Reklama

Reklama

Uzależnieni od promów. Tak się żyje w Świnoujściu

- Niech pan nie myśli, że ja nie czekam na tunel pod Świną. Ale transport na drugą stronę bez promu to coś abstrakcyjnego - powiedziała mi pani Anna ze Świnoujścia, miasta przedzielonego przez bałtycką cieśninę. Codzienny rytm życia jego mieszkańców regulują godziny kursowania promów i to, czy ich auta na pewno zmieszczą się na pokładzie. O tym, jak żyje się na wyspie Uznam, przekonałem się na własnej skórze.

O Świnoujściu, liczącym około 40 tysięcy mieszkańców, często jest głośno - i to niekoniecznie dlatego, że jest popularne wśród miłośników morskich kąpieli. "Deutsche Welle" pisało niedawno o rosnących obawach Niemców wokół budowy portu kontenerowego w tym mieście. 

Na alarm biją władze uzdrowiska Ahlbeck, leżącego tak samo jak Świnoujście na wyspie Uznam. Ich zdaniem po ukończeniu inwestycji w okolicy pojawią się potężne statki i wypłoszą turystów z ich miasteczka.

Reklama

Ponadto w Świnoujściu przed siedmioma laty powstał gazoport. Trwa tam także budowa tunelu pod bałtycką cieśniną Świną, od której miasto wzięło swoją nazwę. Ma być gotowy w przyszłym roku i wtedy będzie można swobodnie przejeżdżać między obiema częściami kurortu. Dziś trzeba korzystać z pieszo-samochodowych promów.

Promy łączą dwie strony Świnoujścia. Innej opcji nie ma

Sprawdziłem, jak wygląda transportowe życie w Świnoujściu i co sądzą o nim jego mieszkańcy. Wysiadłem na głównej stacji PKP w Warszowie, czyli przemysłowej części miasta leżącej na wyspie Wolin, związanej siecią drogową z resztą Polski.

Tuż po wyjściu z pociągu zauważyłem auta jadące w jednym kierunku, wyjeżdżające jakby ze Świny i kłębiący się między nimi tłum. Obok, niczym w blokach startowych, w kilku kolumnach stały inne samochody.

Chaos? Tak początkowo to wyglądało, jednak chwilę później na środku skrzyżowania stanął mężczyzna w odblaskowej kamizelce i dzięki niemu ruch się uregulował. Z mapy wyczytałem, że to jedno z dwóch miejsc, gdzie można przeprawić się przez Świnę.

Nie ma wyjątków. Obojętnie, czy jesteś mieszkańcem, turystą, kierujesz ciężarówką albo radiowozem na sygnale, nie przedostaniesz się na drugą część Świnoujścia bez wjazdu na pokład promu.

Nocni pechowcy. Prom może nie odpłynąć przez godzinę

Statki "Bielik" obsługujące przeprawę "Warszów" mają ściśle określony rozkład kursowania. Z tablicy stojącej przed poczekalnią wyczytałem, o której odpłyniemy w ośmiominutowy rejs. 

Przez większość dnia promy zabierają chętnych co 20 minut. W nocy częstotliwość zmniejsza się do 40 minut, a nawet godziny. Wracając z imprezy nie zdążysz na 2:20? Następny "Bielik" odpłynie dopiero po 60 minutach.

Długie na 50 metrów statki obsługiwane przez Żeglugę Świnoujską zabierają maksymalnie 33 samochody. W ciągu dnia z przeprawy "Warszów" mogą skorzystać tylko kierowcy, których auta mają lokalne rejestracje albo posiadający specjalny dokument. Pieszych zmieści się co najwyżej 520 i nie obejmują ich takie restrykcje.

Jeśli któryś ze zmotoryzowanych nie spełnia przynajmniej jednego warunku, musi pojechać na przeprawę "Centrum". Czasami pozostaje też zaczekać, bo między 23:20 a 3:40 "Warszów" jest ogólnodostępny.

"Bieliki" pływają z Warszowa. Rejs nie trwa długo

Gdy pasażerowie wyszli ze statku, niemal natychmiast przy pobliskiej pętli autobusowej podstawiły się pojazdy komunikacji miejskiej. Po samych trasach linii można zorientować się, jak silne są związki Świnoujścia z Bałtykiem. 

Na liście przystanków odnajdziemy nazwy "Kapitanat Portu", "Latarnia Morska", "Prom" czy "Osiedle Posejdon".

Gesty pana w kamizelce jednoznacznie wskazywały, że na "Bielika" trzeba wchodzić sprawnie. Miejsce można zająć albo na dole, w bocznych przejściach oddzielonych barierkami od samochodów, lub na górnym pokładzie, z którego widać świnoujską panoramę i spore statki płynące Świną.

Wygląd "Bielika" wewnątrz nie zachwyca: asfalt, metalowe ściany, szarość zmieszana z czernią i bielą oraz reklamoza na balustradach. Ale przecież nie jest to transatlantyk z basenami, leżakami i barem, ma tylko szybko przetransportować na drugą stronę cieśniny.

Pracownik Żeglugi Świnoujskiej upakował samochody na kilku pasach i zniknął w pomieszczeniu technicznym. Podniosła się klapa łącząca prom z brzegiem, zadzwonił dzwonek, więc w drogę!

Mieszkanka Świnoujścia: Czekam na tunel. Ale tego sobie nie wyobrażam

Co widać przez iluminatory? Po prawej sporo dźwigów przy zabudowaniach Warszowa, z lewej wita nas część Świnoujścia pokryta zielenią i cumującymi tam małymi statkami pasażerskimi i ratowniczymi.

Chociaż nie popłynęło ze mną wiele osób, sporo z nich zabrało rowery. Jednoślady są mile widziane pod warunkiem, że ich właściciele grzecznie przeprowadzą je na brzeg, a nie rozpędzeni zjadą z "Bielika".

Zapytałem jedną z pasażerek, jak podoba jej się krótka podróż. Okazało się, że pani Anna mieszka w Świnoujściu od urodzenia. - Człowiek się przyzwyczaił. Nie wyobrażam sobie, że gdy zbudują tunel, miałoby się jechać autem bez przeprawy promem. Niech pan nie myśli, że ja na ten tunel nie czekam, ale to jest coś abstrakcyjnego - stwierdziła.

ZOBACZ: Portal Pasażera od PKP pełen błędów? "Opóźniony" pociąg ruszył o czasie

Pani Anna podział miasta na dwie części porównała do mieszkania przy ruchliwej drodze. - Goście nie mogą spać, bo słychać ciągły szum. A dla domowników to normalne - uznała.

Do rozmowy włączył się inny podróżny, również świnoujścianin. - Jak chodzisz na piechotę, to nie zmieni się nic. Tam wpuszczą tylko samochody, dla pieszych miejsca nie przewidzieli, "bo po co". Oby chociaż autobusy pod Świną jeździły często - oburzał się.

Statki do Szwecji, pociągi do Niemiec

I wtedy rejs się skończył. Opuściliśmy statek, by dać miejsce czekającym na przeprawę w przeciwną stronę. Wystarczyło, że nieco oddaliłem się od promu i zobaczyłem zupełnie inne miasto - nie "sterroryzowane" przez tiry i przemysł, ale usłane kamienicami, parkami i brukowymi alejkami z fontannami.

Nad morze śmiało można dojść na nogach, ale kilka przystanków da się podjechać autobusem. Przeszedłem chociażby przez deptak pełen restauracji, na którym grał młody skrzypek, a obok swoimi umiejętnościami chwalił się mim.

Potykacze i szyldy knajpek oraz barów zachęcały do wejścia w dwóch językach: polskim oraz niemieckim, gdzieniegdzie pojawiał się również ukraiński. Zdziwiłem się, że nie dostrzegłem szwedzkiego, bo ze Świnoujścia regularnie odpływają statki do Ystad i Trelleborga.

Wspomniałem, że dworzec kolejowy leży w Warszowie? Zgadza się, ale ten należący do PKP. Po uznamskiej stronie miasta kończy się niespełna ośmiokilometrowa linia administrowana przez Usedomer Bäderbahn, czyli Uznamską Kolej Nadmorską

Po tym szlaku jeżdżą pociągi spółki zależnej od Deutsche Bahn, które nie zawożą w głąb Polski, lecz tylko do Niemiec - chyba że ktoś podjedzie jedną stację w granicach Świnoujścia. To niecodzienna sytuacja na kolejowej mapie naszego państwa, ale przypadek Krzewiny Zgorzeleckiej jest jeszcze bardziej "egzotyczny".

Pieszych i auta wstrzymuje nie tylko Świna

Przyszedłem na plażę i przez chwilę podziwiałem wzburzony Bałtyk, ale spłoszył mnie deszcz. Wróciłem tą samą trasą do przeprawy przez cieśninę. Zdążył zapaść zmrok, więc tym razem wszedłem na górny pokład, by napawać się nocnym krajobrazem rozświetlonego Świnoujścia.

Następnego dnia zwróciłem uwagę na jeszcze jeden transportowy aspekt miasta. Istotną drogę, odchodzącą sprzed głównego dworca i przeprawy "Warszów" w stronę portu, przecinają tory kolejowe. Pociągi jeżdżą tam dość często, więc tyle samo razy opadają rogatki, blokując ruch.

ZOBACZ: Jak nie dać się zaskoczyć w PKP Intercity? Czyli wszystko, co musisz wiedzieć przed podróżą

Ludzi gromadzących się przy szlabanach powstrzymują nie tylko składy z podróżnymi na pokładzie. Widziałem też manewrujące lokomotywy lub pociągi wycofujące się ze stacji Świnoujście. To taka miniblokada, na pewno mniej dotkliwa niż Świna.

Ktoś zapyta, dlaczego nad cieśniną po prostu nie zbudować mostu? Uniemożliwiają to duże statki płynące niekiedy aż do Szczecina, bo port w stolicy Pomorza Zachodniego jest połączony z tym świnoujskim. 

Według władz Świnoujścia ewentualny most byłby najwyższym w Europie, a być może na świecie. To gigantyczne koszty, dlatego zdecydowano się na przekopanie tunelu.

Na północno-zachodnim skrawku Polski zjawiłem się, by rozpocząć stamtąd podróż pociągiem do Ustrzyk Dolnych na Podkarpaciu. Po niecałej dobie w Świnoujściu wsiadłem do pociągu PKP Intercity "Wyczółkowski" i rozpocząłem wyprawę na wskroś kraju trwającą niemal dobę. Więcej o wyzwaniu, jakim rzuciłem kolejarzom, przeczytasz tutaj.

Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na adres: wiktor.kazanecki@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy