Reklama

Reklama

15 stopni w szkole. Zdesperowani rodzice robią zbiórkę na ogrzewanie

- Kiedy staję przed moim uczniem, zdarza się, że nie wiem, co mu powiedzieć, jak wytłumaczyć tę sytuację - mówi Interii Grażyna Kwietniewska, dyrektor Publicznej Szkoły Podstawowej w Gozdowie (woj. lubelskie). Mimo rozpoczęcia sezonu grzewczego w placówce wieje chłodem. Ostatnie krople oleju opałowego szkoła zużyła w marcu, a teraz nie ma już pieniędzy na zakup paliwa. Sprawy w swoje ręce wzięli rodzice uczniów i zorganizowali zrzutkę. Nie wyobrażają sobie sytuacji, w której szkoła miałaby zostać zamknięta.

"Cześć. Witam wszystkich. Jestem Grześ. Mam prawie pięć lat i chodzę do przedszkola w małej, wiejskiej szkole podstawowej. W grupie jest nas mało, bo tylko ja, trzech kolegów i koleżanka. Bardzo się lubimy i chcemy się razem bawić i uczyć, niestety niedługo może być to niemożliwe. Z powodu braku pieniążków w szkole jest zimno. Mamusia mówi, że będę chodzić do przedszkola, a koledzy i koleżanki do szkoły podstawowej, ale ja się boję, że przez zimno szkoła zostanie zamknięta. I to na zawsze, a ja nie chcę innej. (...) proszę pomóżcie nam zebrać pieniążki na ogrzanie szkoły".

Reklama

To fragment opisu zbiórki, którą zorganizowała Anna Paszczuk. Jej syn uczęszcza do oddziału przedszkolnego w Publicznej Szkole Podstawowej im. Kolejarzy Ofiar II Wojny Światowej w Gozdowie, w województwie lubelskim. Placówka nie uruchomiła ogrzewania mimo rozpoczęcia sezonu grzewczego.

- W poniedziałek odbyło się spotkanie rodziców i nauczycieli w tej sprawie. To wtedy pani dyrektor naświetliła nam sytuację finansową placówki - relacjonuje kobieta. Nie spodziewała się, że jest tak dramatyczna.

Mało uczniów, niska subwencja. Pieniędzy zabrakło

Szkoła była początkowo prowadzona przez gminę. W 2011 roku miała zostać zamknięta. Wówczas z inicjatywy mieszkańców wsi powstało stowarzyszenie, które jest teraz organem prowadzącym szkołę. 

- Do tej pory dawaliśmy sobie radę. Teraz wszystko to, co dostajemy co miesiąc, czyli dotacje z gminy z subwencją oświatową przekazujemy na wydatki bieżące, w tym na pensje nauczycieli. Pragnę podkreślić, że ta dotacja jest liczona na ucznia, a uczniów mamy 19 - mówi Interii Grażyna Kwietniewska, dyrektor szkoły.

Już w marcu dyrektor miała problem z dogrzaniem szkoły. - Gmina przekazała nam wówczas dodatkowe 10 tys. złotych na zakup oleju opałowego. Tylko dzięki temu mogliśmy poradzić sobie do wiosny. Właśnie wtedy zużyliśmy ostatnie krople paliwa. I teraz nie mamy już czym ogrzewać pomieszczeń - wyjaśnia Kwietniewska.

Poniżej 18 stopni Celsjusza

Zgodnie z przepisami temperatura w szkołach nie powinna schodzić poniżej 18 stopni Celsjusza. Dyrektor Grażyna Kwietniewska nie ukrywa, że ten próg został już przekroczony. W budynku jest teraz 15 stopni.

Punkt przedszkolny dogrzewany jest prądem, więc dzieci mają dobre warunki. Ale w pozostałych pomieszczeniach, gdzie odbywają się lekcje, jest po prostu zimno.

- Poinformowałam rodziców, że ich dzieci nie mają już odpowiednich warunków do nauki. Powiedziałam też, że mogą zabrać dzieci do innych szkół. Oni stanowczo zaprotestowali, nauki zdalnej też nie chcieli. Powiedzieli, że póki temperatura nie jest niższa, to ubiorą dzieci i jakoś to przetrwamy. Zaproponowali też swoją pomoc. Postanowili, że zorganizują zbiórkę pieniędzy - relacjonuje dyrektor placówki.

"Mama, będzie dalej szkoła?"

Anna Paszczuk, autorka zbiórki, nie wyobraża sobie, aby szkoła została zamknięta. To tu uczyła się jej mama i wuj. Później sama uczęszczała do placówki, tam poznała też swojego męża. Grześ, jej syn, całą sytuację bardzo przeżywa.

- Gdy tylko wróciliśmy z mężem ze spotkania na temat ogrzewania i przyszłości placówki, synek podbiegł do nas i ze łzami w oczach zapytał: mama, będzie dalej szkoła? Nie zamykacie jej? Codziennie rano i wieczorem muszę go zapewniać, że będziemy o szkołę walczyć - dodaje Anna Paszczuk. W dwa dni udało się już zebrać 10 tys. złotych.

Dyrektor wylicza, że na początek potrzebuje minimum 30 tys. złotych. Sama też próbuje pieniądze zorganizować. - Zwracaliśmy się o pomoc do wójta gminy Werbkowice, do radnych, do różnych instytucji, do przedsiębiorców, do posłów i europosłów. Na razie bez reakcji. Staramy się o wsparcie dla podmiotów wrażliwych. To dodatek, który pokrywa 40 proc. wzrostu kosztów ogrzewania za zakupiony już opał. Wniosek wysłaliśmy, tylko że jeśli otrzymamy tę dopłatę, to prawdopodobnie dopiero na początku grudnia. To za późno. My potrzebujemy pieniędzy już teraz - wyjaśnia.

Gmina: Szkoła jest nierentowna

Elżbieta Waleczek, zastępca wójta gminy Werbkowice mówi Interii, że na terenie gminy działa sześć szkół stowarzyszeniowych, z czego ta w Gozdowie jest szkołą najmniejszą, bo liczy 19 uczniów w IX oddziałach. 

- W związku z tym ich dotacja wynosi miesięcznie około 26 tys. zł. Natomiast powierzchnia budynku, który zajmują, to około 970 metrów kwadratowych, mają dwie kondygnacje. Dla porównania inna szkoła, w której jest ponad 80 uczniów, otrzymuje dotację około 115 tys. zł i ma budynek o 100 metrów kwadratowych mniejszy. To jest ogromna różnica jeśli chodzi o koszty - wyjaśnia. I dodaje, że według wyliczeń szkoły placówka potrzebuje na ogrzewanie około 94 tys. zł rocznie. - To jest jedna trzecia dotacji, którą od nas otrzymuje. Za co opłaci wynagrodzenia, artykuły chemiczne, energię elektryczną, wodę, śmieci? Ta szkoła jest po prostu nierentowna, to się nie kalkuluje - ocenia Waleczek.

Potwierdza, że gmina pomogła jednorazowo szkole w zakupie oleju opałowego. - Już nie możemy sobie na to pozwolić. Zgodnie z przepisami mamy obowiązek przekazać dotację i to robimy. Nie po to oddaliśmy szkołę do prowadzenia stowarzyszeniu, aby nadal ją utrzymywać. My sami mamy dwie szkoły gminne, które również mają problemy i na tym musimy się skupić. Dla nas też wzrosły ceny opału i energii - podkreśla.

- Szkoły gminne mają miejsca i są w stanie przyjąć dzieci z Gozdowa do siebie. Dzieci będą miały też zapewniony transport. Ja rozumiem, że jest to trudna sytuacja dla rodziców, ale dla dzieci to byłoby najlepsze rozwiązanie - podsumowuje Elżbieta Waleczek.

Dyrektor: Czuję się bezsilna

- Uczniowie są bardzo przywiązani do naszej szkoły - mówi dyrektor Grażyna Kwietniewska. Potwierdza to Anna Paszczuk. - Ta szkoła naprawdę wszystkich integruje. Może to banał, ale w tej szkole panuje prawdziwa rodzinna atmosfera, a ja jako rodzic, wysyłając do niej dziecko, wiem, że jest pod wspaniałą opieką. Obecnie nie wyobrażam sobie, jak bardzo będzie cierpieć moje dziecko, jeśli okaże się, że "jego przedszkolaków i szkoły" już nie ma - komentuje mama pięcioletniego Grzesia.

Dyrektor placówki podkreśla, że jeśli nie uda się zebrać odpowiednich funduszy i włączyć ogrzewania, w listopadzie będzie zmuszona szkołę zamknąć.

- Kiedy staję czasem przed moim uczniem, zdarza się, że nie wiem, co mam mu powiedzieć, jak wytłumaczyć zaistniałą sytuację. Jestem nauczycielem już 30 lat i różne były sytuacje, ale środki na utrzymanie szkoły zawsze mieliśmy. Teraz czuję się bezsilna, jak osoba, która nie może podstawowej rzeczy zapewnić swoim uczniom - mówi łamiącym się głosem. - To jest bardzo przykre uczucie. Jednak wierzę, że dzięki wsparciu rodziców i ludzi dobrej woli, uda się nam utrzymać naszą małą szkołę - podsumowuje.

Jeśli chcesz wspomóc szkołę, link do zbiórki znajdziesz tutaj. 

Magdalena Raducha

magdalena.raducha@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama