Reklama

Reklama

Senat za przyjęciem ustawy o in vitro bez poprawek

Senat głosował nad budzącą kontrowersje ustawą o leczeniu niepłodności, zwaną potocznie ustawą o vitro. Decyzją większości ustawa o in vitro została przyjęta. Za takim rozwiązaniem głosowało 46 senatorów, 43 było przeciw, 4 wstrzymało się od głosu.

Ustawę o leczeniu niepłodności, w tym metodą pozaustrojowego zapłodnienia in vitro, Sejm uchwalił pod koniec czerwca. Daje ona prawo do korzystania z niej małżeństwom i osobom we wspólnym pożyciu, potwierdzonym zgodnym oświadczeniem. Leczenie niepłodności tą metodą będzie mogło być podejmowane po wyczerpaniu innych metod leczenia, prowadzonych przez co najmniej 12 miesięcy.

Ustawa zezwala na dawstwo zarodków, zabrania zaś ich tworzenia w celach innych niż pozaustrojowe zapłodnienie. Zakazuje też niszczenia zarodków zdolnych do prawidłowego rozwoju - grozić będzie za to kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.

Reklama

Piekielne wrota

Przypomnijmy, że środowa debata na temat ustawy o in vitro w Senacie trwała 14 godzin. Ustawa podzieliła senatorów, zgłoszono wiele poprawek, były wnioski o przyjęcie ustawy bez poprawek oraz o odrzucenie jej w całości. Dyskusja na temat ustawy o leczeniu niepłodności - przyjętej przez Sejm pod koniec czerwca - rozpoczęła się w środę po godz. 11, a zakończyła przed godz. 1 w nocy.

Odrzucenie ustawy rekomendowała senacka komisja zdrowia. Wielu senatorów, szczególnie z PiS, deklarowało, że nie poprze ustawy i ostro ją krytykowało. Senator Jan Maria Jackowski (PiS) stwierdził, że nawet jeśli ustawa ta wejdzie w życie, na pewno szybko zostanie uchylona ze względu na wątpliwości konstytucyjne. Jego zdaniem dyskryminuje ona życie ludzkie ze względu na sposób poczęcia.

"Dziecko ma prawo, żeby być poczęte w miłości" - mówiła Dorota Czudowska (PiS). Jej zdaniem przez procedurę in vitro życie ludzkie - dlatego że jest jeszcze nieme i niewidoczne - poddawane jest prawom rynku i uprzedmiatawiane. "My tą ustawą otwieramy piekielne wrota. Wrota nadużyć, których jeszcze nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić" - oceniła.

Bogdan Pęk (PiS) nazwał ustawę ideowym przekrętem stulecia. Przekonywał, że w trakcie procedury in vitro tworzy się jedno życie kosztem innych. W imieniu swoim oraz kolegów z klubu obiecał, że w następnej kadencji parlamentu podejmą działania, które "usankcjonują odwieczny ład", wprowadzając do porządku prawnego definicję, w myśl której życie ludzkie jest od poczęcia aż do śmierci.

Zgłosił też poprawkę do tytułu, aby zamiast "o leczeniu niepłodności", ustawa nazywała się: "o pozaustrojowym zapłodnieniu in vitro". Jego zdaniem gdyby ludzie zdawali sobie sprawę z "tego historycznego kłamstwa w tytule", z całą pewnością byliby przeciwko ustawie.

Pęk podkreślił jednak, że ustawę można jeszcze poprawić, przyjmując odpowiednie poprawki, np. wykluczające tworzenia nadliczbowych zarodków.

O odrzucenie ustawy wnioskował Andrzej Matusiewicz (PiS), argumentując, że jest ona przeciwko życiu.

Lepsza niż brak regulacji

Ustawa budziła także zastrzeżenia niektórych senatorów PO. Stanisław Hodorowicz (PO) zapowiedział, że nie będzie w stanie poprzeć ustawy, gdyż - jak ocenił - jest to metoda inżynieryjna, a nie medyczna, sprowadza człowieka do roli produktu i pozbawia go "atrybutu cudu natury".

Jak mówił Filip Libicki (PO), choć metoda ta daje życie, to jednak tworzy się przy tym nadliczbowe zarodki, co stwarza dylematy etyczne i możliwość nadużyć. "Uważam, że ta metoda nie powinna być u nas prawnie dopuszczalna" - powiedział. Przyznał jednak, że ta sprawa musi być jakoś uregulowana z maksymalnym poszanowaniem godności ludzkiej. Ale jego zdaniem zaproponowana ustawa ubiera w ramy prawne tę dowolność, z którą mamy do czynienia obecnie.

Wskazał np., że choć ustawa określa maksymalną liczbę tworzonych zarodków, jednak dopuszcza od tej zasady wyjątki. Jego zdaniem zapisanie, że możliwe jest to w przypadku kobiet powyżej 36. roku życia, sprawi, iż to, co miało być wyjątkiem, będzie normą, zważywszy jak późno w dzisiejszych czasach kobiety decydują się na macierzyństwo.

Zdaniem Libickiego przykładów na "pozorność" proponowanych rozwiązań jest w ustawie bardzo wiele. Zapowiedział, że nie poprze jej, jeśli nie zostaną przyjęte poprawki, które mają poprawić tę regulację.

Także Helena Hatka (PO) zgłosiła szereg poprawek. Mają one m.in. poprawić definicję zarodka, ograniczyć liczbę zarodków do dwóch, oddzielić ośrodki leczenia niepłodności od tych stosujących procedurę in vitro. Poinformowała, że pod poprawkami podpisali się także m.in. Libicki i Hodorowicz.

Z kolei Alicja Chybicka (PO) zgłosiła wniosek o przyjęcie ustawy bez poprawek. Przekonywała, że ustawa - nawet nie najlepsza - jest lepsza niż brak regulacji. "Jestem za ochroną każdego życia, przez 40 lat walczę o życie dzieci i jestem przekonana, że ta ustawa jest niezbędna" - mówiła. Wskazywała, że obecnie nie wiadomo, co się dzieje z zarodkami, jest "wolna amerykanka". "Trzeba to usankcjonować" - przekonywała.

Wielu senatorów miało zastrzeżenia co do dopuszczenia stosowania in vitro dla par żyjących w związkach nieformalnych. Poprawkę zmierzającą m.in. do finansowania procedury in vitro wyłącznie dla małżeństw zgłosili senatorowie Andżelika Możdżanowska, Józef Zając (oboje z PSL), Jan Filip Libicki (PO) i Jarosław Obremski (Koło Senatorów Niezależnych). Możdżanowska tłumaczyła, że poprawka ta jest potrzebna ze względu na dobro dzieci.

"To nie jest narzucanie światopoglądu"

Podczas debaty wielokrotnie odwoływano się do światopoglądu i religii, przywoływano m.in. nauczanie Jana Pawła II i stanowiska Episkopatu Polski, wielu senatorów uzasadniało sprzeciw wobec in vitro swoją wiarą.

Józef Pinior (PO) powiedział, że podczas tej debaty czuje się szantażowany, czuje się tak, "jakbyśmy w Polsce wszyscy opierali się na jednym światopoglądzie i jednej religii, a tak nie jest". "Nie jest tak, że mamy jakąś powszechną zgodę w cywilizacji ludzkiej na temat tych kwestii, o których tu dyskutujemy" - ocenił.

Jako przykłady podawał rozwody - nieakceptowane przez Kościół katolicki, a jednak dopuszczane w większości państw, a także kwestię aborcji, która w różnych krajach jest różnie rozwiązywana.

"To nie jest próba narzucania nikomu określonego światopoglądu. (...) Przecież ta ustawa nikogo nie zmusza do stosowania tej metody. (...) To jest dopuszczenie wolności wyboru" - przekonywał Pinior.

Tłumaczył, że chodzi o to, by nie narzucać nikomu określonych poglądów - każdy ma prawo do wyznawania własnych zasad, a prawo powinno to szanować.

Także Marek Borowski (niez.) mówił, że parlamentarzyści powinni uchwalać prawo dla wszystkich, niezależnie od poglądów, jakie wyznają.

Senacka komisja zdrowia za odrzuceniem

Przypomnijmy, że za odrzuceniem ustawy o in vitro opowiedziała się w czwartek senacka komisja zdrowia przyjmując najdalej idący wniosek spośród zgłoszonych podczas środowej debaty na sali plenarnej. W związku z tym komisja nie rozpatrywała poprawek zgłoszonych do ustawy.

Do stanowiska komisji wniosek mniejszości o przyjęcie ustawy bez poprawek zgłosiło dwoje senatorów Platformy Obywatelskiej: Alicja Chybicka i Bogusław Śmigielski.

Komisja zebrała się w czwartek wieczorem, by zająć się poprawkami i wnioskami zgłoszonymi podczas 14-godzinnej debaty nad ustawą o in vitro, która odbyła się w środę w Senacie.

Najpierw głosowano wniosek najdalej idący, czyli o odrzucenie ustawy. Ten wniosek poparło 4 senatorów; jeden był przeciwko; 5 - wstrzymało się od głosu. Senacka komisja zdrowia liczy 11 senatorów (siedmioro z PO; czworo z PiS).

W związku z poparciem wniosku PiS o odrzucenie ustawy komisja nie zajęła się zgłoszonymi podczas debaty poprawkami do ustawy. Zgłaszali je senatorowie PO, PiS, PSL i z Koła Senatorów Niezależnych.

Bogdan Pęk (PiS) zgłosił poprawkę do tytułu, aby zamiast "o leczeniu niepłodności", ustawa nazywała się: "o pozaustrojowym zapłodnieniu in vitro". Poprawki zgłoszone przez senator PO Helenę Hatkę miały m.in. poprawić definicję zarodka, ograniczyć liczbę zarodków do dwóch, oddzielić ośrodki leczenia niepłodności od tych stosujących procedurę in vitro. Poprawkę zmierzającą m.in. do finansowania procedury in vitro wyłącznie dla małżeństw zgłosili senatorowie Andżelika Możdżanowska, Józef Zając (oboje z PSL), Jan Filip Libicki (PO) i Jarosław Obremski (Koło Senatorów Niezależnych).

Kancelaria Prezydenta: Wątpliwości konstytucyjne

"Wprowadzana ustawą o in vitro możliwość pobierania komórek rozrodczych od dawcy, który jest niezdolny do świadomego wyrażenia zgody, budzi poważną wątpliwość, co do zgodności z konstytucją i prawem międzynarodowym" - pisała natomiast w liście Kancelarii Prezydenta do marszałka Senatu.

W liście do Bogdana Borusewicza szef Kancelarii Prezydenta Jacek Michałowski zaznaczył, że dotychczasowy brak regulacji dotyczących leczenia niepłodności na gruncie prawa polskiego "stwarzał ryzyko wykorzystywania komórek rozrodczych i zarodków w sposób niezgodny, w przekonaniu wielu obywateli, z normami etycznymi".

"Z tego punktu widzenia procedowany projekt ustawy stanowi istotny postęp. Tym niemniej budzi on wątpliwości z punktu widzenia zgodności z Konstytucją RP. Na jedną z nich chciałby wysokiej izbie zwrócić szczególną uwagę Prezydent RP" - dodał.

Jak podkreślił Michałowski, "poważną wątpliwość co do zgodności z konstytucją i prawem międzynarodowym budzi wprowadzana ustawą o in vitro możliwość pobierania komórek rozrodczych od dawcy, który jest niezdolny do świadomego wyrażenia zgody, w celu zabezpieczenia płodności na przyszłość".

"Ustawa (o in vitro) stanowi, że jeżeli kandydat na dawcę komórek rozrodczych jest niezdolny do świadomego wyrażenia zgody lub niemożliwe jest uzyskanie wyrażonej, w formie pisemnej, zgody przedstawiciela ustawowego, wymagane jest zezwolenie sądu opiekuńczego. W szczególnie uzasadnionych przypadkach zezwolenie to można uzyskać po pobraniu komórek rozrodczych. W przypadku, gdy po pobraniu komórek rozrodczych nie uzyskano takiego zezwolenia lub gdy dawca świadomie nie wyraził zgody na pobranie komórek rozrodczych - komórki rozrodcze niszczy się niezwłocznie" - napisał do Borusewicza szef Kancelarii Prezydenta.

"Zapis ten budzi wątpliwość co do zgodności z art. 30 i art. 47 Konstytucji oraz art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. W świetle tych przepisów poszanowanie życia prywatnego i decydowania o swoim życiu osobistym, obejmuje także prawo do poszanowania zarówno decyzji o prokreacji, jak i decyzji o powstrzymaniu się od prokreacji" - podkreślił Michałowski.

Jak dodał, Bronisław Komorowski wyraża w związku z tym nadzieję, że "wysoka izba w trakcie prac nad tą potrzebną ustawa usunie ewentualne problemy, które mogłyby prowadzić do niezgodności niektórych jej przepisów z konstytucją".

Rządowy program in vitro: Urodziło się 2287 dzieci

W ubiegłym tygodniu resort zdrowia podsumował dwa lata funkcjonowania rządowego programu in vitro. Dotychczas w programie utworzono 45,8 tys. zarodków.

Do organizmów kobiet przeniesiono 23 tys. z nich, 22,8 tys. poddano kriokonserwacji. Uzyskano 6,9 tys. ciąż pojedynczych i 478 wielopłodowych; urodziło się 2287 dzieci (ostatnia liczba dotyczy urodzeń zgłoszonych przez kobiety uczestniczące w programie).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy