Reklama

Reklama

Ukraiński ambasador z wizytą w MSWiA. Tematem nowa fala uchodźców

100 pocisków wystrzelonych w kierunku Ukrainy, zniszczona infrastruktura, 10 mln mieszkańców bez prądu. Nadchodząca zima dla wielu Ukraińców może stać się jeszcze większym koszmarem niż wojenna pożoga. Ilu z nich ucieknie przed głodem i chłodem do Polski? W tej sprawie do MSWiA przyjechał dziś ukraiński ambasador Wasyl Zwarycz. - Nie chcielibyśmy w żaden sposób zostać zaskoczeni sytuacją związaną z migracją. Poważna administracja musi być przygotowana na wszystko - powiedział Interii tuż po spotkaniu Paweł Szefernaker, pełnomocnik rządu ds. uchodźców.

Od 8 października, czyli dnia, kiedy funkcję głównego dowódcy rosyjskich wojsk inwazyjnych objął generał Siergiej Surowikin, siły rosyjskie znacząco zintensyfikowały ostrzały obiektów energetycznych w Ukrainie. Niespotykany dotąd zmasowany atak nastąpił we wtorek 15 listopada. Ukrainę zaatakowano około 100 rakietami. Okupanci przebili liczbę z 10 października, kiedy to wystrzelili 84 rakiety.

- Po zmasowanym ataku sił rosyjskich na obiekty infrastruktury energetycznej w Ukrainie sytuacja jest krytyczna - powiadomił wiceszef gabinetu prezydenta Kyryło Tymoszenko.

Reklama

Pierwsze doniesienia mówiły o 10 mln Ukraińców pozostających bez prądu. Czy Polsce grozi exodus tych, którzy uciekać będą przed życiem w chłodzie i ciemnościach? O tym na specjalnie zwołanym spotkaniu rozmawiał dziś Paweł Szefernaker, pełnomocnik rządu ds. uchodźców z Wasylem Zwaryczem, ambasadorem Ukrainy w Polsce.

- Spotkanie dotyczyło sytuacji w ukraińskich miastach po bombardowaniu przez Rosję punktów cywilnych i infrastruktury krytycznej. Nie chcielibyśmy w żaden sposób zostać zaskoczeni sytuacją związaną z migracją. Poważna administracja musi być przygotowana na każdy wariant, rozważamy więc wszystkie scenariusze - mówi Interii Paweł Szefernaker, pełnomocnik rządu ds. uchodźców, wiceszef MSWiA. 

Dr Dominika Pszczółkowska: "Dla Ukraińców ucieczka z kraju to ostateczność"

Czy Polskę czeka kolejna, tym razem "zimowa fala" ukraińskich uchodźców? Jeszcze przed wtorkowymi atakami mówiono o nawet 500 tys. Ukraińców, którzy mogą przybyć lada dzień do naszego kraju. W setki tysięcy uchodźców chcących przekroczyć granicę z Polską, nie wierzy jednak dr Dominika Pszczółkowska z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego

- Nękanie i zmuszenie do ucieczki jak największej liczby Ukraińców to niewątpliwie dziś jeden z głównych celów Rosji. Jednocześnie jednym z głównych celów Ukrainy, także cywilów, jest do tego nie dopuścić. Ucieczkę z kraju traktować więc będą jako ostateczność - mówi Interii dr Dominika Pszczółkowska z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego.

Władze Ukrainy namawiają znajdujących się poza granicami kraju obywateli do pozostania w aktualnym miejscu przebywania na czas zimy, by nie obciążać i tak nadwyrężonej infrastruktury krytycznej, ale tych, którzy w Ukrainie wciąż są, do wyjazdu nie zachęcają. - Wiem, że w wielu miejscach rakiety wyłączyły naszą infrastrukturę energetyczną. Wiemy, co wróg chce tym osiągnąć, ale nie osiągnie tego - powiedział prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w nagraniu zamieszczonym na Facebooku w reakcji na wtorkowy ostrzał ukraińskich miast przez Rosję. - Działamy, wszystko naprawimy, przeżyjemy, chwała Ukrainie. Jesteście dzielni! - dodał prezydent Ukrainy.

Dr Pszczółkowska dodaje, że badacze nie spodziewają się dużej i skumulowanej w krótkim czasie fali uchodźców, przypominającej tą z początku rosyjskiej agresji. Nie wykluczają jednak zwiększenia migracji. - Gdyby dostaw prądu, ogrzewania nie udało się przywrócić lub były one regularnie przerywane, możemy się spodziewać stopniowego napływu kolejnych osób, które będą wymagały naszej pomocy i pilnego zapewnienia zakwaterowania np. matek z niemowlakami i małymi dziećmi - tłumaczy dr Pszczółkowska. I dodaje: - Liczba uchodźców będzie zależeć w dużej mierze od tego, jak skuteczną pomoc, wojskową i cywilną, zapewnimy przed zimą Ukrainie - wskazuje ekspertka. 

Wojciech Bakun: Migracja zwiększy się o kilka procent, o exodusie mowy nie ma

Jak do ewentualnego pokłosia zmasowanych ataków na Ukrainę przygotowane są miasta na wschodzie Polski? O echach wczorajszych ataków w Ukrainie mówi Interii Wojciech Bakun, prezydent Przemyśla.

- Wczoraj były problemy natury logistycznej, bo pociągi z Ukrainy nie przyjeżdżały do nas, nasze pociągi nie mogły przez pewien czas wyjechać. Potem te odprawy uruchomiono, ale po chwili na przejściu granicznym znów nie było prądu - informuje Wojciech Bakun.

Zaznacza, że chociaż miasto trzyma rękę na pulsie, wzmożonej migracji w Przemyślu się nie obawiają. - Od jakiegoś czasu zauważamy, że nawet większe ataki w Ukrainie nie powodują zwiększonej migracji do nas - podkreśla Wojciech Bakun. - Ruch mieszkańców odbywa się głównie wewnątrz Ukrainy. Migracja zwiększa się o kilka procent, ale o exodusie mowy nie ma - dodaje prezydent Przemyśla.

Ten brano pod uwagę wraz z kolejnymi ostrzałami infrastruktury krytycznej, ale jak podkreśla prezydent Przemyśla, czarny scenariusz się nie spełnił. - Mieliśmy już przypadki, gdy atakowano elektrownie, elektrociepłownie i to nie zwiększało ruchu. Nie ma takich sytuacji, jak obserwowaliśmy w lutym, że po atakach na miasta, kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy ludzi od razu próbuje przekroczyć przejście graniczne. W tej chwili tego nie ma, a same transporty są bardziej zorganizowane. Jeśli ktoś przyjeżdża, to nie są to ludzie uciekający w panice, ale raczej dobrze wyekwipowani - zaznacza Wojciech Bakun.

Nie zmienia to faktu, że w przypadku dużej fali uchodźców, Przemyśl, jako miasto na pierwszej linii, jest przygotowane, by "zbuforować jak największą liczbę osób". Centrum Pomocy Humanitarnej działa tam cały czas. 

Rząd: Przygotowujemy różne scenariusze, zimowej dużej fali nie będzie

Najnowsze wieści dotyczące zapowiadanego zimowego exodusu przekazuje Interii w środowe popołudnie Paweł Szefernaker, pełnomocnik rządu ds. uchodźców

- Byłbym nieodpowiedzialny, gdybym powiedział, że nie będzie fali uchodźców, bo na taki scenariusz też się przygotowujemy, ale dziś nie ma powodów, by twierdzić, że dotrze do nas kolejna duża fala Ukraińców. Dynamika wojny i inwazja, która prowadzona jest w bestialski sposób przez Rosję, może spowodować pewne ruchy, które są dziś nieprzewidziane, ale opierajmy się na faktach. Pomimo tego, że od pewnego czasu mamy ataki na miasta, na infrastrukturę krytyczną, to w ciągu ostatnich trzech tygodni nie zwiększyła się liczba osób przekraczających granicę z Ukrainą - mówi Interii Paweł Szefernaker, pełnomocnik rządu ds. uchodźców. 

Jak podkreśla po spotkaniu z ambasadorem Ukrainy w RP Wasylem Zwaryczem, "administracja Ukrainy robi wszystko, aby na bieżąco naprawiać ostrzeliwaną infrastrukturę, a Ukraińcy mogli pozostać w kraju. - Postawili sobie za cel, żeby ich rodacy migrowali, ale w ramach Ukrainy. I tak się dzieje. Ukraińcy z bombardowanych miast wyjeżdżają do rodzin i znajomych na prowincję - zaznacza Paweł Szefernaker. 

I dodaje: - Wiadomo, że sytuacja jest ciężka. Ale w tej chwili w Ukrainie jest inne nastawienie. W lutym Ukraińcy uciekali, nie wiedząc, czy Zachód Ukrainie pomoże. Dziś Ukraińcy wiedzą już więcej i to motywuje ich do pozostania u siebie w kraju - słyszymy od wiceszefa MSWiA. 

***

We wtorek funkcjonariusze SG odprawili w przejściach granicznych z kierunku Ukrainy do Polski 18 tys. osób. W stronę przeciwną odprawiono 17,6 tys. osób. Dzień wcześniej do Polski przybyło 22,5 tys. Wyjechało 22,1 tys. Od początku rosyjskiej inwazji granicę polsko-ukraińską przekroczyło 7,7 mln osób z Ukrainy. W tym samym czasie w kierunku przeciwnym odprawiono 5,9 mln osób.

Irmina Brachacz

Irmina.brachacz@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy