Reklama

Reklama

Wirus RSV uderza w dzieci. "Sytuacja jest dramatyczna"

Podczas gdy od marca ubiegłego roku walczymy, by powstrzymać epidemię SARS-CoV-2, w dzieci uderza inny wirus - RSV. Szczególnie groźny dla najmłodszych pacjentów w tym roku pojawił się wcześniej niż zazwyczaj. - Sytuacja jest dramatyczna. Jesteśmy już na etapie wyboru mniejszego zła - mówi w rozmowie z Interią dr Miłosz Przybyszowski, który pracuje na SOR-ze w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie.

RSV (respiratory syncytial virus) nie jest nowym wirusem. - Zachorowania o tej etiologii pojawiają się sezonowo, ze szczytem w styczniu-lutym. Dorośli oraz dzieci szkolne i przedszkolne z reguły przechodzą zakażenie jak zwykłe przeziębienie - mają katar, kaszel, podwyższoną temperaturę, niekiedy dochodzi do zapalenia oskrzeli - mówi Interii dr Magdalena Okarska-Napierała z Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym Dziecięcego Szpitala Klinicznego UCK WUM w Warszawie.

Wirus RSV szczególnie groźny dla najmłodszych

Dużo groźniejsze jest zakażenie RSV u małych dzieci w pierwszych dwóch latach życia, a zwłaszcza do szóstego miesiąca.

Reklama

- U tak małych pacjentów RSV wywołuje zapalenie oskrzelików. To choroba, której dominującym objawem są: duszność, osłabienie i niechęć do jedzenia, co prowadzi do spadku saturacji i odwodnienia, szczególnie niebezpiecznych u noworodków i niemowląt - wylicza dr Okarska-Napierała.

Na RSV nie ma przyczynowego lekarstwa, chorobę leczy się objawowo. - To inhalacje, tlenoterapia i nawadnianie. W najgorszym scenariuszu dzieci mogą wymagać intubacji i leczenia na intensywnej terapii - tłumaczy pediatra.

Coraz więcej pacjentów z wirusem RSV

Poważny problem pojawia się wtedy, gdy zaczyna brakować miejsc w szpitalach. A tak dzieje się w Małopolsce.

- Odbyły się już dwa spotkania sztabu kryzysowego u wojewody. Z powodu eksplozji zakażeń RSV w szpitalach brakuje miejsc na oddziałach pediatrycznych - mówi dr Miłosz Przybyszowski z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie.

Skąd się biorą pacjenci? Scenariusz najczęściej jest podobny - przedszkolak łapie przeziębienie i zaraża młodsze rodzeństwo.

- Zdecydowana większość naszych najmłodszych pacjentów z RSV zaraziła się od starszych dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym - mówi dr Przybyszowski.

Wybierają mniejsze zło

Jak wskazuje ekspert, z RSV służba zdrowia mierzy się co roku. - Z reguły w styczniu-lutym notowaliśmy wzrost zakażeń, tworzyliśmy dodatkowy oddział z 20 łóżkami i to wystarczyło. Ubiegły sezon był wyjątkowy, bo obostrzenia powstrzymały nie tylko koronawirusa SARS-CoV-2, ale i inne wirusy. Od września jest tak, jakby ktoś polał benzyną tlącą się trawę i wybuchło. Jesteśmy już na etapie wyboru mniejszego zła - opowiada dr Przybyszowski.

- Ostatnio miałem na dyżurze sześciotygodniową dziewczynkę i rodzeństwo: trzylatek i trzymiesięczne niemowlę. Wszyscy z RSV. Dzieci na szczęście były w dobrej formie i nie wymagały hospitalizacji. Po dokładnym zbadaniu, sprawdzeniu saturacji i rozmowie z rodzicami wypisałem ich do domu, bo nie miałem miejsc na oddziale. Wcześniej dmuchaliśmy na zimne. Nie wiem, czy sześciotygodniowe dziecko z RSV w innych okolicznościach wypuściłbym do domu - przyznaje.

Jak mówi, w szpitalu jest tak tłoczno, że zdarza się, że na jedną salę trafiają dzieci infekcyjne i nieinfekcyjne. - To nie jest komfortowa sytuacja, ale proszę sobie wyobrazić, że mam dziecko, które wymaga podania tlenu, a stanowisko tlenowe jest wolne tylko obok dziecka z biegunką. Wybór jest prosty - tłumaczy.

W związku z trudną sytuacją w regionie dyrektorzy małopolskich szpitali mają zwiększać bazę łóżkową dla najmłodszych pacjentów. Po dzisiejszym spotkaniu z wojewodą Łukaszem Kmitą zadeklarowano, że w najbliższym czasie w Małopolsce przybędzie 130 miejsc na oddziałach pediatrycznych. Zdecydowano też o zastosowaniu wspólnego systemu - aplikacji "Wolne łóżka", który pozwoli na sprawdzanie na bieżąco, które placówki mają jeszcze miejsca.

Epidemia, restrykcje i spadek uodpornienia

Skąd tak wczesna fala zachorowań? Z pewnością wpływ na to miały restrykcje związane z epidemią COVID-19. - Maseczki, dystans społeczny, przejście na pracę i naukę zdalną i ograniczenie podróży zagranicznych spowodowały, że w minionym sezonie infekcyjnym, czyli jesień-wiosna 2020/2021, większość infekcji sezonowych niemal zupełnie zniknęła. Nie było wysypu zachorowań m.in. na RSV i na grypę. Podobna sytuacja miała miejsce na całym świecie - tłumaczy dr Okarska-Napierała.

Wraz z poluzowaniem obostrzeń wróciły zakażenia wirusowe.

- Przypuszcza się, że jeśli społeczeństwo nie doświadczyło sezonowych infekcji, prawdopodobnie zbiorcze uodpornienie spadło. A to może się wiązać z tym, że jesteśmy teraz na infekcje bardziej podatni - wyjaśnia ekspertka.

Grypa dla dzieci nie mniej groźna niż COVID-19

Obostrzenia spowodowały, że odpuściła także grypa.

Dziś pojawiają się już alerty o wzroście zgłoszeń zachorowań na grypę. Dr Okarska-Napierała zwraca jednak uwagę, że nie odzwierciedlają one rzeczywistej liczby infekcji, bo razem liczone są zarówno potwierdzone zakażenia jak i podejrzenia zachorowań.

- Ciekawe są dane z Wielkiej Brytanii i USA, które pokazują, że nie zaobserwowano wzrostu zapadalności na grypę mimo wzrostu zakażeń innymi wirusami. Ale nie wiemy, co będzie dalej i kiedy grypa uderzy. Po takiej przerwie możemy się spodziewać, że to uderzenie będzie silne - mówi rozmówczyni Interii.

A dla dzieci grypa jest nie mniej groźna niż COVID-19.

- Czasem wiąże się z poważnymi powikłaniami, jak zapalenie płuc, zapalenie mięśnia sercowego, czy ciężkie koinfekcje bakteryjne. Grypa szczególnie niebezpieczna jest dla pacjentów z dodatkowymi obciążeniami, ale poważnie zachorować mogą też ogólnie zdrowe dzieci - i takie trafiały na nasz oddział - wylicza dr Okarska-Napierała.

Stąd liczne apele, by szczepić się na grypę. Bo przeciw grypie szczepionka jest. Na RSV - nie ma.

- Pacjentom z określonych grup ryzyka, m.in. wcześniakom, podaje się preparat przeciwciał przeciwko RSV. W przypadku dzieci zdrowych takiej praktyki się nie stosuje - mówi dr Okarska-Napierała.

Czytaj też w serwisie INTERIA ZDROWIE Co obniża odporność? Oto pięć najpowszechniejszych przyczyn

 

W tle protesty

Na trudną sytuację w szpitalach związaną z wzrostem infekcji nakłada się ogólnopolska akcja strajkowa i braki kadrowe. 

- Jesteśmy przepracowani, na granicy wytrzymałości fizycznej i psychicznej - przyznaje dr Przybyszowski. Na szpitalnym oddziale ratunkowym, gdzie pracuje, powinno być trzech rezydentów i jeden specjalista. - Ostatnio był jeden rezydent i jeden specjalista, a dzieci w poczekalni pediatrycznej 21, z czego dziewięć to noworodki - mówi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne