Eksplozje w Kijowie. "Atak na stolicę trwa"

Oprac.: Paulina Eliza Godlewska
W czwartkowy poranek mieszkańców Kijowa obudziły eksplozje. Niespokojnie jest również w innych regionach kraju. Obwodowa Administracja Wojskowa w Odessie, poinformowała, że co najmniej jedna osoba zginęła, a dwie zostały ranne po tym, jak rosyjski pocisk trafił w obiekt przemysłowy. Alarm przeciwlotniczy trwał w całym kraju około trzech godzin i został odwołany po godz. 6 (godz. 5 w Polsce).

"Dane o ofiarach i zniszczeniach są weryfikowane" - napisał na Telegramie Serhij Popko, szef administracji cywilnej i wojskowej Kijowa, podkreślając, że obrona przeciwlotnicza "działa".
Wojsko: Wszystkie wrogie cele zostały zniszczone
Na kanale Kijowskiej Miejskiej Administracji Wojskowej poinformowano, że to dziewiąty z rzędu atak lotniczy na stolicę od początku maja.
"Tym razem atak został przeprowadzony z bombowców strategicznych Tu-95MS, Tu-160 z regionu Morza Kaspijskiego, prawdopodobnie - pocisków manewrujących, takich jak Kh-101/555.(...) Według wstępnych informacji, wszystkie wrogie cele w przestrzeni powietrznej Kijowa zostały wykryte i zniszczone" - czytamy w komunikacie.
"Atak na stolicę trwa. Nie opuszczajcie schronów podczas alarmu lotniczego!" - zaapelował na kanale Telegram mer Kijowa Witalij Kliczko.
Władze Kijowa oświadczyły, że do nocnego ataku Rosjanie użyli 14 samolotów bombowych Tu-95MS oraz Tu-160, które ostrzelały Ukrainę najprawdopodobniej pociskami manewrującymi Ch-101 oraz Ch-555.
Atak rakietowy na inne regiony
Wojsko poinformowało również o rosyjskich atakach rakietowych w regionie winnickim w centrum kraju, a lokalne media doniosły o eksplozjach w Chmielnickim na zachodzie.
O jednej ofierze śmiertelnej i dwóch osobach rannych poinformowała Obwodowa Administracja Wojskowa w Odessie, gdzie rosyjski pocisk trafił w obiekt przemysłowy.
"Atak rakietowy w nocy: większość pocisków wroga została zestrzelona nad morzem (Czarnym) przez siły obrony powietrznej. Niestety, jest trafienie w obiekt przemysłowy: jedna osoba zginęła, dwie zostały ranne" - napisał na Telegramie rzecznik odeskiej administracji Serhij Bratczuk.