2 miliony dla IPN
Dodatkowe 2 mln zł przeznaczy rząd na dofinansowanie Instytutu Pamięci Narodowej. Ale Instytut chce nie tylko więcej pieniędzy, lecz także szerszego dostępu do akt służb specjalnych PRL i rozszerzenia lustracji.
2 mln złotych to mniej więcej 1/50 rocznego budżetu Instytutu Pamięci Narodowej. Suma więc nie jest duża, ale dzięki niej uda się zatrudnić więcej archiwistów. O około 40 osób.
Potrzeby Instytutu są jednak o wiele większe i na razie nie będzie rewolucji w dostępie do teczek. By ten stał się rzeczywiście szybki, to zdaniem władz IPN potrzeba by było cztery razy więcej osób. To z kolei wymagałoby znalezienia pieniędzy na ich zatrudnienie i na zapewnienie im miejsca do pracy, czyli nowej siedziby IPN.
Prof. Leon Kieres zwrócił się do rządu o pomoc finansową dla Instytutu, by nie doszło do paraliżu pracy IPN po upublicznieniu tzw. listy Wildsteina. Wiele osób, których nazwiska znalazły się w tym spisie, składa wnioski o dostęp do akt Instytutu. W jednym tylko dniu - w ubiegły piątek - w Warszawie wpłynęło ich 351, a w terenowych oddziałach IPN - ponad 500.
Ale IPN chce nie tylko dodatkowych pieniędzy, lecz także szerszego dostępu do akt służb specjalnych PRL i rozszerzenia lustracji m.in. o samorządowców i szefów mediów prywatnych.
Propozycje zmian w ustawie o IPN, które przygotował prof. Andrzej Rzepliński, przewidują m.in. łatwiejszy i szybszy dostęp do akt służb PRL dla pokrzywdzonych; możliwość wglądu dla wszystkich chętnych do teczek osób kandydujących w wyborach parlamentarnych; możliwość wglądu w teczki dla pracodawców chcących zatrudnić daną osobę, w tym też dla premiera wobec ministrów.
Rzepliński chce też nowelizacji ustawy lustracyjnej, tak by objąć nią także samorządowców, oficerów wojska, policji i Straży Granicznej, ławników, notariuszy, radców prawnych, rektorów wyższych uczelni oraz szefów mediów prywatnych.
Politycy klubów opozycyjnych pozytywnie oceniają projekty nowelizacji. SdPl uważa te rozwiązania za "grę polityczną", a SLD dystansuje się wobec nich. Podzielone są też opinie dziennikarzy na temat lustracji mediów.
INTERIA.PL/AFP/PAP