Palikot: Dziś wytkniemy Kaczyńskiemu oszustwa
Dziś staniemy twarzą w twarz z Jarosławem Kaczyńskim i przypomnimy jego obietnice, oszustwa, obłudę - mówił w Kontrwywiadzie RMF FM Janusz Palikot.
Konrad Piasecki: Oko w oko, wiec w wiec, Palikot kontra Kaczyński, jeden plac - dziś Lublin. Chce pan zwarcia?
Janusz Palikot: - Nie, chcę prawdziwej debaty. Mam nadzieję, że Jarosław Kaczyński, który tchórzy, ucieka przed debatą z Bronisławem Komorowskim, który chowa się do telewizji publicznej przed debatą z Bronisławem Komorowskim, mam nadzieję, że wreszcie stanie do debaty.
Nie chowa się do telewizji publicznej, tylko jest gotów debatować w telewizji publicznej, być może nawet w TVN.
- Dzisiaj jest debata na Uniwersytecie Warszawskim - zapraszamy. Jest debata w TVN jeden na jeden 15 czerwca - zapraszamy. Debata dziesięciu kandydatów - proszę bardzo. Debata Napieralski, Pawlak, Kaczyński i prowadzący Pospieszalski lub Gargas to jest cynizm, nihilizm i obłuda Jarosława Kaczyńskiego.
Cynizm, nihilizm i obłuda. Obłudą jest mówienie o prawdziwej debacie podczas wiecu. Pan wie, że tam będzie, najdelikatniej mówiąc, gorąco. A realnie patrząc, to będzie zadyma i bijatyka.
- Nie, mam nadzieję, że będzie kulturalna debata. Nie mam zamiaru robić żadnej bijatyki. Apeluję do wszystkich uczestników dzisiejszego spotkania w Lublinie, abyśmy zachowali kulturę, wymienili poglądy i przedstawili dwie podstawowe wizje przyszłej prezydentury Polski: Jarosława Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego.
To, co pan robi, robi pan za wiedzą i zgodą kandydata Platformy?
- Nie.
Jeśli Bronisław Komorowski zadzwoni i powie "Janusz, odpuść sobie, odwołaj wiec"?
- To jest moja samodzielna, demokratyczna decyzja szefa regionu lubelskiego, żebyśmy dzisiaj udzielili wsparcia i spotkali się z Jarosławem Kaczyńskim i przypomnieli jego kłamstwa, dotyczące np. kopalni Bogdanka. Obiecywał mieszkańcom Lublina, że będzie Bogdanka na giełdzie i nie doprowadził do tego.
Panie pośle, jak ja przypomnę, co Platforma obiecywała w kampanii - jak zobaczymy 10 obietnic Platformy, dwie udało się zrealizować, osiem niezrealizowanych.
- Jeżeli chodzi o Lubelszczyznę, dotrzymujemy słowa, a Jarosław Kaczyński nie dotrzymał słowa.
Jeśli Bronisław Komorowski zadzwoni i poprosi "odwołaj wiec" - co pan zrobi?
- Nie, nie odwołam.
Nie odwoła pan, niezależnie od tego, co się tam będzie działo?
- Nie, ponieważ nie mam żadnego powodu, dla którego miałbym uznać, że dzisiaj nie mamy stanąć w twarz z Jarosławem Kaczyńskim i przypomnieć jego obietnice, oszustwa, pokazać całą jego obłudę, jaką jest podróbką Bronisława Komorowskiego.
I jeśli będzie tam bijatyka, to myśli pan, że to będzie dobra reklama pańskiego kandydata?
- Dlaczego ma być jakaś bijatyka?
Bo znam nastroje. Myślę, że czuję nastroje. Chyba, że policja będzie bardzo sprawna - pewnie będzie.
- Poprosiliśmy oczywiście policję, straż miejską i wszystkie inne służby porządkowe o to, żeby zachować porządek. Mam nadzieję, że taki porządek będzie. Nie chciałbym, żeby dzisiaj w Lublinie miała miejsce jakakolwiek bijatyka. Mam nadzieję, że to będzie kulturalna debata i jeśli Jarosław Kaczyński będzie chciał, żeby to była kulturalna debata, to do żadnego napięcia tego typu, o którym pan mówi, nie dojdzie.
Dlaczego Komorowskiemu przytrafia się tyle gaf, wpadek i potknięć w tej kampanii?
- Bo jest prawdziwym, a nie sztucznym człowiekiem.
Tylko prawdziwym zdarzają się gafy?
- Tak.
Jak Lechowi Kaczyńskiemu zdarzały się wpadki czy gafy, to pan go wysyłał do psychiatry.
- Owszem, pewnego typu wypowiedzi Lecha Kaczyńskiego wskazywały na pewien rodzaj jakiejś psychicznej niesubordynacji, czego nie można powiedzieć o Bronisławie Komorowskim.
Jak kandydat na prezydenta może strzelać sobie w stopę i Polsce w stopę dywagacjami o gazie łupkowym, który zniszczy polski krajobraz? Jak może nie wiedzieć, kogo zgłasza na prezesa NBP? Jak może nie wiedzieć, co konstytucja mówi o stanie klęski?
- Niech pan nie przesadza. Po pierwsze, jeżeli chodzi o kandydata na prezesa Narodowego Banku Polskiego, to Marek Belka pełnił tę funkcję w ONZ wcześniej.
Ponad półtora roku temu.
- No dobrze, ale to jest nieuprawnione stwierdzenie, że nie wie, kogo zgłasza. Zgłasza świetnego, fantastycznego specjalistę, przywołał fakt z jego życia.
Rozmowy o gazie łupkowym i mówienie, że on zniszczy krajobraz?
- To był błąd. Był źle przygotowany. Ludzie, którzy przygotowują go do tego typu wypowiedzi, powinni ponieść konsekwencje. Nie musi się znać na różnicy między gazem łupkowym a łupkach naftonośnych.
Tylko, że w ten sposób daje doskonały argument do ręki Gazpromowi, Rosjanom i ekologom, którzy na pasku Rosjan będą teraz krzyczeli, że Polska chce zniszczyć krajobraz.
- Absolutnie, to jest wspaniała informacja, że być może Polska będzie niezależna od Rosji. Powinniśmy inwestować w wydobycie tego gazu. Wiem, że jakieś amerykańskie firmy rozpoczynają wiercenia. Świetnie się stało. Była to rzeczywiście gafa Bronisława Komorowskiego, z której powinien się wycofać. I powinien poprzeć absolutnie gaz łupkowy.
A ktoś, kto popełnia tyle gaf, nadaje się na prezydenta?
- Nadaje się.
Bo jest prawdziwy?
- Jest prawdziwy, autentyczny.
A jak zostanie prezydentem i będzie popełniał te gafy? Będzie prawdziwy, autentyczny i straszny.
- Nie będzie popełniał tych gaf, bo się wyszumi teraz. Każdy prawdziwy człowiek, każdy kawaler przed ożenkiem musi się wyszumieć i to jest właśnie przypadek tych gaf Bronisława Komorowskiego.
59 lat na wyszumienie się chyba...
- Nie popełnia gaf tylko ktoś, kogo podejrzewamy o to, że jego nawet najbardziej niezręczne wypowiedzi są prawdziwe.
Marek Belka - jeśli SLD nie zgodzi się na głosowanie przed wyborami - po wyborach ta kandydatura będzie nadal aktualna?
- Jeżeli SLD dzisiaj nie poprze kandydatury Marka Belki, to będzie cios w serce Grzegorza Napieralskiego, po którym on zalany własna krwią, własnego elektoratu, upadnie ostatecznie jako kandydat w tych wyborach.
Ale z Belką jest tak, że albo teraz, albo wcale?
- Nie. Zawsze.
Komorowski będzie go popierał, nawet jeśli zostanie prezydentem, albo nawet będąc prezydentem-elektem.
- Tak, dlatego że to jest świetna kandydatura i dobrze, że Bronisław Komorowski ją przedstawił. Ona jest dobrze odebrana przez rynek światowy, przez rynek wewnętrzny, przez ekonomistów i trzeba ją podtrzymać.
A jaki jest w tej sprawie układ między Komorowskim a Kwaśniewskim? Bo jakiś jest.
- Kwaśniewski popiera oczywiście kandydaturę Marka Belki.
Ale coś więcej.
- Będzie w drugiej turze popierał pewnie kandydaturę Bronisława Komorowskiego.
A jest układ na drugą turę czy już na pierwszą? Bo Kwaśniewskiego zaangażowanie w kampanię Napieralskiego jest - delikatnie mówiąc - nie najwyższe.
- Nie dziwię się, bo Napieralski jest słabym kandydatem. Trudno, żeby człowiek tak poważny jak Aleksander Kwaśniewski popierał kogoś tak obciachowego jak Grzegorz Napieralski. Dziwię się, że Aleksander Kwaśniewski w sposób umiarkowany popiera Grzegorza Napieralskiego. I będzie popierał oczywiście Bronisława Komorowskiego, ale myślę, że w drugiej turze.
W pierwszej turze jednak nie - aż takiego zwrotu nie dokona.
- Nie.
A Olechowski wycofa się? Negocjuje pan to z nim?
- Rozmawiałem z nim o tym, ale on oczywiście nie chce zrezygnować z kandydowania. To jest dziwne, bo człowiek, który miał 7, 8, 9, nawet 10 procent poparcia, ma dzisiaj 2,1 procent poparcia.
A czym to tłumaczy, że nie chce? Bo widać, że dostanie bardzo słaby wynik.
- Dostanie słaby wynik, dostanie gorszy wynik niż Napieralski. To jest utrata substancji Andrzeja Olechowskiego, szkoda, że tak się dzieje. On to tłumaczy tym, że jego oferta programowa, merytorycznej debaty powinna cały czas do końca brzmieć w tej kampanii. Z tym się nie zgadzam. Proszę Andrzeja Olechowskiego także dzisiaj na tej antenie, żeby zrezygnował w celu powstrzymania IV RP i Jarosława Kaczyńskiego.
Ale - rozumiem - w rozmowach w cztery oczy mówi, że nie zrezygnuje.
- Tak. Nie zrezygnuje, nie wiem, z czego to wynika.
Boję się, że apel w RMF-ie nie pomoże. Chociaż...
- Raczej nie, rzeczywiście.
Skąd pan wiedział, na jaką wysokość opiewa suma ubezpieczenia pary prezydenckiej?
- Dowiedziałem się od jednego - czy "od jednej" - z bardzo znanych dziennikarzy w Polsce.
Pan wie, że to wygląda, jakby robił pan to na zlecenie Bronisława Komorowskiego, bo to jego kancelaria dzisiaj może mieć takie informacje.
- Dzwoniłem do kancelarii, prosiłem o potwierdzenie, na mój telefon wszyscy odkładali słuchawki. Także ludzie od Bronisława Komorowskiego.
Pan wie, że zadając takie pytania wywołuje pan straszne emocje? Strasznie złe.
- To jest skandal. To jest podłość ze strony Kaczyńskiego i Kaczyńskich, że za publiczne pieniądze jak zawsze nabijają sobie prywatną kasę. To jest żenujące. Nigdy nie powinno mieć miejsca, ale Kaczyńscy nigdy nie zarobili złotówki, zawsze żyli na koszt podatnika.
A skąd pan wie, że premier też nie jest ubezpieczony w ten sposób?
- Wiem, bo dzwoniłem do Pawła Grasia i powiedział mi, że nie jest ubezpieczony.
Paweł Graś ostatnio nie wszystko wie.
- Ale na czymś muszę bazować. Dzwonię do rzecznika rządu, pytam, czy premier jest ubezpieczony, słyszę, że nie jest ubezpieczony. Dzwonię do marszałka, pytam się w kancelarii marszałka Sejmu, czy jest ubezpieczony, słyszę, że nie jest ubezpieczony. Dzwonię do kancelarii prezydenta - wszyscy odkładają słuchawkę.