Reklama

Reklama

2-3 proc. na wagę złota. Lewica chce przejąć wyborców PiS-u

Wspólna lista opozycji do Sejmu na rok przed wyborami parlamentarnymi wydaje się mało realna. Dlatego Lewica przygotowuje strategię pod samodzielny start. Jedynym z filarów jej kampanii wyborczej ma być próba przejęcia przynamniej części elektoratu socjalnego Zjednoczonej Prawicy. Pomóc ma w tym m.in. postulat wprowadzenia tzw. renty wdowiej.

Lewica szykuje się na intensywną politycznie końcówkę roku. Czołowi politycy tej partii ruszają w tzw. teren, żeby promować program i główne inicjatywy formacji, a 11 grudnia Lewica planuje w Łodzi duży kongres programowy pod hasłem "ABC lewicowości", który będzie połączony z panelami dyskusyjnymi na najważniejsze tematy z lewicowej agendy.

Na ratunek emerytom

Objazd Polski nie jest dziełem przypadku. Politycy Lewicy chcą przy tej okazji jak najszerzej promować swój sztandarowy projekt przełomu roku - tzw. rentę wdowią. Ustawa jest projektem obywatelskim, co przynajmniej w teorii ma uchronić inicjatywę od zalegnięcia na długie miesiące w sejmowej "zamrażarce" marszałek Elżbiety Witek.

Reklama

Lewica zdaje sobie bowiem sprawę, że dla Zjednoczonej Prawicy ich inicjatywa będzie bardzo niewygodna. Z jednej strony, rządzący przedstawiają się jako największy na polskiej scenie politycznej adwokat interesów polskich seniorów. Z drugiej strony, nie mogą poprzeć pomysłu Lewicy. Po pierwsze, z powodów stricte politycznych - to pomysł opozycji, a jesteśmy w okresie prekampanii. Po drugie, budżetu państwa nie stać dzisiaj na wprowadzenie kolejnych świadczeń socjalnych.

Projekt Lewicy zakłada, że po śmierci współmałżonka świadczeniobiorca będzie mógł (albo mogła) zachować zarówno swoją emeryturę bądź rentę, jak również prawo do 50 proc. renty rodzinnej po zmarłym małżonku albo małżonce. Drugą możliwością jest pobieranie renty rodzinnej po zmarłym partnerze/partnerce razem z 50 proc. swojego dotychczasowego świadczenia. Aktualnie renta rodzinna w przypadku śmierci jednego z małżonków wynosi 85 proc. wysokości wyższego świadczenia.

Co ważne, w założeniu tzw. renta wdowia obejmowałaby wszystkie osoby, które nabyły prawo do renty rodzinnej oraz emerytury lub renty z ZUS, z KRUS, wojskowej lub policyjnej. Politycy Lewicy szacują, że takich osób jest aktualnie w Polsce około 1,5 mln. Roczny koszt nowego świadczenia wynosiłby mniej więcej 14 mld zł. Zbieranie podpisów będzie trwać do końca marca, natomiast objazd kraju przez liderów formacji zakończy się w maju.

2-3 proc. na wagę złota

- Dużo spotykamy się w ostatnim czasie z seniorami i oni mówią wprost, że 13. i 14. emerytura nie załatwiają sprawy. Zwłaszcza w czasach tak wysokiej inflacji, która w największym stopniu dotyka najbiedniejszych, czyli właśnie seniorów - mówi poseł Arkadiusz Iwaniak, wiceprzewodniczący Lewicy i szef tej formacji na Mazowszu. - 13. i 14. emerytura to nie jest polityka senioralna, chociaż PiS próbuje to wszystkim w Polsce wmówić - dodaje Iwaniak, który jest też liderem i koordynatorem akcji zbierania podpisów pod obywatelskim projektem ustawy.

Włodzimierz Czarzasty podkreśla z kolei, że dla Lewicy, ale i całej opozycji, ten projekt to doskonała szansa na zawalczenie o wyborców Zjednoczonej Prawicy. - Daje nam realną szansę na przejęcie 1, 2, może 3 proc. elektoratu socjalnego PiS-u. Ci ludzie są do odzyskania, ale trzeba przedstawić im odpowiednią ofertę, zająć się ich sprawami - mówi współprzewodniczący Nowej Lewicy i wicemarszałek Sejmu.

W wyborczej strategii opozycji kwestia przejęcia bądź demobilizacji części wyborców Zjednoczonej Prawicy jest absolutnie kluczowa. Rządzący odcięli sobie drogę do wyborców centrum, dlatego w wyborach jesienią 2023 roku będą bazować na maksymalnej mobilizacji elektoratu prawicowego. Gdyby partiom opozycyjnym udało się przejąć choćby i wspomniane 2-3 proc. głosów dotychczasowych wyborców obozu władzy, w końcowym rozrachunku mogłoby się to okazać bezcenne. 

Na takie polityczne wrogie przejęcie największe szanse mają mniejsze partie opozycyjne - Lewica (kwestie socjalne), Polska 2050 (polityczna świeżość i brak obciążenia sprawowaniem władzy) i PSL (kwestie obyczajowe).

ABC lewicowości

Aktywność wokół projektu ustawy o tzw. rencie wdowiej to nie wszystko, co dla swoich wyborców przygotowała Lewica. Formacja opracowała cały kalendarz działań, inicjatyw i spotkań z Polakami aż do czerwca 2023 roku, czyli momentu - jak szacują politycy Lewicy - kiedy ruszy oficjalnie kampania parlamentarna.

Wyborcy przynajmniej z częścią tych planów będą mogli zapoznać się 11 grudnia. Wówczas w Łodzi odbędzie się duży kongres programowy pod hasłem "ABC lewicowości". Lewica pokaże na nim najważniejsze pomysły i postulaty, z którymi pójdzie do przyszłorocznych wyborów. Z informacji Interii wynika, że politycy formacji skupią się zwłaszcza na tematach socjalnych, usługach publicznych, kwestiach europejskich i mieszkalnictwie.

Z tym ostatnim związany jest chociażby ambitny projekt budowy tanich mieszkań na wynajem - na razie nieoficjalnie mówi się o liczbie 300 tys. lokali - co ułatwić miałoby pozyskanie przysługujących Polsce środków z Krajowego Planu Odbudowy. - Budowa tanich mieszkań jest jednym z "kamieni milowych" zapisanych w KPO, na które zgodził się polski rząd. Jest tam mowa o zaledwie 72 tys. lokali na tani najem, ale od czegoś trzeba zacząć - podkreśla Włodzimierz Czarzasty.

Lewica nie ma jednak wątpliwości, że środki z KPO do Polski popłyną, a w rozmowach z politykami tej formacji przebija wręcz przeświadczenie, że uda się je zdobyć jeszcze PiS-owi i to przed przyszłorocznymi wyborami. Dlatego - przekonują nasi rozmówcy z Lewicy - należy być przygotowanym do tego, by jak najlepiej fundusze europejskie, już po ich odblokowaniu, wykorzystać.

Słowa polityków Lewicy pokrywają się z tym, o czym niedawno pisaliśmy w Interii. Z naszych informacji w Brukseli wynika, że rząd Zjednoczonej Prawicy ma realne szanse odblokować 36 mld euro z KPO w najbliższych tygodniach. Konieczne są jednak realne zmiany w polskim prawie, zwłaszcza jeśli chodzi o wymiar sprawiedliwości. Do takich ustępstw obóz władzy jest jednak gotowy, chociaż w publicznych wypowiedziach niechętnie się do tego przyznaje.

Reklama

Reklama

Reklama