Reklama

Reklama

Relacjonują odsiadkę w social mediach i kpią z zakazów

Mają po kilka tysięcy obserwujących i od miesięcy skrupulatnie relacjonują w mediach społecznościowych swoją codzienność. I może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że robią to… z zakładów karnych, w których odsiadują swoje wyroki. - Kiedyś grypsowali, a teraz wrzucają posty na Instagrama. To jest skandal i porażka systemu - grzmią funkcjonariusze więzienni. Ale autorzy profili, do których dotarła Interia, oceny strażników mają za nic.

Nie piszą w postach jak długie odsiadują wyroki, ani za co. Ale z ich relacji bez trudu możemy dowiedzieć się jak wyglądają ich cele, co jedzą, poznać kolegów z pryczy obok i przekonać się jak mija im odsiadywany wyrok. Czasem skarżą się na brak dużego telewizora, częściej pokazują umięśnione klatki piersiowe i własnoręcznie wykonane sztangi z dziesiątek butelek wody mineralnej i wzmocnionego kija od mopa. Dni do wyjścia odliczają... hasztagami.

- Jak na to patrzę to własnym oczom nie wierzę. Patocelebryctwo więzienne wyniesione na najwyższy poziom. No gwiazdy. Więzienne gwiazdy dumne ze swojej odsiadki. Jak widać "fame" ponad wszystko - reaguje na pokazane mu przez nas zdjęcia jeden z funkcjonariuszy więziennych. - To się w głowie nie mieści. Niedługo zaczną na naszych oczach nagrywać tik toki. Świat oszalał - dodaje drugi funkcjonariusz.

Reklama

Osadzeni Instagramerzy: "Wywiad? Jasne, czemu nie"

Kto stoi za profilami prowadzonymi zza krat? Udało nam się dotrzeć do 24-letniego Damiana, prowadzącego na Instagramie konto Cela306_gym_fit i o sześć lat starszego jego imiennika, w internecie działającego jako Skazany_za_marzenia.

Obaj bez wahania zgadzają się na rozmowę, podanie nazwy swych profili, a nawet publikację ich wizerunków. Chętnie opowiadają o wrzucaniu postów prosto z więziennej celi.

- Skąd pomysł? Chyba wziął się z tego, że było nam nudno. Jak się siedzi i nie ma co do roboty to wpada się na różne pomysły. Pomyślałem, że ludzi to zainteresuje, bo nie widziałem jeszcze takiego profilu - opowiada Interii twórca Celi306_gym_fit.

Młody mężczyzna miał trochę czasu na przemyślenia. Odsiaduje wyrok za handel narkotykami. Za więziennymi murami jest od trzech lat i ośmiu miesięcy. Do wyjścia został mu niecały miesiąc. Na Instagramie działa od niemalże roku.

Z prowadzenia profilu Cela 306_gym_fit, na którym pokazuje więzienną codzienność, pracę nad formą i kolegów z celi, jest bardzo dumny.

- Wydaje mi się, że jesteśmy pozytywnie odbierani. Z tego co ludzie piszą, życzą nam szybkiego powrotu na wolność. Ale znajdzie się też ten 1 proc., który życzy nam źle. Niektórzy nie mogą zrozumieć tego, że "tacy jak my" mają dostęp do Internetu. Piszą, że co to za kara dla nas i tak po prostu nie powinno być. Ich zdaniem najlepiej powinniśmy siedzieć 24/7 zamknięci bez niczego - tłumaczy 24-latek.

Równie dobrze o swej aktywności instagramowej wypowiada się Damian z profilu Skazany_za_marzenia. Na Instagramie aktywny jest od piętnastu miesięcy. Pierwsze posty wrzucał jeszcze w sierpniu 2020 roku. W rozmowie z Interią przyznaje, że odsiaduje wyrok za kradzieże samochodów, ale pobyt w ZK wbrew pozorom dał mu dużo dobrego.

- Nigdy w życiu nie miałem Instagrama, nigdy w życiu nie trenowałem. Tu zacząłem regularnie ćwiczyć, uczyć się niemieckiego, budować wszystko od nowa. Chce dzielić się z innymi tym, jak wygląda tu życie i jak ten czas odsiadki można spożytkować - tłumaczy mężczyzna. I dodaje: - Dlatego nazwa Skazany_za_marzenia. Każdy ma marzenia, do których dąży. Ja wybrałem drogę ekspresową i dlatego teraz mam... wakacje.

Funkcjonariusze: "Dla nas to jest skandal i policzek"

- Nie ma słów, by ocenić to zjawisko. Jakiekolwiek utrwalanie obrazu czy dźwięku w celi jest niedopuszczalne. Dla nas takie profile to jest po prostu policzek. Ale prócz tego, że to jest niedopuszczalne, jest też społecznie niebezpieczne - ocenia Andrzej Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Sekcji Służby Więziennej NSZZ Solidarność. - Bo jaki to może mieć wpływ na młodych ludzi, którzy oglądają takie zdjęcia i myślą sobie: "O, ale w tym więzieniu to fajnie jest. Ćwiczą sobie, zdjęcia robią, no wcale tam tak źle nie mają". A więzienie, wbrew temu co oni przedstawiają, to nie jest sanatorium w Ciechocinku - dodaje przewodniczący.

Funkcjonariusze nie pozostawiają na profilach zza krat suchej nitki.

- Z ich strony to jest bezczelność, ale my jesteśmy przyzwyczajeni, że pracujemy z ludźmi cynicznymi i próżnymi i często właśnie to jest powodem ich konfliktu z prawem. Myślę, że to też dla nich swojego rodzaju pożywka i powód do dumy - mówi funkcjonariusz z jednego z największych ZK w kraju.

- Oni kombinują cały czas, często wiele lat. My jesteśmy na służbie 12 godzin, na głowie mamy za dużo, żeby czasem wpaść na taki pomysł, nad którym cała cela myślała wiele czasu - mówi Interii autor fanpage'a "Służba Więzienna Okiem Klawisza". - Trudno określić jak ci osadzeni weszli w posiadanie telefonów z dostępem do Internetu, ale to niewątpliwie cios celnie wymierzony - dodaje.

Oba profile mają status prywatny. By zostać obserwatorami więziennych Instagramerów trzeba poprosić ich o zgodę. Ale nie jest to szczególnie trudne.

- Dodaje wszystkich chętnych, tylko wole sobie najpierw zobaczyć kto chce mnie obserwować - tłumaczy pan Damian.

A chętnych nie brakuje. Celę306 obserwuje 8 tysięcy osób, Skazanego_za_marzenia 11 tys.

- Dostaje dużo wiadomości i komentarzy z motywacją,  z pozdrowieniami. Paru dziewczynom rozpisałem treningi. Wiem, że ćwiczą i mają już pierwsze efekty. Jest też czasem hejt, ale nie interesuje mnie to, po prostu robię swoje. Życie mamy jedno i się bawimy - podsumowuje.

Jest tylko jedna rzecz, której obaj rozmowni mężczyźni zdradzić nie chcą: gdzie odsiadują swoje wyroki. Nie chcą nawet zdradzić czy jest to polski zakład karny. 

"Telefony w ZK? Cały czas szukają i często znajdują, ale to nie problem"

Osadzeni w zakładach karnych ze względów między innymi bezpieczeństwa nie mają prawa posiadać telefonów komórkowych. Tyle teorii. Bo jak się okazuje dziś posiadanie telefonu w ZK dużym problemem nie jest.

- Telefonów szukają u nas cały czas, znajdują często. Ale to nie problem, bo równie często wpadają na ZK nowe. Znajdą jeden to można załatwić nowy. Nie jest łatwo, ale zawsze znajdzie się jakaś droga na załatwienie rzeczy niedozwolonych. Tylko jak się można domyślić, nie są to tanie sprawy - przyznaje z rozbrajającą szczerością Damian z Celi306.

Potwierdza to Skazany_za_marzenia, który dodaje, że jak już się zdecydował na posiadanie telefonu to chciał koniecznie opcję z dostępu do Internetu.

- Ciężka to była droga i kosztowana. Zachodu jest bardzo dużo, trzeba zaufać paru osobom, a koszt to 2500 zł - dodaje. 

Dla funkcjonariuszy więziennych nielegalne telefony w celach to temat rzeka.

- Mierzymy się z tym codziennie, bo tak naprawdę w dzisiejszych czasach w zasadzie nie ma dnia, żeby nie doszło do ujawnienia telefonu w jednostce penitencjarnej - mówi nasz rozmówca, pracujący na co dzień w jednym z największych zakładów karnych w Polsce.

- My cały czas staramy się mieć to pod kontrolą, zapobiegać temu, ale nie jesteśmy w stanie wyprzedzić o krok wszystkich. Mamy 71 tys. osadzonych. Znamienita ich większość każdego dnia kombinuje jak oszukać funkcjonariusza. Teraz technika poszła tak do przodu, tak się to wszystko zminiaturyzowało, że naprawdę ciężko jest czasami to znaleźć. Jeśli osadzony przemyca smartwatcha np. w odbycie, co się zdarza, to nie jest to łatwe do przechwycenia - mówi Andrzej Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Sekcji Służby Więziennej NSZZ Solidarność.

- Posiadanie przez nich telefonów godzi w bezpieczeństwo całej jednostki. Proszę sobie wyobrazić, że ważny dla pewnych osób osadzony jedzie w konwój, o którym nie wie nikt prócz funkcjonariuszy go realizujących, a z celi osoba dzwoni i informuje, o której będzie jechał lub że zaraz wyrusza. Zagrożenie dla funkcjonariuszy i samego osadzonego - dodaje autor fanpage’a "Służba Więzienna Okiem Klawisza".

Funkcjonariusze podkreślają, że osadzonych przed nielegalnym korzystaniem z telefonów nie odstrasza także to, że kara za takie wykroczenie jest delikatnie mówiąc śmieszna.

- Najczęściej jest to możliwość pozbawienia otrzymywania paczek na okres od miesiąca do trzech. W najgorszym przypadku jest to umieszczenie w celi izolacyjnej na okres 2 tygodni. Bez TV, konsoli. Ot taka kara, a po dwóch tygodniach wszystko wraca do norm. Dlatego opłaca im się takie ryzyko, bo jeśli wpadną to naprawdę mocno nie ucierpią - tłumaczy jeden z funkcjonariuszy.

Osadzony hejtu się nie boi. Ujawnienia też.

Postujący na Instagramie osadzenie nie rozumieją krytyki jaka na nich spada.

- Nie wiedzą jak to jest siedzieć, a się wypowiadają. Obojętnie co jest na celi, czy mamy telefon, czy nie, nie mamy możliwości wyjścia. To jest nasza kara, która boli najbardziej, nie tylko nas, ale także nasze rodziny - podkreśla pan Damian. - Ale, że klawiszom się to nie podoba? Powiem tak. Gady jak to Gady, nie mam nic do dodania - ucina.

Nasi rozmówcy podkreślają, że wiedzą, iż to co robią jest nielegalne. Ale żaden z nich o dziwo nie czuje lęku przed ujawnieniem.

- O karze nie myślę, bo dostałem 6 lat za kradzieże aut. Odsiedziane mam 4 lata, więc jeszcze i tak dwa. Na wcześniejsze wyjście nie liczę, ponieważ dostałem dodatkowy wyrok. Ale to długa historia - mówi Skazany_za_marzenia.

I cieszy się, że jego popularność na Instagramie rośnie.

- To dobrze. Pewnie później będę mógł to wykorzystać do marketingu czy jakiejś firmy. Albo pokaże do końca później tym ludziom, że da się pokonać drogę od zera do... - urywa.

"Oszukał, okradł, może zabił, ale jak fajnie ćwiczy"

Pod postami więziennych Instagramerów aż roi się od komentarzy zafascynowanych nimi kobiet.

- To jest nienormalne. Facet siedzi w więzieniu, czyli zrobił coś niezgodnego z prawem, cokolwiek by to nie było, a one mu piszą w komentarzach, że jest słodki, cudowny i jak wyjdzie, żeby się z nimi spotkał. Komentarze typu: "jakim cudem masz tam telefon" czy "To skandal, że macie dostęp do Instagrama" to zdecydowana mniejszość - mówi Interii jeden z oburzonych funkcjonariuszy.

- Takie zjawiska będą się pogłębiać, bo za kraty trafiają coraz młodsi ludzie, a tak zwani milenialsi nie są w stanie funkcjonować bez telefonu. Będzie jeszcze gorzej - dodaje kolejny funkcjonariusz Służby Więziennej.

Funkcjonariusze: "Komórkę mogę sobie pożyczyć od osadzonego"

Pikanterii dodaje fakt, że pilnujący osadzonych strażnicy w czasie swojej służby komórek mieć nie mogą.

- Deponujemy swoje telefony przed wejściem do jednostki. Naturalnie względy bezpieczeństwa - tłumaczy nam jeden z funkcjonariuszy.

Kilka miesięcy temu tym zagadnieniem zajmował się nawet Rzecznik Praw Obywatelskich. Zastępca RPO Stanisław Trociuk poprosił gen. Jacka Kitlińskiego, dyrektora generalnego Służby Więziennej o wyjaśnienia w tym zakresie. Ten odpisał, że używanie przez funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej prywatnych telefonów komórkowych niesie ze sobą konkretne zagrożenia, bo więzień może np. przejąć zagubiony lub skradziony telefon strażnika i użyć go w nielegalnym kontakcie ze światem zewnętrznym, a dopuszczenie korzystania z komórek przez funkcjonariuszy zakłócałoby działanie funkcjonujących w więzieniach wykrywaczy komórek.

- Generał powinien tam dopisać: nie dotyczy osadzonych. Bo ich komórki, jak widać, na wykrywacze nie działają - ironizuje jeden z naszych rozmówców.

Jak do zjawiska Instagramerów na odsiadce odnosi się Centralna Służba Więzienna? Pytamy o to rzeczniczkę Dyrektora Generalnego SW, przesyłając na jej maila opublikowane na profilach skazanych zdjęcia. 

- Zgodnie z obowiązującymi przepisami osadzeni w zakładach karnych i aresztach śledczych nie mogą posiadać bezprzewodowych środków łączności. W każdym przypadku ujawnienia przedmiotu niedozwolonego u osoby osadzonej, administracja więzienna przeprowadza postępowanie wyjaśniające, które może zakończyć się konsekwencjami prawnymi oraz dyscyplinarnymi dla więźniów. Sprawa, o którą pani pyta jest obecnie wyjaśniania - odpowiada Interii ppłk Elżbieta Krakowska.

"...a po wyjściu zmienię kontent"

Funkcjonariusze nie wierzą, że wyjaśnienie sprawy przez "górę" wiele zmieni. 

- Najgorsze że tu nie szuka się problemów w przyczynach tylko w skutkach. Czyli problemy będzie miał ktoś kto nie dokonał dokładnej kontroli, których dziennie wykonuję setki, a nie ten, który opracował niewystarczające lub złe procedury. Winny jest zawsze ten na końcu łańcucha - mówi autor fanpage’a "Służba Więzienna Okiem Klawisza".

- Zaraz ktoś powie: przecież to wasza wina, bo ewidentne źle ich kontrolujecie. Tylko, że mi każdego dnia wychodzi z zakładu do pracy 50 osadzonych i 50 wraca. Proszę mi uwierzyć, że brakuje mi czasu, żeby każdego szczegółowo skontrolować. Nie ma na to pomieszczeń, narzędzi, ani ludzi - tłumaczy funkcjonariusz. 

Szef Krajowej Sekcji Służby Więziennej NSZZ Solidarność nie ma wątpliwości, że problem nie zniknie dopóki nie będzie komu szukać takich kont.

- Do tego, żeby śledzić portale społecznościowe i wyłapywać takie kwiatki są potrzebni ludzie, a u nas ciągłe braki kadrowe. Nasza Sekcja "Solidarności" wnioskuje o ponad 1500 dodatkowych etatów w ustawie modernizacyjnej, która niebawem powinna zostać przedstawiona - dodaje Andrzej Kołodziejski. 

Wszyscy funkcjonariusze podejrzewają jak potoczą się losy więziennych kont. 

- Założę się, że po waszym artykule te profile znikną. Ale obstawiam, że za maksymalnie dwa tygodnie powrócą. Ci i kolejne gwiazdy, które poczują zew sławy, dalej będą nas raczyć swymi relacjami - dodaje jeden z funkcjonariuszy.

Obaj nasi rozmówcy zza krat zapewniają, że mają zamiar dalej prowadzić swoje profile. Także kiedyś, po wyjściu z zakładu karnego. - Tylko trzeba będzie wtedy zmienić kontent - dodaje pan Damian z Celi306.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL