Reklama

Reklama

Kamil Sipowicz o wspomnieniach Kory z Jordanowa: To była destrukcja dla jej psychiki

- Pobyt w ośrodku w Jordanowie był dla Kory destrukcyjny. Tylko dlatego, że miała silną osobowość, to przetworzyła te wszystkie traumy na sztukę. W jednej z piosenek śpiewa "byłam numerem między numerami". W Jordanowie Kora była "ósemką" i piętno bycia numerem towarzyszyło jej przez całe życie - mówi Interii Kamil Sipowicz, mąż artystki. Kora spędziła pięć lat w prowadzonym przez siostry zakonne ośrodku. Wielokrotnie mówiła o koszmarze, jaki tam przeżyła. - Minęło tyle lat, a tam nic się nie zmieniło - komentuje Sipowicz.

Kora trafiła do ośrodka w Jordanowie (woj. małopolskie) w wieku czterech lat. Wtedy była to placówka Caritasu prowadzona przez siostry prezentki. Artystka wielokrotnie opowiadała o koszmarze, jaki tam przeżyła. Partner Kory, Kamil Sipowicz wspomina, że czteroletnia Olga do Jordanowa przyjechała razem ze starszą siostrą. - Ich matka miała gruźlicę, a ojciec nie nadawał się do wychowywania dzieci, dlatego córki trafiły do zakonnic, a trzech synów do państwowego ośrodka - mówi Sipowicz. 

Jordanów. Dzieci smarowane kałem

Najgorzej traktowane były w Jordanowie małe dzieci, takie jak Kora. Nie mogły się poskarżyć, bo i tak nikt im nie wierzył. - Znęcano się nad nimi psychicznie i fizycznie. Dziecko, które się zmoczyło, musiało całą noc trzymać mokre prześcieradło, a kiedy popuściło w majtki było smarowane kałem. Te siostry były niewyżyte i wyżywały się na dzieciach - wspomina partner Kory. 

Reklama

Dla kilkuletniej wówczas dziewczynki dramatem było też rozdzielenie ze starszą siostra. Choć były w jednym ośrodku, to nie mogły się widywać. - Zakonnice nie pozwalały też Korze czytać, a ona to uwielbiała. Spotkania z siostrą też były absolutnie zabronione - mówi Sipowicz. Kolejnym sposobem dręczenia dzieci było opowiadanie im strasznych historii o trupach i mordach. Dzieci były tym przerażone, pacyfikowano je strachem. Były też bite i molestowane. 

Sipowicz wspomina, że razem z Korą pojechał w latach 90. do Jordanowa. - Kiedy zobaczyliśmy na budynku napis "DPS", to popatrzyliśmy po sobie i rozmawialiśmy o tym, co teraz musi dziać się w tym miejscu, co zakonnice muszą robić tym niepełnosprawnym dzieciom. Minęło tyle lat, a wtedy mieliśmy rację - przyznaje. 

CZYTAJ TEŻ: Paulina Młynarska: Kora mówiła latami o traumie przeżytej w Jordanowie

Dzieci z numerami. Kora była "ósemką"

Weszli do sieni i patrzyli na owiany dramatycznymi wspomnieniami budynek. - Kora mówiła, że wydawał jej się większy, gdy była dzieckiem. Byliśmy też w kościele, do którego dzieci musiały chodzić po kilka razy dziennie. Wspominała, że w niedzielę rano, kiedy przyjeżdżał ksiądz, to zakonnice dostawały kompletnego świra. Była tam mocna hierarchia, te z lepszych domów były ważniejsze, inne nadawały się tylko do mycia podłóg. Była tam też bardzo lesbijska atmosfera, a jedna z sióstr podkochiwała się w siostrze Kory - wspomina Sipowicz. 

W latach 80. jedna z sióstr próbowała skontaktować się z Korą, jednak artystka tego nie chciała. - Kora w ośrodku była "ósemką", taki nadano jej numer. To całkowite odczłowieczenie dziecka, ona piętno tego numeru czuła już do końca życia. W piosence "Moje urodziny" śpiewa nawet "byłam numerem między numerami" - mówi partner artystki. 

Dodaje, że pobyt w ośrodku był dla psychiki Kory destrukcyjny. - Tylko dzięki temu, że miała taką silną osobowość, to przetworzyła te wszystkie traumy na sztukę - mówi.  

ZOBACZ: Skiba ostro komentuje sprawę zakonnic z Jordanowa. "Gdzie jest państwo polskie!?" 

- Jezus powiedział: "Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" i te słowa powinny być wyryte na domu w Jordanowie. To, co się tam dzieje, to plucie w twarz Jezusowi. Teraz te siostry zostały wezwane do prokuratury, ale nie wierzę, że to coś zmieni. Krew mnie zalewa, kiedy myślę o tym, co tam się dzieje - przyznaje Sipowicz. 

Wyniki kontroli w DPS-ie w Jordanowie

Sprawę znęcania się nad mieszkańcami Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie, tym samym, w którym ponad 60 lat temu umieszczona została Kora, nagłośniła Wirtualna Polska, a za nią inne media. Do ataków przemocy miały dopuszczać się prowadzące placówkę zakonnice i inni pracownicy.

Według doniesień siostry zakonne miały wiązać pacjentów do łóżek, zamykać ich w klatkach oraz bić mopem. Kary wymierzane były dzieciom z niepełnosprawnościami. Informacje o znęcaniu się nad podopiecznymi w Jordanowie ujawniły dziennikarzom pracownice DPS-u i rodzice dzieci po tym, jak jedna z sióstr miała pobić 13-letnią dziewczynkę.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Suchej Beskidzkiej.

Minister rodziny i polityki społecznej, Marlena Maląg poinformowała we wtorek, że wyniki kontroli wojewody w DPS-ie w Jordanowie poznamy na dniach. - Kto zawinił, będziemy oceniać po kontroli. To skandal, jeśli to się całkowicie potwierdzi, że takie zdarzenia miały miejsce. Zostaną podjęte konkretne kroki - zapowiedziała. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy