobec dyrektora NIZP-PZH i złożonym pozwem, minister zażądał w trybie pilnym wyjaśnień od dyrektora Instytutu. Po ich złożeniu minister zdecydował o odwołaniu dyrektora, uznając, że do czasu wyjaśnienia tej sytuacji na drodze sądowej dyrektor nie powinien piastować swojego stanowiska".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy