Reklama

Reklama

"Die Welt": W XIX w. najwięcej reparacji dostali Niemcy

Reparacje wojenne nie są nowym wynalazkiem. W XIX wieku ich największym beneficjentem były Niemcy. Po II wojnie światowej mocarstwa zachodnie miały powody, aby zerwać z tą praktyką. Czy tradycja znów się odrodzi?

Publicysta "Die Welt" Frank Stocker przypomina, że kwestia odszkodowań wojennych pojawiła się w traktacie pokojowym z Francją po wojnach napoleońskich w 1815 roku

Sojusznicy ustalili francuskie zobowiązania reparacyjne na 700 milionów franków. Największą część tej sumy, 200 mln franków, otrzymały Prusy i inne państwa niemieckie. Francja musiała ponadto pokryć koszty okupacji, straty wojenne zwycięzców, a także obligacje państwowe, co podniosło koszt wojny do 1,6 do 1,9 mld franków.

Francja musi płacić

Trzy pokolenia później, po przegranej wojnie 1870/1871, Francja musiała ponownie zapłacić reparacje. Niemiecka Rzesza otrzymała tym razem pięć miliardów franków w złocie, co stanowiło jedną czwartą dochodu narodowego Francji.

Reklama

W Niemczech reparacje spowodowały gospodarczy boom i falę inwestycji, przede wszystkim w sieć kolejową. Podobne rozwiązanie planowały Niemcy w przypadku swojego zwycięstwa podczas I wojny światowej. Klęska w wojnie spowodowała, że to Niemcy obciążone zostały reparacjami w wysokości 132 mld marek w złocie. Zobowiązania doprowadziły do kryzysu finansowego i hiperinflacji.

Zamiast reparacji Plan Marshalla

"Po II wojnie światowej zwycięskie mocarstwa wyciągnęły konsekwencje z doświadczeń poprzedniej wojny. Na konferencji w Poczdamie postanowiono co prawda, że zwycięzcy pobiorą odszkodowania ze swoich stref okupacyjnych poprzez demontaż infrastruktury, jednak alianci zachodni szybko zawiesili tę praktykę. Zamiast tego Ameryka zaoferowała Plan Marshalla, z którego skorzystały także Niemcy w RFN.  Kwestia odszkodowań zeszła na drugi plan" - czytamy w "Die Welt".

Ostateczne rozwiązanie kwestii reparacji miało nastąpić na planowanej konferencji pokojowej. Polska zrezygnowała z roszczeń w 1953 i 1970. W dodatku, Warszawa nie wystąpiła z roszczeniami w 1990 roku podczas negocjacji 2+4.

Dyskusja wciąż się toczy

"Po upływie 32 lat Polska, ale także Grecja zgłaszają roszczenia. Niemiecki rząd konsekwentnie je odrzuca wskazując na to, że w umowie wynegocjowanej podczas rozmów 2+4 nie ma klauzuli o reparacjach. Berlin uznaje sprawę za załatwioną, ponieważ zgodnie z Umową Poczdamską reparacje miały być uregulowane w traktacie pokojowym" - podkreśla Stocker.

"Nie jest to jednak takie oczywiste. Dyskusja o reparacjach będzie się nadal toczyć pomimo upływu 200 lat od powstania tego pomysłu" - czytamy w konkluzji.

Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy