Reklama

Reklama

Nie wylecisz z pracy za donos. W życie wchodzi unijna dyrektywa o sygnalistach

Od 17 grudnia każdy pracownik, który chce zgłosić panujące w jego firmie nieprawidłowości, zamiast szykan powinien znaleźć się pod prawną ochroną. W życie wchodzi unijna dyrektywa o sygnalistach. Tyle, że w Polsce sygnalista kojarzy się z donosicielem. - A to błąd. Bo gdyby odpowiednio wcześnie ktoś posłuchał sygnalisty z GetBack-u, kilkanaście tysięcy ludzi nie straciłoby oszczędności życia - mówi Interii Marcin Waszak z forumIdei Fundacji Batorego.

Wyprowadzanie firmowych pieniędzy, mobbing czy korupcja. Największe afery nigdy nie ujrzałyby światła dziennego gdyby nie sygnaliści, czyli pracownicy zgłaszający nieprawidłowości w działaniu firmy. Dotąd jednak wiele osób, które nagłaśniały niezgodne z prawem działania, kończyło z wypowiedzeniem, a w najlepszym przypadku z łatką "donosiciela".

- Wiadomo, że dzisiaj takie osoby wiele ryzykują, stąd unijna dyrektywa mająca zapewnić im ochronę. Sygnalisty nie będzie można w żaden sposób szykanować, zwolnić czy obniżać pensji - mówi Wojciech Dudziński, prezes firmy Fraud Control.

Reklama

Dyrektywa o sygnalistach - koniec z karami za ujawnienie prawdy

W 2019 roku Parlament Europejski przyjął Dyrektywę dotyczącą ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii. Zgodnie z zapisami dyrektywy sygnalista (z ang. whistleblower, dosłownie "człowiek dmuchający w gwizdek", a potocznie demaskator) to osoba, która zgłasza lub ujawnia publicznie informacje na temat naruszeń w kontekście związanych z wykonywaną pracą. Co ważne, czyni to nie dla własnych korzyści, ale w trosce o demaskację postaw niezgodnych z prawem lub regułami panującymi w danym miejscu. 

CZYTAJ TEŻ: Donos czy pomoc? Co zrobi sygnalista w firmie

- Unijna dyrektywa z 23 października 2019 r nakłada na podmioty sektora prywatnego i publicznego obowiązek utworzenia kanałów umożliwiających w sposób poufny dokonywanie przez sygnalistów zgłoszeń nieprawidłowości, a także wdrożenie mechanizmów, które będą zapewniać takim osobom skuteczne środki ochrony przed działaniami odwetowymi - tłumaczy Agnieszka Ciećwierska, z Kancelarii Adwokackiej Duraj Reck i Partnerzy. 

Polska, tak jak i inne unijne kraje, miała dwa lata na wdrożenie dyrektywy. Ostateczny termin dla urzędów i przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 250 pracowników to 17 grudnia 2021 r. Ci, którzy od 2019 roku liczyli na stworzenie ustawy ze szczegółowymi zapisami jak zaimplementować unijne prawo na naszym gruncie srogo się rozczarowali. Do wejście w życiu dyrektywy mamy jeszcze miesiąc, a projekt ustawy jest na etapie... konsultacji społecznych.

- Polski projekt ustawy o ochronie osób zgłaszających naruszenia prawa trafił do legislacji dopiero 18 października 2021 roku. Aktualnie jest na etapie opiniowania. Nie ma pewności, że ustawa wejdzie w życie w terminie wskazanym w dyrektywie. Warto również odnotować, że projekt przewiduje krótkie vacatio legis, czyli okres od publikacji ustawy do jej wejścia w życie, które ma wynosić 14 dni - mówi Agnieszka Ciećwierska, z Kancelarii Adwokackiej Duraj Reck i Partnerzy. 

- Zegar tyka, a my nie jesteśmy zupełnie gotowi. Gdyby projekt pojawił się wcześniej to było by trochę czasu, żeby poddać go szerszym konsultacjom społecznym, co na pewno poszerzyłoby wiedzę w tym zakresie. Z mojego doświadczenia, z rozmów z klientami wynika, że ludzie gorączkowo szukają informacji na ten temat i wielu ma znikomą wiedzę - mówi Wojciech Dudziński, prezes firmy Fraud Control.

Polska "gotowość"

Interia zadzwoniła do kilku urzędów gmin i lokalnych przedsiębiorstw z zapytaniem, jak idzie im wdrażanie bezpiecznych kanałów komunikacji. W czterech przypadkach rozmowy odmówiono, zasłaniając się brakiem czasu, w kolejnych poproszono o kilka dni na zebranie informacji, a jeden przedsiębiorca wyznał wprost, że musi o sprawie najpierw... poczytać. A tymczasem od 17 grudnia prawo powinno już działać.

- Na ten moment jesteśmy na etapie opracowywania regulaminu, który gdy już zostanie wprowadzony w życie, zostanie rozesłany do wszystkich pracowników urzędu oraz opublikowany w Biuletynie Informacji Publicznej, tak żeby każdy pracownik czy też mieszkaniec miał do tego wgląd - mówi Marcin Kozielski, rzecznik prasowy Urzędu Miasta i Gminy w Skawinie.

Na pytanie jakimi konkretnie kanałami będzie można poufnie zgłaszać informacje w ich urzędzie i którzy pracownicy będą się tym zajmować odpowiada:

- Na ten moment jest za wcześnie, żeby mówić o konkretach. Jesteśmy na ogólnym etapie. Zastanawiamy się nad różnymi scenariuszami. Jak to dokładnie będzie wyglądało u nas, jeszcze decyzja nie zapadła - dodaje Kozielski.

- Od sekretarza gminy wiem, że w urzędzie trwa analiza zakresu zmian jakie należy wprowadzić i sprawdzanie czy istnieje jakakolwiek korelacja między mniej lub bardziej formalnymi procedurami, które obecnie w urzędzie są stosowane, a tymi które mają być wprowadzone od 17 grudnia. Porównujemy stan obecny ze stanem docelowym - mówi Aleksander Kranc z Urzędu Miejskiego w Żninie.

Dodaje, że chociaż zakres jest dość szeroki, w ich urzędzie wszelkie zmiany będę wprowadzone do określonego dyrektywą terminu.  

Eksperci przyznają, że większość jednostek nie ma jednak pojęcia, jak się do tego zabrać.

- Pracodawcy nie mają żadnych odgórnych wytycznych, jak działać przy wdrażaniu procedur whistleblowingowych i budowaniu systemów sygnalistycznych. Z pewnością ustawa wdrażająca dałaby nam odpowiedź na pytanie, co powinno się znaleźć w regulaminie zgłaszania nieprawidłowości, jednak nie da konkretnych wytycznych w zakresie niezbędnych działań oraz tego, jak zacząć budowanie skutecznego systemu whistleblowingowego. Innymi słowy: co dokładnie napisać w regulaminie i jak ująć wymagane punkty - mówi adwokat Justyna Papież, z kancelarii Olesiński & Wspólnicy.

- Wielu przedsiębiorców, a także wiele jednostek samorządu terytorialnego nie zdaje sobie sprawy z problemów organizacyjno-technicznych, które trzeba rozwiązać przy wprowadzaniu projektu ustawy o ochronie sygnalistów, takich jak budowa bezpiecznych i poufnych kanałów zgłoszeniowych czy prowadzenie rejestru zgłoszeń, a które w przyszłości mogą mieć bardzo istotne konsekwencje dla zarządzających - mówi Wojciech Dudziński, prezes firmy Fraud Control.

3 lata więzienia dla nieprzestrzegających dyrektywy

Dudziński podkreśla, że nie chodzi tu tylko i wyłącznie o straty finansowe czy wizerunkowe. Bo projekt ustawy przewiduje za niezastosowanie się do nowych regulacji karę do 3 lat pozbawienia wolności.

To wykorzystują niektóre firmy, które, jak wynika z informacji Interii, od pewnego czasu dzwonią do urzędów gmin i przedsiębiorstw proponując swe usługi, strasząc konsekwencjami jakie spadną na jednostkę, jeśli ta nie będzie w grudniu gotowa na ochronę sygnalistów.

- Przepisy same w sobie nie są trudne, ale pozostawiają miejsce do interpretacji i na pewno należy znaleźć właściwą osobę, która zajmie się wdrożeniem odpowiednich procesów i narzędzi oraz dokumentacją. To od nas zależy, czy znajdziemy tą osobę wewnątrz naszej organizacji czy skorzystamy z usług firmy zewnętrznej - mówi Piotr Kubiak z firmy Statlook Expert.

We wrześniu firma E&Y przeprowadziła badania sprawdzające gotowość firm do wdrożenia wymogów dyrektywy.

"Jedynie 9 proc. firm zadeklarowało pełną gotowość na ochronę sygnalistów, chociaż żadna nie wdrożyła w pełni określonego w niej "standardu minimum", tylko co dwudziesta rozpoczęła szkolenie pracowników, a 34 proc. firm już teraz zakłada, że nie zdąży z przygotowaniami do 17 grudnia 2021 roku" - czytamy w raporcie E&Y.

- Nie wygląda to dobrze, bo mamy pewne dane co do gotowości np. gmin do wdrożenia dyrektywy, które wynikają z opublikowanego w tym roku raportu Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu i e-nform na temat systemu zgłaszania nieprawidłowości w gminach i one pokazują, że niemal połowa urzędów o ciążącym na nich obowiązku dowiedziała się z rozesłanej ankiety - mówi Marcin Waszak, ekspert forumIdei Fundacji Batorego.

Gdyby słuchano sygnalistów nie byłoby wielu afer

Nasi rozmówcy przekonują, że ta dyrektywa i ustawa są potrzebne społeczeństwu bardziej niż nam się wydaje.

- Bo w interesie wszystkich jest to, żeby nieprawidłowości czy podejrzenia nieprawidłowości były odpowiednio wcześnie wykrywane i rozwiązywane. Żeby nie eskalowały i nie powodowały większych zniszczeń - mówi Marcin Waszak, ekspert forumIdei Fundacji Batorego.

Jako przykład tego co się dzieje, kiedy nie słucha się sygnalistów podaje aferę spółki GetBack.

- Pierwsze sygnały, że w GetBacku dzieje się źle pochodziły od sygnalisty, który próbował zainteresować problemem piramidy finansowej kilka urzędów. Z uwagi na to, że ci którzy dostali od niego te informacje nie zareagowali na czas, sprawa skończyła się wielką katastrofą finansową, w której kilkanaście tysięcy inwestorów straciło łącznie 2,6 mld zł. Gdyby urzędy odpowiednio wcześnie zareagowały, mogłoby się to inaczej potoczyć. Bo już po fakcie okazało się, że wszystko, co zostało opisane w zawiadomieniu sygnalisty, sprawdziło się w stu procentach. Należy uświadamiać społeczeństwo do czego prowadzi niereagowanie na informacje od sygnalistów - mówi Marcin Waszak, ekspert forumIdei Fundacji Batorego.

"Sygnalista. Nie mylić z donosicielem"

Urzędy i firmy nie palą się do wprowadzania kanałów bezpiecznego informowania dla sygnalistów także z innego powodu. W polskiej mentalności sygnalista ma wyraźnie pejoratywny wydźwięk.

- Dwa lata temu zrobiliśmy badania, które pokazały, że Polacy deklarują chęć do zgłaszania nieprawidłowości w sprawach związanych z ich interesem osobistym, takim jak np. mobbing w pracy, naruszenie przepisów BHP, ale gdy ktoś jest świadkiem kradzieży paliwa na koszt pracodawcy, to gotowość do zareagowania maleje. Wtedy w zbiorowej mentalności lepiej jest sprawę zamieść pod dywan, nie wychylać się. To jest logika zupełnie odwrotna od tej, która stoi za ideą whistleblowing-u, żeby dla dobra wspólnego złe rzeczy ujawniać i radzić sobie z nimi wspólnie - mówi Marcin Waszak, ekspert forumIdei Fundacji Batorego. 

- Musimy z pewnością "odczarować" to pojęcie i sprawić, że sygnalista kojarzony będzie nie z ryzykiem dla przedsiębiorcy i kolegów z pracy, ale z szansą na wykrycie ewentualnych nieprawidłowości na wczesnym etapie i możliwością ich skutecznego usuwania i przeciwdziałania im w przyszłości, co niesie korzyści dla pracodawcy i załogi. Pewne rozwiązania w zakresie sygnalistów funkcjonują już od dawna np. na rynku amerykańskim i z pewnością w dużym stopniu przyczyniają się do wykrywania nadużyć. Przykładem może być chociażby ujawnienie przez byłą pracownicę Facebooka kontrowersyjnych działań swojego pracodawcy - mówi adwokat Tomasz Wróblewski z kancelarii Olesiński&Wspólnicy.

- Gotowa jest ta część społeczeństwa, która rozumie pojęcie sygnalisty, czyli osoby działającej w interesie publicznym, a nie interesie własnym. Niestety, wiele osób słysząc słowo sygnalista mylnie uznaje je za synonim słów donosiciel, kapuś, kabel czy konfident. Jedynym sposobem, żeby ten stan zmienić jest edukowanie społeczeństwa w tej kwestii - mówi Piotr Kubiak z firmy Statlook Expert.

- Żałuję, że te przepisy rządowe, które teraz będą wchodzić, nie są poprzedzone większą akcją społeczną czy kampanią informacyjną, która by tłumaczyła społeczeństwu dlaczego sygnaliści potrzebują ochrony i że leży ona w interesie wszystkich obywateli - mówi Marcin Waszak, ekspert forumIdei Fundacji Batorego.

Oficjalnych statystyk nie ma, ale zdaniem ekspertów do tej pory skala osób borykających się ze służbowymi konsekwencjami informowania o nieprawidłowościach była bardzo poważna. Teraz ma się to zmienić. 

Reklama

Reklama

Reklama