Reklama

Reklama

Adam Bielan: Lider musi mieć charyzmę. Nie może popełniać tylu błędów, co Jarosław Gowin

W nocy z czwartku na piątek stronnicy wicepremiera Jarosława Gowina zawiesili w prawach członka partii Adama Bielana. - Gowin nie jest prezesem Porozumienia - przekonuje w wywiadzie dla Interii europoseł i tłumaczy dlaczego to on rządzi teraz w ugrupowaniu. - Lider musi mieć charyzmę. Nie może też popełniać tylu błędów, co Gowin - twierdzi polityk. Adam Bielan będzie dzisiaj również gościem "Wydarzeń". Oglądaj program w Polsat News i na głównej stronie Interii o godzinie 19:25.

Jakub Szczepański, Interia: Spór w Porozumieniu trwa od dawna. Co wydarzyło się wczoraj, że koledzy postanowili pana zawiesić?

Adam Bielan, europoseł Porozumienia: - Konflikt zaczął się w marcu, kwietniu 2020 r. Teoretycznie chodziło o wybory prezydenckie, ale tak naprawdę poszło o rząd Zjednoczonej Prawicy. Jarosław Gowin przeszedł wówczas na drugą stronę. Nasi posłowie otrzymali propozycję startu z list PSL.

Reklama

Niewiele z tego wyszło.

- Dyskusja dotycząca organizacji wyborów na szczęście zakończyła się wyborami na przełomie czerwca i lipca. Na szczęście elekcji nie udało się przełożyć na jesień, bo do dzisiaj nie mielibyśmy prezydenta. Rany jednak pozostały. Robiłem wszystko, żeby zasypać podziały. Próbowałem namówić Jarosława Kaczyńskiego na powrót Gowina do rządu. A Gowin wrócił, ale odmieniony.

Co to znaczy?

- Postanowił przekształcić Porozumienie w partię autorytarną, wodzowską. To model, który był skuteczny w Platformie za czasów Donalda Tuska. Sprawdza się także w PiS. Niemniej, przy takim zarządzaniu partią, lider musi mieć charyzmę. Nie może też popełniać tylu błędów, co Jarosław Gowin.

Jakie błędy widzi pan u prezesa Porozumienia?

- Mamy jedną trzecią poparcia z 2014 r., kiedy dostaliśmy 3,5 proc. poparcia. Dzisiaj mamy ledwie 1,2 proc. Nasz lider jest w ogonie rankingu zaufania do polityków. W takiej sytuacji budowanie Porozumienia jako partii wodzowskiej, w której wódz nie znosi sprzeciwu wszystkich inaczej myślących i ich usuwa, to prosta droga do rozpadu partii.

W jaki sposób chciał pan naprawić ugrupowanie?

- Oferowałem Jarkowi współpracę w ramach pewnej drużyny. Gowin to odrzucił, obraził się na partię, bo przegrał głosowanie w sprawie ministra konstytucyjnego. Bardzo zaangażował się w kampanię Stanisława Bukowca, ale nie udało się przeforsować kandydatury. Do rządu trafił Michał Cieślak, chociaż dwóch naszych stronników nie dotarło. W reakcji na to zwołano zarząd.

Wtedy poszliście na noże?

- Jarosław Gowin zwołał wtedy zarząd, na którym niezgodnie ze statutem napompował władze statutowe partii. Chodzi o zarząd i prezydium. Podkreślę jedynie, że nasz statut nie umożliwia zarządowi dokooptowywania członków. Zarząd wybiera kongres, raz na trzy lata.

Dlaczego Jarosław Gowin, w pańskiej opinii, postąpił niezgodnie ze statutem?

- Podczas zarządu Jarek przyłączył trzynastu członków zarządu i sześciu lub siedmiu członków prezydium. Mało tego: zrobił to w jawnym głosowaniu, chociaż statut jest konkretny. Głosowania personalne w Porozumieniu są tajne. Co więcej, do takiego działania doszło podczas ostatniego punktu porządku obrad, kiedy mieliśmy mówić o "sprawach różnych".

To podstępne posunięcie?

- Część z nas wyszła, to wszystko wydarzyło się po czterech godzinach dyskusji. Na pewno można mówić o zaskoczeniu, nikt nie spodziewał się takiego głosowania. Oczywiście zarówno ja, jak i bezpośredni stronnicy Jarosława Gowina mogą mówić różne rzeczy. Jednak nie ograniczam się do mówienia.

Ma pan asa w rękawie?

- Poprosiłem Jarosława Gowina o przedłożenie podstawy prawnej, która umożliwiłaby mu takie działania. Do dzisiaj nie przedstawił nawet jednej kartki papieru. Natomiast ja zwróciłem się do prawnika Porozumienia, który od dwóch lat reprezentuje nas przed Sądem Najwyższym w sprawie o odebranie nam dotacji. Poprosiłem dr i mecenas Paulinę Dzierżak z Uniwersytetu Warszawskiego o opinię.

Jakie jest jej stanowisko?

- Miażdżące dla Jarosława Gowina i tego, co się stało. Ale to wcale nie koniec kłopotów prezesa. Kiedy pracowaliśmy nad opiniami sądu koleżeńskiego, rozpoczęliśmy kwerendę dokumentów z kongresu. Chcieliśmy ustalić chronologię zdarzeń. Nie mogłem uwierzyć w to, co odkryliśmy.

Potrafi pan budować nastrój.

- Okazało się, że na ostatnim kongresie partii... nie dokonano wyboru prezesa! Obrady prowadził wówczas Marek Zagórski, który tłumaczył, dlaczego jesienią 2017 r. nie głosowaliśmy nad wyborem szefa partii. Wniosek jest jeden: ostatni raz Jarosław Gowin otrzymał demokratyczny mandat od członków swojego ugrupowania w kwietniu 2015 r. Jego trzyletnia kadencja wygasła w kwietniu 2018 r.

I teraz pan jest prezesem?

- Zgodnie ze statutem, kiedy prezes z jakiegoś powodu przestaje pełnić urząd, jego obowiązki przejmuje przewodniczący konwencji krajowej. To jest odpowiedź na pytanie, dlaczego Jarosław Gowin postanowił zaatakować.

Zatem zrobiło się gorąco, bo domagał się pan dokumentów i władzy?

- Myślę, że prezes Gowin i jego stronnicy zaczęli badać sprawę, kiedy się nią zainteresowaliśmy. Nie mam pojęcia czy Jarosław Gowin znał swój problem i przez miesiące ukrywał to przed wszystkimi, bo bał się konsekwencji. Na pewno patową sytuację można rozwiązać przez szybkie przeprowadzenie kongresu. Mógłby wtedy liczyć, że nikt się nie zorientuje...

...z pańskich słów wnioskuję, że pan się jednak zorientował.

- Szybkiego kongresu nie można zrobić ze względu na COVID-19. Na pewno Jarosław Gowin wiedział, że jego mandat nie został potwierdzony od 2015 r., już kilka dni temu. Bo wszyscy zaczęli wtedy sprawdzać dokumenty.

Pójdziecie do sądu powszechnego?

- Wierzę, że nikt nie będzie zaskarżał naszych decyzji. Jeżeli tak się stanie, będziemy dochodzić swoich racji przed sądem. Fakty są niepodważalne: Jarosław Gowin nie był wybrany na zjeździe w 2017 r. Nie ma mandatu demokratycznego, jego kadencja wygasła, a sąd koleżeński to stwierdził. Dzisiaj pozostaje ważnym członkiem Porozumienia i zamierzam z nim współpracować.

Jak pan to sobie wyobraża?

- Zależy nam na stabilności Zjednoczonej Prawicy, nie podejmujemy żadnych decyzji co do wycofania rekomendacji dla rządu. Polska przechodzi przez bardzo poważny kryzys pandemiczny, a resort którym kieruje Jarosław Gowin odpowiada za pomoc dla przedsiębiorców. To jest w tej chwili najważniejsze.

A co z partią?

- Jarosław Gowin nie jest prezesem Porozumienia. Moim pierwszym, najważniejszym zadaniem jest doprowadzenie do kongresu, w którym odbędą się w pełni demokratyczne, nie podważane przez nikogo wybory władz.

Wystartuje pan na szefa Porozumienia?

- Deklaruję, że nie będę się ubiegał o tę funkcję. Nie wystartuję na prezesa. 

***
Adam Bielan będzie gościem "Wydarzeń" w piątek o godzinie 19:25. Oglądaj program w Polsat News i na głównej stronie Interii. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama