Reklama

Reklama

Czarnek mówił, że można jeść "trochę mniej". "Coś w tym złego?"

Drożyzna nie oznacza, że nie można jeść. Można jeść trochę mniej i trochę taniej - powiedział minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek w rozmowie z "Super Expressem". Po poruszeniu w sieci, Czarnek odniósł się do swoich słów we wpisie w mediach społecznościowych.

W rozmowie z "Super Expressem" Przemysław Czarnek przekazał, że w okresie wakacyjnym wyjeżdża w prywatną podróż do znajomych "w Polsce i za granicą". Szef resortu edukacji i nauki zapewnił, że wybrał taką opcję, by nie płacić dodatkowo za hotele.

Na pytanie, czy rosnące ceny będą oznaczały rezygnację z jedzenia w restauracjach, Czarnek odpowiedział: "Czasami coś będziemy pichcić, znajomi zaproszą na obiady, ale bez przesady, drożyzna nie oznacza, że nie można jeść. Można jeść trochę mniej i trochę taniej".

"Super Express" podał, że w zeszłym roku Czarnek zarobił ok. 220 tys. złotych.

Reklama

Czarnek reaguje na tytuł. "Złota rada manipulatorów"

"Super Express" swój artykuł zatytułował "Przemysław Czarnek edukuje Polaków: Jedzcie mniej, kupujcie taniej".

"'Jedzcie mniej, kupujcie taniej' to złota rada manipulantów z Super Expresu. Ja natomiast potwierdzam, że z uwagi na wojnę, putinflację i drożyznę, jak każdy rozsądny człowiek, kupuję mniej i taniej. Coś w tym złego?" - skomentował minister na Twitterze.

Do sprawy Czarnek odniósł się też na antenie Programu III Polskiego Radia, gdzie podkreślał, że była "to obrzydliwa manipulacja. "(...) Nie mówiłem tego do Polaków, tylko mówiłem o sobie" - dodawał.

Czarnek poinformował również, że zrywa kontakt z "SE". W kolejnym wpisie w mediach społecznościowych wezwał do "sprostowania manipulacji".

Kilka godzin później opublikował także na Twitterze nowy wpis o treści: "Wezwanie do niezwłocznego sprostowania nieprawdziwych treści zawartych w artykule autorstwa DEA, opublikowanym w gazecie Super Express 14 lipca 2022 r."

Ponad połowa Polaków musiała zmienić wakacyjne plany

Wyższe koszty utrzymania i niepewność sytuacji na rynku spowodowały zmiany w wakacyjnych planach 57 proc. Polaków objętych badaniem "Current Consumer Mood" przeprowadzonym przez firmę GfK. Autorzy opracowania podsumowującego jego wyniki zwrócili przy tym uwagę, że na wypoczynek w kraju zdecydowało się 15 proc. respondentów, a 21 proc. w ogóle zrezygnowało z jakiegokolwiek wyjazdu.

W podsumowaniu badania wskazano, że w Polsce stale i znacząco rosną ceny towarów i usług, zwłaszcza w szczególnie wrażliwych sektorach jakimi są: paliwa, żywność, energia elektryczna i gaz. To oznacza wzrost kosztów codziennego utrzymania - podkreślono. Jak dodano, rosną również koszty m.in. usług turystycznych. W ocenie ekspertów wszystko to przekłada się na decyzje o ograniczaniu wydatków między innymi przez spędzenie urlopu blisko domu lub w ogóle rezygnację z wyjazdu.

"Obserwujemy także obawy przed lataniem wynikające z wojny w Ukrainie oraz (związane - red.) z problemami z płynnością w zakresie obsługi ruchu lotniczego w Europie. Z pewnością będą to wakacje inne niż wszystkie i wiele sektorów bardzo mocno odczuje powszechnie wdrażaną strategię zaciskania pasa" - wskazała w komentarzu do wyników badania dyrektor działu Consumer Insight and Marketing Effectiveness w GfK Dominika Grusznic-Drobińska.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy