Reklama

Reklama

Abp Wojciech Polak: Nie widzimy, nie słyszymy. Uśpiona rzeczywistość

Procesja ku czci św. Stanisława z Wawelu na Skałkę, w centrum kadru Prymas Polski abp Wojciech Polak /Beata Zawrzel /Reporter

- Niektórym wydaje się, że u nas problem wykorzystywania seksualnego przez duchownych nie istnieje - niczego nie widzimy, o niczym nie mówimy. Uśpiona rzeczywistość. Ale Kościół nie może zamykać oczu - stwierdza w rozmowie z Interią Prymas Polski abp Wojciech Polak, delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży. Hierarcha mówi też, że po ujawnieniu w rozmowie z naszym portalem informacji o zgłoszeniach w sprawie zaniedbań biskupów, został wezwany do prokuratury.

Z metropolitą gnieźnieńskim, Prymasem Polski arcybiskupem Wojciechem Polakiem, który pełni także rolę delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży, rozmawiamy też o sytuacji Kościoła w czasie pandemii, problemie wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych i skandalach związanych z tuszowaniem przypadków pedofilii oraz o nawoływaniu do akcji "Stop LGBT". 

Reklama

Justyna Kaczmarczyk: Resort zdrowia informuje w ostatnich dniach o coraz to nowym rekordowym przyroście zakażeń koronawirusem Sars-CoV-2. Wierni powinni spodziewać się powrotu bardziej restrykcyjnych obostrzeń w kościołach?

Abp Wojciech Polak: - Będziemy uważnie sprawdzać, jakie ograniczenia ustala Państwowa Inspekcja Sanitarna. Zależy nam na tym, żeby z jednej strony zachowywać wszelkie zasady bezpieczeństwa i ostrożności, a z drugiej, żeby umożliwić wiernym dostęp do świątyń. Na pewno nie będziemy występować przeciwko państwowym obostrzeniom. Dziś jedynie strefy czerwone ograniczają liczbę osób na mszach świętych. Poza tym zawsze obowiązują zasady - maseczka, dystans, dezynfekcja. I o to prosimy wiernych.

I jak to wychodzi?

- Z moich doświadczeń wynika - a wizytuję parafie, bierzmuję - że wierni zachowują te ograniczenia. Młodzież przystępuje do bierzmowania zawsze w maseczkach.

Może respekt przed arcybiskupem?

- Myślę, że wynika to jednak przede wszystkim z troski o bezpieczeństwo swoje i innych.

Jak pandemia zmienia Kościół w Polsce?

- Pandemia wciąż jest wyzwaniem. Jesteśmy co prawda po lockdownie, ale przecież czas podwyższonego ryzyka wcale się nie skończył. Sam lockdown był dla wielu szokiem. Pamięta pani Wielkanoc i pięć osób w kościele? Wówczas byliśmy postawieni przed czymś zupełnie nowym i zaskakującym. Dziś, pilnując odpowiednich zasad bezpieczeństwa, można wrócić do formy charakterystycznej dla Kościoła - czyli wspólnotowości. Musimy pamiętać, dlaczego gromadzimy się na Eucharystii, dlaczego słuchamy Słowa Bożego razem. Pandemia pokazała, że Kościół powinien głośno powtarzać to wezwanie do bycia wspólnotą.

Pandemia to dziś nie jedyne wyzwanie dla Kościoła w Polsce. Ujawniane są kolejne przypadki wykorzystywania seksualnego małoletnich przez księży i zaniedbań przełożonych w tym zakresie. Te ostatnie mogą skutkować nawet usunięciem z urzędu danego hierarchy. Ile spraw dotyczących biskupów jest rozpatrywanych obecnie w Polsce?

- Nie wiem, ile spraw jest zgłoszonych i rozpatrywanych. Zgodnie z papieskim motu proprio "Jesteście światłem świata" (Vos estis lux mundi, VELM, przepisy te weszły w życie w czerwcu 2019 r. - red.,) zgłoszenia może dokonać każdy, kto posiada wiarygodną informację o zaniedbaniu przełożonego kościelnego na ręce odpowiedniego metropolity albo bezpośrednio do nuncjusza apostolskiego.

Ile zgłoszeń przeszło przez Biuro Delegata?

- Przez mój sekretariat przeszło osiem spraw, które przekazałem zgodnie z procedurą. Ponadto - jak wiadomo - sam złożyłem zawiadomienie w odpowiedzi na film braci Sekielskich. 

W zeszłym roku, kiedy rozmawialiśmy, mówił ksiądz prymas o pięciu.  

- Mówiłem w przybliżeniu, okazało się, że dokładnie były to 4 zgłoszenia. Musiałem to sprawdzić, bo po opublikowaniu tego wywiadu dostałem wezwanie do prokuratury.

Dlaczego?

- Partia Razem zgłosiła podejrzenie popełnienia przeze mnie przestępstwa. Chodziło o to, czy w myśl artykułu 240 Kodeksu karnego zgłosiłem organom ścigania te sprawy, które wpłynęły do mojego sekretariatu, a które przekazałem nuncjaturze. Prokurator zażądał ode mnie pełnej dokumentacji.

Jak to się skończyło?

- Przedstawiłem dowody na to, że wszystkie te sprawy były już zgłoszone organom ścigania. Proszę pamiętać, że wynikający z prawa karnego obowiązek zawiadamiania o przypadkach wykorzystywania seksualnego małoletnich, dotyczy wszystkich obywateli, którzy posiadają wiarygodną wiedzę o takich przestępstwach. Podobnie zgodnie z prawem kanonicznym, zawiadomienia o możliwości popełnienia zaniedbania przez przełożonego kościelnego może i powinien dokonać każdy, kto ma wiarygodną wiedzę o takim czynie.

Wspólnota wiernych w Polsce nie dowie się, ile spraw jest rozpatrywanych?

- Ewentualne informacje o takich postępowaniach należą do kompetencji Stolicy Apostolskiej.

A o wynikach?

- To także należy do decyzji Watykanu. Myślę, że w sprawach publicznych taka decyzja powinna zostać publicznie zakomunikowana. W Polsce nie mieliśmy jeszcze takiej sprawy, więc trudno powiedzieć, jak to będzie wyglądać.

Przepisy mówią o 90 dniach na rozpatrzenie sprawy. Ta dotycząca biskupa kaliskiego Edwarda Janiaka była zgłoszona wiosną tego roku. To już ponad trzy miesiące.

- O ile mi wiadomo, postępowanie prowadzone w Polsce zostało już zakończone, a sprawa przekazana do Stolicy Apostolskiej. Czekamy na jej decyzje.

Czy pojawiają się zgłoszenia z zagranicy? Pytam o to w związku ze znaną mi w przynajmniej kilku przypadkach praktyką wysyłania za granicę księży oskarżanych o wykorzystywanie seksualne dzieci.

- Najbardziej znany jest chyba przykład ks. Wojciecha Gila, który pracował na Dominikanie i został skazany za wykorzystywanie seksualne małoletnich. Został usunięty ze zgromadzenia i kapłaństwa, a obecnie odsiaduje wyrok.

To sprawa sprzed lat. A pojawiają się nowe zgłoszenia?

- Nic o takich przypadkach nie wiem, ale mam wiedzę tylko o księżach Archidiecezji Gnieźnieńskiej pracujących za granicą. Jeśli chodzi o misjonarzy, to jako Delegat ds. ochrony dzieci i młodzieży poprosiłem o włączenie w system przygotowania do pracy na misjach zajęć z prewencji wykorzystania seksualnego. Z Centrum Formacji Misyjnej dostałem informacje, że takie zajęcia mają być prowadzone. Chodzi o to, aby misjonarze podejmujący prace na misjach posiadali podstawowe informacje na temat ochrony małoletnich.

"Sprawa jest niezwykle poważna, publiczna, dla wielu bardzo gorsząca. Bezwzględnie wymaga prawdy i ustalenia faktów" - to ks. Piotr Studnicki dla KAI o sporze między kard. Stanisławem Dziwiszem a ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim. Chodzi o zgłoszenie dotyczące wykorzystywania seksualnego dzieci przez księdza Jana W. "Wydaje się, że pomysł księdza kardynała o powołaniu niezależnej i wiarygodnej dla obu stron komisji, która podjęłaby się zbadania sprawy, byłby pomocny w dotarciu do prawdy" - potrzeba komisji?

- Na pewno potrzeba ustalenia faktów i dotarciu do prawdy. Może wystarczy, aby w toczącym się zgodnie z VELM-em postępowaniu w sprawie możliwych zaniedbań biskupa Tadeusza Rakoczego, wyjaśniono także ten wątek?

Z komisjami widzę taki problem, że dużo się o nich mówi, a efektów nie widać. Co z komisjami dotyczącymi ks. Henryka Jankowskiego? Ks. prałata Franciszka Cybuli?

- O ile mi wiadomo, w tych przypadkach komisje zostały powołane.

Ale co dalej?

- Sam czekam na ich wyniki. Historyczne komisje, a tu o takich mówimy, bo ks. Jankowski i ks. Cybula już nie żyją, są powoływane przez biskupa miejsca. Ja jako delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży nie mam uprawnień, żeby takie sprawy wyjaśniać. Prawo kościelne - ani krajowe, ani powszechne - nie daje mi takiego narzędzia. Wielokrotnie mówiłem księdzu arcybiskupowi Leszkowi Sławojowi Głódziowi, że powinien takie gremium powołać. Pokazywałem nawet jako wzór komisję lustracyjną, której abp Głódź przewodniczył, a której wyniki zostały przekazane do Kongregacji Biskupów. Widzę tu analogię, bo w przypadku ks. Jankowskiego i ks. Cybuli konieczne jest przeglądanie akt IPN.

Ksiądz arcybiskup Głódź jest już na emeryturze.

- Ale jeżeli komisja historyczna naprawdę zaczęła pracę, to nie zatrzymuje jej działań. Czekamy na jej wyniki.

Nie wiemy, kto jest w komisji.

- Pani Barbara Borowiecka wielokrotnie przez swojego adwokata domagała się tej informacji. To kwestia między diecezją a osobą zainteresowaną.

Czy skład takiej komisji nie powinien być publiczny, skoro to sprawa, która wstrząsnęła wspólnotą Kościoła?

- Nie wiem, czy sam skład powinien być publiczny, bo do pracy takiej komisji potrzeba spokoju a nie medialnego rozgłosu. Oczekiwałbym jednak, że wyniki takiego postępowania będą zakomunikowane. Do takiej informacji mają przede wszystkim prawo osoby pokrzywdzone, które zgłosiły sprawę. 

Ostatnio w mediach pojawiła się informacja o toczącym się postępowaniu w sprawie możliwych zaniedbań arcybiskupa Głódzia. Ksiądz prymas je prowadzi?  

- Rozumiem, że jeśli zaniedbanie zostało zgłoszone zgodnie z VELM, to rozpoczęło się postępowanie wyjaśniające. Nie wiem, kto je prowadzi.

A wyjaśnienie sprawy ks. Eugeniusza Makulskiego, budowniczego Lichenia, oskarżanego o molestowanie seksualne małoletnich?

- Z tego co wiem, postępowanie kościelne jest już zakończone, a ks. Makulski podporządkował się decyzjom Stolicy Apostolskiej. Więcej szczegółów nie znam.

Czy jako delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży rozmawiał ksiądz prymas z panem Błażejem Kmieciakiem, przewodniczącym państwowej komisji ds. pedofilii?

- Jeszcze nie, ale umówiliśmy się, że takie spotkanie się odbędzie po ukonstytuowaniu się komisji, kiedy będzie ona już w pełnym składzie i rozpocznie pracę. Jako strona kościelna zadeklarowaliśmy chęć współpracy. Czekamy na głos ze strony komisji.

Kwestie związane z ochroną dzieci i młodzieży referował ksiądz prymas podczas sierpniowego zebrania KEP. Księża biskupi mieli dużo pytań, wątpliwości?

- Szeroko omawialiśmy ten temat. Przedstawiłem biskupom m.in. pierwsze projekty wsparte finansowo przez powołaną przez episkopat Fundację Świętego Józefa. Mówiłem o indywidualnej pomocy pokrzywdzonym, np. poprzez pokrycie kosztów psychoterapii, o wsparciu osób lub instytucji, które świadczą pomoc lub zajmują się prewencją. Biskupi rekomendowali, aby Centrum Ochrony Dziecka (COD), które od przeszło sześciu lat buduje system prewencji w Kościele w Polsce, miało stałe finansowanie z Fundacji Świętego Józefa.

A co ze sprawcami wykorzystywania seksualnego w Kościele?

- Nie chcemy takich osób koszarować w jednym miejscu. Dlatego rozmawialiśmy o konieczności powołania kuratorów. Nie chodzi tylko o sprawców, czyli księży już skazanych za przestępstwa seksualne popełnione wobec osoby poniżej 18. roku życia. Chodzi także o podejrzanych i oskarżonych, czyli gdy proces państwowy lub kościelny w ich sprawie dopiero się toczy, a także o tych, którzy zostali uniewinnieni z postawionych im zarzutów lub gdy sprawę umorzono np. z braku dowodów. Teraz kuratorzy funkcjonują w prawie 30 diecezjach, a mają być mianowani w każdej. O. Adam Żak i eksperci z Centrum Ochrony Dziecka przygotowują dla nich specjalistyczne szkolenia.

Czym dokładnie kościelni kuratorzy będą się zajmować?

- Taki duchowny, w porozumieniu z przełożonym i w oparciu o profesjonalne kryteria, będzie odpowiedzialny za ustalenie planu bezpieczeństwa dla księdza, który został oskarżony o wykorzystanie seksualne i ma mu towarzyszyć od momentu wniesienia oskarżenia aż do zakończenia procesu. Po ewentualnym skazaniu oskarżonego księdza będzie musiał na nowo wyznaczyć plan bezpieczeństwa z uwzględnieniem ustaleń procesowych. Czyli najpierw wsparcie oskarżonego w przyjęciu, zrozumieniu i zachowaniu nałożonego na niego ograniczenia, a po procesie i skazaniu, pomoc w zmianie życia, aby już nigdy nikogo nie skrzywdził.

A czy taki duchowny nie powinien zostać po prostu wyrzucony z kapłaństwa i trafić do więzienia?

- Decyzja o pozbawieniu wolności należy zawsze do sądu państwowego, a nie do Kościoła. To, że nie wszyscy sprawcy przestępstw seksualnych, nie tylko duchowni, trafiają do więzienia jest  konsekwencją przedawnienia spraw. Zmiana tego prawa leży w gestii państwa.

Ale przestępca seksualny pozostający księdzem?

- Musimy pamiętać, że sytuacje, które w mediach najczęściej są określane terminem "pedofilia", są bardzo różne. Czym innym jest pedofilia w sensie ścisłym, czyli gwałt lub inne czynności seksualne dokonane na dziecku, czym innym wysyłanie sms-ów o treści erotycznej do nastolatka, a czym innym jakieś niestosowne zachowanie wobec siedemnastolatki. Bez wątpienia każde przestępstwo powinno być sprawiedliwie ukarane. Ale właśnie ze względu na sprawiedliwość, musi być pewna stopniowalność karania, która jest stosowana tak w państwie jak i w Kościele. Nie mam wątpliwości, że za popełnienie przestępstwa pedofilii w sensie ścisłym, ksiądz winien zostać ukarany wydaleniem ze stanu duchownego. Ale równocześnie nie za każde wykroczenie usuwa się z kapłaństwa. Przecież niektóre z karanych w Kościele niestosownych zachowań wobec młodzieży dla samego państwa nie są przestępstwem.

- Jeśli było to zdarzenie jednorazowe, a ksiądz odpokutował i odbył terapię, to można zastosować inne kościelne kary, na przykład znaczące ograniczenie posługi kapłańskiej, nakaz przebywania w konkretnym miejscu czy odsunięcie od pracy duszpasterskiej z dziećmi i młodzieżą. Takie decyzje powinny być podejmowane z ekspertami, szczególnie psychologami, czy nałożone sankcje są adekwatne i należycie chronią wspólnotę. I za takie pilnowanie stosowania się do ograniczeń i sankcji nałożonych na skazanego duchownego będzie odpowiedzialny kurator.

Ksiądz krzywdzący małoletnich niszczy życie nie tylko im, ale też ich rodzinom, często całym lokalnym społecznościom. Jak uleczyć wspólnoty, parafie?

 - Z rozmów z duszpasterzami osób pokrzywdzonych, którzy działają w diecezjach, wiem, że niektórzy z nich podejmują już próby pracy nie tylko z osobą pokrzywdzoną, ale także z ich rodzinami i wspólnotami parafialnymi. Coraz bardziej widzimy potrzebę, by duszpasterz udał się także do takie zranionej wspólnoty, by spotkał się z wiernymi i pomógł ludziom tę sytuację kryzysową przeżyć. Widzimy, jak potrzebne jest wsparcie nie tylko psychologiczne i terapeutyczne, ale też duchowe oraz opieka duszpasterska. Nie do przecenienia jest też dzień modlitw i pokuty za grzechy wykorzystywania seksualnego małoletnich, który odbywa się w pierwszy piątek Wielkiego Postu. Chodzi o wspólną modlitwę Kościoła w każdej parafii...

W każdej parafii? Ja mam inne doświadczenie.

- Ma pani rację, wciąż jeszcze nie w każdej. Jednak ich liczba z roku na rok się zwiększa. Wiem, że ten temat budzi opory wśród księży i świeckich. Aby im pomóc w tym roku moi współpracownicy przygotowali materiały duszpasterskie, które zostały rozesłane do wszystkich parafii w Polsce. Mam nadzieję, że jeśli będziemy wytrwali i konsekwentni w takich działaniach, to będzie się zwiększała świadomość i potrzeba takiej modlitwy. Niektórym wydaje się, że u nas ten problem nie istnieje - niczego nie widzimy, o niczym nie mówimy. Uśpiona rzeczywistość. Nie możemy jako wspólnota Kościoła zamykać oczu, bo prawda jest taka, że pokrzywdzeni są wśród nas i mają prawo do naszej modlitwy i pomocy. 

Jak Kościół ich szuka?

- Między innymi przez działania takie jak Inicjatywa Zranieni w Kościele oraz Regionalny Punkt Konsultacyjny w Poznaniu, który rozpoczął swą działalność we wrześniu. To jedna z inicjatyw wspartych przez Fundację Świętego Józefa. Ma być pomocą dla pokrzywdzonych z rejonu zachodniej Polski, którzy szukają fachowego wsparcia i rzetelnej informacji przed dokonaniem oficjalnego zgłoszenia swojej krzywdy. Mam nadzieję, że w przyszłości powstanie jeszcze kilka podobnych ośrodków, żeby mogły objąć swoim zasięgiem całą Polskę.

A przegląd diecezjalnych archiwów? Może są w nich zgłoszenia osób, które wciąż czekają na pomoc.

- Tak, ci biskupi, którzy jeszcze tego nie zrobili, powinni to uczynić. Prosiłem o to podczas sierpniowego posiedzenia Episkopatu Polski.

Gdzie w Kościele ksiądz prymas widzi rolę osób skrzywdzonych wykorzystywaniem seksualnym przez duchownych?

- Co najważniejsze - trzeba zawsze pamiętać, że te osoby są członkami Kościoła, nie są to wierni drugiej kategorii. Jeśli chodzi o ich obecność w rzeczywistości zmagania się Kościoła z problemem wykorzystania małoletnich, widzę kilka płaszczyzn. Są osoby, które, zgłosiły swoją krzywdę i chcą pozostać anonimowe. Należy im się ogromny szacunek i wdzięczność, bo swoją odwagą przyczyniają się do uzdrowienia Kościoła. Bardzo ważną rolę odgrywają też ci, którzy publicznie opowiadają o swojej krzywdzie. Przyczyniają się do zmiany mentalności i uwrażliwiają nas na dramat wykorzystania seksualnego. Musimy jednak pamiętać - na to zwracają uwagę terapeuci - że upublicznienie krzywdy może mieć negatywne konsekwencje dla osoby, która decyduje się na taki krok, zwłaszcza jeśli ktoś jest w trakcie odbywania terapii. Terapeuci podkreślają, że jest czas mówienia i czas milczenia, a nieraz sam proces terapeutyczny wymaga wycofania się z publicznej działalności.   

Jeśli same chcą upublicznić swoją historię?

- To zawsze kwestia wolności osoby i tego, na jakim etapie terapii się znajduje. Dla mnie bardzo poważnym sygnałem jest głos terapeutów, którzy mówią, że trzeba się mocno zastanowić, czy to służy dobru danej osoby i czy pomaga jej przezwyciężyć traumę.

- Dla osób skrzywdzonych w Kościele, które chcą aktywnie współdziałać i współpracować, widzę różne możliwości - np. w duszpasterstwach osób skrzywdzonych, takich jak to, które prowadzi ks. Artur Chłopek w Krakowie, czy obecność w takiej grupie wsparcia, jaką proponują Zranieni w Kościele. Także w Radzie Fundacji Świętego Józefa zasiada osoba skrzywdzona w przeszłości przez księdza. Myślimy też o tym, by wokół Fundacji Świętego Józefa zebrać grupę osób skrzywdzonych, jako głos doradczy pomagający w jej działaniach.

Parlament stanu Queensland w Australii przyjął ustawę, nakazującą pod groźbą kary nawet 3 lat więzienia księżom, którzy podczas spowiedzi dowiedzieli się o przypadkach wykorzystywania seksualnego dzieci, zgłaszanie tego organom ścigania. To chyba pierwszy na świecie taki krok dotykający tajemnicy spowiedzi?

- Bardzo niebezpieczny precedens. To próba łamania sumienia.

Spodziewa się ksiądz prymas, że w tę stronę będzie szło prawodawstwo w innych krajach?

 - Mam nadzieję, że nie. Byłoby to tragedią nie tylko dla księży, którzy za zdradę tajemnicy spowiedzi są ekskomunikowani ipso facto, czyli z samego faktu i nikt nie musi tego ogłaszać, ale też dla spowiadających się. Odbierałoby to zaufanie do spowiedzi. Wyznanie grzechów przez penitenta wobec kapłana jest tajemnicą absolutną.

Czy - bez łamania tajemnicy spowiedzi - są jakieś narzędzia, które mogłyby pomóc w takiej sytuacji, gdy ksiądz w konfesjonale dowiaduje się o wykorzystywaniu seksualnym?

- W zewnętrznym działaniu nie. Tajemnica spowiedzi jest naprawdę mocno chroniona. Wykładałem o tym w seminarium - jeśli penitent nie otrzyma rozgrzeszenia, a podejdzie po komunię świętą, księdzu nie może nawet drgnąć ręka, mimo że wie o braku rozgrzeszenia. Musi udzielić komunii świętej. Nie może żadnym zewnętrznym sygnałem pokazać, co się wydarzyło w konfesjonale. Nie oznacza to, że nie może nic zrobić. Gdy spowiednik dowiaduje się o wykorzystywaniu seksualnym - od pokrzywdzonego czy sprawcy - powinien namawiać penitenta do zgłoszenia tej sprawy odpowiednim osobom czy instytucjom. W przypadku sprawcy, może to być warunek udzielenia rozgrzeszenia.

Zbiórkę podpisów pod projektem "Stop LGBT" ksiądz prymas popiera? Co ksiądz przekazał proboszczom z diecezji?

- W sposób jednoznaczny przekazałem zakaz angażowania się. Uważam, że to akcja wciągająca Kościół w działania polityczne. Ważne jest tu oświadczenie Federacji Ruchów Obrony Życia i Rodziny, opublikowane w połowie września. Ta deklaracja akcentuje potrzebę współpracy i solidarności, zachęca do szukania płaszczyzny porozumienia i pokazuje, że łączenie tematyki LGBT z ochroną ludzkiego życia szkodzi trosce Kościoła o życie. Z mojej strony dodam, że jest to mieszanie się w sprawy Kościoła.

Skąd w ogóle propozycja, by rozważać umożliwienie zbiórki podpisów pod takim projektem?

- Ilu biskupów ostatecznie go poparło, tego nie wiem. Dla mnie sprawa była oczywista od samego początku. To inicjatywa społeczna, która nie powinna być realizowana rękoma Kościoła.

Jest ksiądz prymas zadowolony z kształtu dokumentu dotyczącego LGBT?

- Głosowałem za tym dokumentem i uważam, że porządkuje pewne kwestie. Rozumiem jednocześnie, że będzie się domagał komentarzy. Taki przedstawił chociażby ks. Jacek Prusak SJ, który mówi, że dokument pisany jest z punktu widzenia teologicznego, kościelnego, nie psychologicznego.

Ks. Prusak uważa również, że "z psychologicznego i psychoterapeutycznego punktu widzenia dokument biskupów ma charakter antynaukowy i w niektórych kwestiach jest wręcz szkodliwy".

- Widać, że w tym temacie psychologia i nauka Kościoła się nie spotykają. Dokument może nie jest doskonały, ale stara się przedstawić stanowisko Kościoła i może być podstawą do dalszej refleksji i rozmowy. Wydaje się, że być może przy jego redakcji zabrakło konsultacji z kompetentnymi psychologami.

Wiara bez miłości przeradza się w ideologię - to słowa księdza prymasa. W Polsce dziś jest więcej chrześcijaństwa czy ideologii katolickiej?

- Mam nadzieję, że chrześcijaństwo przeważa nad ideologią. To oznacza, że za wiarą, którą deklarujemy, idą czyny. Oczywiście tego zmierzyć liczbowo nie jestem w stanie. Mogę tylko ostrzegać przez zagrożeniem. Na szczęście w czasie pandemii widzimy budujące przykłady. Myślę o wielu osobach, które heroicznie zaangażowały się w pomoc zakażonym, np. lekarzach, pielęgniarkach czy wielu wolontariuszach. Bliski jest mi przykład z mojej diecezji, gdzie duszpasterz młodzieży zamknął się na dwa tygodnie w DPS-ie, by pomagać chorym. W podobny sposób pomagają Siostry Franciszkanki od Pokuty i Miłości w związku z narastającą obecnie liczby chorych w jednym z domów pomocy społecznej na terenie archidiecezji gnieźnieńskiej. To Miłosierni Samarytanie, których nam dziś potrzeba.

Rozmawiała Justyna Kaczmarczyk.

Obserwuj autorkę na Twitterze.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy