Reklama

Reklama

Tym żył Wrocław 25 lat temu. Co się działo w mieście przed "wielką wodą"?

W lipcu 1997 roku miała miejsce powódź tysiąclecia, która objęła południową i wschodnią część Polski, a także tereny Czech, Niemiec, Austrii i Słowacji. Te tragiczne wydarzenia zainspirowały Jana Holoubka i Bartłomieja Ignaciuka do stworzenia 6-odcinkowego serialu "Wielka Woda". Wracamy pamięcią do tamtych dni i sprawdzamy, co działo się we Wrocławiu tuż przed powodzią.

Premiera serialu "Wielka Woda" odbyła się 5 października na platformie Netflix. Fabuła rozgrywa się w lipcu 1997 roku głównie we Wrocławiu, który jest już wówczas w połowie zalany. Jednak co działo się w mieście na krótko przed powodzią? Sprawdzamy, co mogło uśpić czujność władz, jakie szkody wyrządziła woda, kto pomagał powodzianom po tej katastrofie i jak żywioł zmienił mieszkańców Wrocławia.

Co działo się we Wrocławiu przed wielką wodą?

Zanim Wrocław nawiedziła wielka woda, instytucje hydrologiczne niemal do samego końca wysyłały sygnały, które miały uspokoić mieszkańców. Można jedynie domyślać się, że pewne kluczowe decyzje nie zostały podjęte na czas w wyniku wielu niekorzystnych zbiegów okoliczności, które odwróciły uwagę rządu i lokalnych władz od zbliżającego się zagrożenia. Co zatem działo się, zanim fala powodziowa zalała niemal pół miasta?

Reklama

  • Pod koniec maja we Wrocławiu odbyła się pielgrzymka papieża Jan Pawła II.
  • Na początku lipca miasto odwiedziła także z okazji Dni Holandii królowa Beatrix, która spotkała się z przedstawicielami samorządu.
  • Oprócz tego trwała intensywna kampania do zbliżających się wyborów parlamentarnych w kraju.

To jednak nie wszystko, bowiem dosłownie na kilka dni przed nadejściem fali powodziowej polski rząd mocno skupił się na zaplanowanym już wcześniej spotkaniu prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego z prezydentem Stanów Zjednoczonych Billem Clintonem. Przypomnijmy tylko, że 8 lipca 1997 roku na posiedzeniu Rady Północnoatlantyckiej w Madrycie Bill Clinton opowiedział się za zaproszeniem Polski, Czech i Węgier do NATO, a 10 lipca przyleciał do Warszawy z 20-godzinną wizytą.

Dodatkowo zaczął się lipiec, a wraz z nim wakacje. Czas urlopów sprawił, że w kluczowym momencie w mieście nie było przedstawicieli najważniejszych instytucji. Fakt ten mocno ograniczył podejmowanie istotnych decyzji mających na celu ochronę Wrocławia przed zalaniem i druzgocącymi zniszczeniami. Zabrakło też wcześniejszych doświadczeń z tak wysokim stanem wód i sprawnego przepływu informacji.

Powodzi dało się uniknąć?

Czy 25 lat temu można było uniknąć kataklizmu? Jak się później okazało, eksperci w powołanym sztabie kryzysowym nie byli jednoznacznie zgodni co do tego, jakie losy czekają Wrocław w obliczu zbliżającej się fali powodziowej. Nie było również konkretnych rekomendacji, jak należy działać, co zostało nawet dobitnie pokazane w serialu. Bogdan Zdrojewski, ówczesny prezydent Wrocławia, który 25 lat temu był w samym centrum wydarzeń, w niejednym wywiadzie podkreślał później, że powodzi nie dało się uniknąć. Jego zdaniem można było jednak lepiej przewidzieć skalę kataklizmu i czas kulminacji fali powodziowej.

Niestety żaden z powołanych ekspertów nie przewidział wtedy, że dwie fale powodziowe połączą się i zaleją prawie 40 proc. miasta. Niektórzy stawiają zarzuty także ówczesnej władzy i twierdzą, że rząd zlekceważył zagrożenie, zajął się innymi sprawami, a potem po macoszemu potraktował skutki powodzi. Mieszkańcy Wrocławia i okolic do dzisiaj pamiętają słowa premiera Włodzimierza Cimoszewicza, który w jednym z wywiadów stwierdził, że poszkodowani powinni byli się ubezpieczyć przed takim żywiołem.

Powódź tysiąclecia: Bilans ofiar i strat

Jakie szkody wyrządziła powódź tysiąclecia? Gdy zalało Opole, a fala powodziowa zbliżała się do Wrocławia, było już pewne, że wcześniejsze uspokajające komunikaty władz nie mają pokrycia, ponieważ stan Odry był bardzo wysoki, a woda mocno rozlana i spiętrzona. Sytuację dodatkowo zaognił bunt mieszkańców w podwrocławskich Łanach. Lokalna ludność nie pozwoliła wojsku i policji wysadzić wałów przeciwpowodziowych, co miało później poważne konsekwencje dla stolicy Dolnego Śląska.

Fala kulminacyjna dotarła do miasta 12 lipca. Poziom rzeki w Trestnie (czyli ostatnim punkcie pomiarowym przed Wrocławiem) wynosił 724 cm i był dwa razy większy niż średni stan wód w tym miejscu. Woda wylewająca się z koryta zniszczyła wszystko, co napotkała na swojej drodze. Na osiedlu Kozanów jej poziom sięgał kilku metrów, a zdjęcia zalanych bloków obiegły cały kraj. Wielu mieszkańców zostało odciętych od świata, a chleb i wodę dostarczały im łodziami, helikopterami i pontonami służby mundurowe. Dokładnie 26 lipca przez miasto przeszła druga fala powodziowa, a wrocławianie, władze i służby mundurowe stoczyli batalię o obronę nie tylko ulic i mieszkań, ale także dóbr i licznych ośrodków kultury. Niestety nie udało się wszystkiego uratować.

W wyniku katastrofy w 1997 roku w Polsce zginęło 56 osób (w tym cztery w samym Wrocławiu). Tysiące ludzi straciło dorobek życia. W niektórych miejscach w trakcie intensywnego deszczu spadło nawet 500 litrów wody na metr kwadratowy. Z całą pewnością była to największa klęska żywiołowa w naszej powojennej historii. W sumie zostało zalanych 25 województw, a pod wodą znalazło się niemalże 700 tysięcy hektarów ziemi. Skala strat finansowych była ogromna i wyniosła 12 mld złotych.

Ekspresowa odbudowa Wrocławia

Jak powódź z 1997 roku zmieniła Wrocław i jego mieszkańców? Na początku twierdzono, że miasto podniesie się po takiej tragedii dopiero po 10 latach, jednak Wrocław odbudował się niemal ekspresowo w ciągu zaledwie 24 miesięcy. Niektórzy do dzisiaj twierdzą, że gdyby nie powódź, miasto nie miałoby aż takiej szansy na rozwój.

Co ciekawe, we wsiach pod Wrocławiem, gdzie lokalna społeczność nie pozwoliła przerwać wałów, przez lata obchodzone było święto zwycięstwa nad władzą oraz żywiołem. Powódź z całą pewnością była dla mieszkańców Wrocławia niezwykle traumatycznym przeżyciem, na kanwie którego zbudowano lokalną tożsamość. 

Kto pomagał powodzianom w odbudowaniu dobytku życia? Pomoc dla osób poszkodowanych przez żywioł płynęła z całej Polski i spoza jej granic. Jedna z organizacji charytatywnych przekazała aż pięć ton darów.

Jeszcze w trakcie powodzi zespół Hey wydał singiel "Moja i Twoja nadzieja". Utwór wykonały największe polskie gwiazdy (m.in. Czesław Niemen, Natalia Kukulska, Katarzyna Nosowska, Edyta Bartosiewicz, Maryla Rodowicz, Renata Dąbrowska, Ania Świątczak, Patrycja Kosiarkiewicz, Grzegorz Markowski i inni). Pokrzepiające słowa piosenki stały się nieformalnym hymnem powodzian. Cały dochód ze sprzedaży płyty-cegiełki został później przekazany ofiarom powodzi tysiąclecia.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy