Reklama

Reklama

Kościół w Niemczech: Brak księży, likwidacja parafii

Kościół katolicki w Niemczech przeżywa przełom, który jest tematem obrad jesiennego zgromadzenia biskupów w Fuldzie. Z powodu braku księży wkrótce znacznie zmaleje liczba parafii.

Wolfgang Picken nadal jest jednym z wielu katolickich księży w centrum Bonn. Jako dziekan bońskiej katedry jest najbardziej znaną twarzą kościoła w byłej niemieckiej stolicy. Jednak Picken, za sprawą decyzji diecezji kolońskiej archidiecezji, będzie odpowiadał wkrótce za wiele więcej kościołów niż dotychczas. To "szalona zmiana" - przyznaje 53-latek w rozmowie z Deutsche Welle.

Świeccy nie mogą kierować parafią

Reklama

Ta zmiana to część reformy strukturalnej katolickiego kościoła w Niemczech. Wobec spadającej liczby księży i zmniejszających się sum płaconych przez wiernych w formie podatku kościelnego, diecezje organizują się na nowo. Archidiecezja kolońska, najliczniejsza w Niemczech i jedna z najbogatszych na świecie, zamierza do roku 2030 zmniejszyć liczbę parafii z 500 do 50.

Brak księży to temat, którym Kościół katolicki w Niemczech zajmuje się od lat. W tym roku debata staje się bardziej intensywna, a problem jest także przedmiotem obrad niemieckich biskupów podczas dorocznego jesiennego spotkania, które do czwartku, 24 września, potrwa w Fuldzie. Brak powołań to jeden z elementów kryzysu w Kościele i związanego z tym poszukiwania przyszłej formuły, rozrachunku z molestowaniem i z debatą z Rzymem.

W lipcu Watykan wyraził swoją opinię na temat reform w niemieckim kościele, wywołując niemałą irytację wielu biskupów. Kongregacja ds. Duchowieństwa podkreśliła wyraźnie: parafie muszą być prowadzone przez księży - zawsze. To jasne odrzucenie koncepcji, by prowadziły je zespoły równouprawnionych duchownych i świeckich. Tymczasem liczba księży maleje, parafie powiększają się. Administracja to jedno, a duszpasterstwo - drugie.

Spór z Watykanem

Przewodniczący Centralnej Rady Niemieckich Katolików Thomas Sternberg powiedział, że watykańska instrukcja była dla niego pigułką "ciężką do przełknięcia", bo niektóre jej części są "oderwane od rzeczywistości i absurdalne". Podobnie uznali niektórzy biskupi. Biskup Bambergu Ludwig Schick, ekspert prawa kościelnego, zarzucił instrukcji "teologiczny deficyt". Jego zdaniem zrobi ona "więcej szkody niż pożytku".

Diecezja w Trewirze najdłużej pracuje nad reformą strukturalną. Jej projekt w roku 2019 został odrzucony przez Watykan. Zakładał utworzenie 35 dużych parafii w miejsce 887 mniejszych. Te nowe miałyby być zarządzane przez zespoły duchownych i świeckich. Po odrzuceniu koncepcji przez Watykan powstał pomysł utworzenia 172 związków - każde pod kierownictwem księdza. Diecezja moguncka chce do 2030 roku utworzyć 50 parafii w miejsce 134.

Coraz dalej do kościoła

Wraz z utworzeniem większych parafii może dojść do redukcji aparatu administracyjnego. Jednak droga wiernych na niedzielną mszę stanie się dłuższa. Zwiększy się odległość do najbliższego kościoła. Będzie to oddziaływać na wspólnotę wiernych, ale także na społeczną mapę Niemiec - poza kościołem.

Dyrektor Niemieckiego Związku Miast i Gmin Gerd Landsberg wskazuje w rozmowie z Deutsche Welle na pracę kościoła w wymiarze społecznym, począwszy od przedszkoli, przez pracę z młodzieżą, aż po ofertę integracyjną w domach opieki dla starych ludzi. Apeluje do kościołów, by wsłuchały się w problemy swoich członków i na poważnie wzięły ich potrzeby. Należy się obawiać, że miasta i gminy nie będą w stanie "o własnych siłach" wziąć na siebie tej pracy, którą wykonują kościoły, diakonie i Caritas. Zdaniem Landsberga, jeśli rzeczywiście dojdzie do redukcji liczby parafii, za kilka lat powstanie "zupełnie inna struktura społeczna".

Frustracja na dole

W oddolnej dyskusji wewnątrz kościoła słychać krytyczne głosy o planach reformy. Tu wszystkie elementy są ze sobą powiązane: frustracja wiernych i wystąpienia z kościoła, rzymska surowość i silna pozycja kleru. - Na końcu tego procesu mamy kościół, który jest dostosowany do kościoła - podkreśla Susanne Ludewig, katoliczka z Kassel i członkini Ruchu "My jesteśmy Kościołem". Jej zdaniem w ostatnich latach wielu katolików zaczęło się mocno angażować w życie lokalnej społeczności wiernych. - Jeśli będzie trzeba jechać 50 km do kościoła, to nie ma przyszłości - mówi.

W czwartek, gdy będzie dobiegać jesienne spotkanie biskupów, Ludewig będzie w każdym razie w Fuldzie. Odbędą się tam demonstracje ruchów "My jesteśmy Kościołem" i "Maria 2.0" na rzecz większej odwagi w reformowaniu Kościoła. Uczestnicy oddolnych ruchów kościelnych przyczyn spadającej liczby powołań upatrują w celibacie i żądają od Kościoła otwarcia w tej kwestii. Boński dziekan Picken chce poszukiwać nowych rozwiązań w nawiązaniu do "struktur, które są nam znane". W Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej już od dawna funkcjonują żywe wspólnoty religijne bez księży. I to bez wielkich środków finansowych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje