Brat Bodnara z nominacją generalską. "Nie rozumiem zarzutów"
Nie milkną echa ostatnich nominacji generalskich. Jednym z awansowanych wojskowych jest brat Adama Bodnara. Sam minister sprawiedliwości "nie rozumie zarzutów" związanych z doniesieniami medialnymi o nepotyzmie w armii. Na te tezy zareagowało również Ministerstwo Obrony Narodowej, które stwierdziło, że zarzuty o nepotyzmie są "nieprawdziwe, nieuprawnione i krzywdzące".

W skrócie
- Ministerstwo Obrony Narodowej odpiera zarzuty o nepotyzm po generalskiej nominacji dla brata Adama Bodnara i awansu dla syna doradcy szefa MON.
- Minister sprawiedliwości oraz resort obrony zapewniają, że decyzje o awansach są wynikiem doświadczenia i kompetencji, a nie powiązań rodzinnych.
- Awanse spotkały się z krytyką ze strony części polityków.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
- Trochę nie rozumiem tych zarzutów i tego artykułu. Mój brat ma 58 lat, jest dla mnie wzorem służby publicznej, wzorem żołnierza, osoby oddanej ojczyźnie - skomentował w piątek w rozmowie z "Rzeczpospolitą" minister sprawiedliwości Adam Bodnar, odnosząc się do czwartkowego artykułu Onetu. Ujawniono w nim, że brat ministra sprawiedliwości mógł dostać nominację generalską z uwagi na swoje powiązanie z szefem resortu.
Według Onetu o nominację zarówno płk Mirosława Bodnara, jak i płk Piotra Bieńka na na stanowisko dowódcy 6 Brygady Powietrznodesantowej, syna gen. Mirosława Bieńka, będącego doradcą ministra obrony, miał u prezydenta bezpośrednio ubiegać się Władysław Kosiniak-Kamysz. Adam Bodnar stwierdził jednak, że "nic o tym nie wie".
Kontrowersyjne nominacje w armii. Jest kolejny komunikat MON
Do zarzutów o nepotyzm w armii postanowiło odnieść się również Ministerstwo Obrony Narodowej.
"Nieprawdziwe, nieuprawnione i krzywdzące są spekulacje, że powodem wyznaczeń na nowe stanowiska wojskowe są m. in. względy rodzinne. Decyzje o wyznaczeniach są w kompetencjach Ministra Obrony Narodowej oraz wyższych przełożonych" - napisało MON w opublikowanym w piątek oświadczeniu.
"Decyzje dotyczące awansów oficerów podejmowane są po wnikliwej analizie doświadczenia i przebiegu służby kandydata oraz w oparciu o potrzeby, jakie zgłaszają dowódcy" - dodano.
Rzecznik prasowy ministerstwa Janusz Sejmej odniósł się również do informacji o tym, że płk Piotr Bieniek w 2016 r. razem z dwoma kolegami z 15. Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej pobił policjantki i funkcjonariusza Straży Miejskiej, którzy interweniowali w jednym z giżyckich lokali w związku z awanturą wszczętą przez żołnierzy.
W 2019 r. sąd skazał trzech oficerów, w tym płk Bieńka za napaść na funkcjonariusza, i wymierzył karę 10 tys. zł grzywny oraz nawiązki na rzecz poszkodowanych. Dowódca giżyckiej brygady zwolnił wtedy oficerów ze stanowisk w jednostce, jednak płk Bieniek pozostał w służbie wojskowej, w tzw. rezerwie kadrowej.
Według Sejmeja "po opisywanym zdarzeniu koło Giżycka, oficer cały czas służył w Wojsku Polskim". "Po rezerwie kadrowej otrzymał skierowanie do Dowództwa WOT, potem do Dowództwa Operacyjnego RSZ. Ostatnie 5 lat to służba na stanowisku szefa Zarządu Rozpoznania w Dowództwie Wielonarodowego Korpusu w Szczecinie".
Rzecznik MON podkreślił również, że płk Bieniek ma duże doświadczenie wojskowe, "nigdy poprzednie kierownictwo resortu nie próbowało wyrzucić go ze służby", a "coroczna ocena oficera była wzorowa".
Nepotyzm w armii? Burza po doniesieniach mediów
Oskarżenia w nepotyzm w Wojsku Polskim pojawiły się po czwartkowym artykule Onetu zatytułowanym "Zięć prezydenta, syn generała i brat ministra. W armii huczy po nominacjach". Zwrócono w nim uwagę, że płk Mirosław Bodnar i płk Piotr Bieniek, którzy dostali awans, są odpowiednio bratem szefa MS Adama Bodnara i synem doradcy Władysława Kosiniaka-Kamysza gen. Mirosława Bieńka.
Według Onetu obaj otrzymali nominacje na specjalną prośbę szefa MON. Ministerstwo wydało oświadczenie, w którym stwierdziło, że "wyżej wymienione nominacje nie noszą znamion nepotyzmu".
"Za tymi nominacjami stoi doświadczenie żołnierskie, umiejętności i kompetencje oficerów, także udział w misjach zagranicznych i długoletnia służba w Wojsku Polskim. Trudno piętnować oficerów tylko dlatego, że ich rodzice, rodzina, najlepiej jak potrafili służyli w Wojsku Polskim" - napisał w czwartek resort.
Mimo to decyzje o nominacjach spotkały się z krytyką ze strony polityków. "Karabiny zbędne, wystarczy drzewo genealogiczne" - stwierdził były premier Leszek Miler.
Głos w sprawie zabrali również byli wojskowi. Szef BBN w latach 2010-2015 gen. Stanisław Koziej przyznał, że zna gen. Piotra Bieńka. - To kompetentny już teraz generał i to jest dobra decyzja - stwierdził.
"Awanse generalskie w obecnej formule zawsze będą wzbudzać emocje, czas skończyć z zasadą, że nominacje są elementem świąt , powinny być konsekwencją polityki kadrowej i być przyznawane z chwilą wyznaczenia żołnierza na stanowisko, tak jak to się dzieje w armiach NATO" - napisał z kolei obecny senator Polski 2050 gen. Mirosław Różański.











