Reklama

Reklama

Indyjski wariant koronawirusa w Polsce. Ustalenia Polsat News

Lekarze potwierdzili indyjski wariant koronawirusa u polskiego dyplomaty ewakuowanego tydzień temu z Indii - ustalił Polsat News. Ciężko chory mężczyzna został przewieziony do szpitala w ubiegłą niedzielę. Trafił tam razem z ciężarną żoną i czworgiem dzieci.

Reklama

W ubiegłą niedzielę do Polski przyleciał specjalny samolot, którym z Indii ewakuowany został ciężko chory na COVID-19 pierwszy sekretarz ambasady RP w New Delhi. - Jest przytomny, w pełnym kontakcie. Przewieziono go do szpitala zakaźnego w Warszawie - powiedział wówczas wiceszef szpitala MSWiA, który przyjął żonę dyplomaty.

Reklama

Polsat News dowiedział się w niedzielę, że u dyplomaty potwierdzono zakażenie indyjskim wariantem koronawirusa. 

Ustalenia Polsat News potwierdzili szef KPRM Michał Dworczyk i prof. Krzysztof Pyrć, wirusolog.

- U dyplomaty potwierdzono indyjski wariant koronawirusa - poinformował w rozmowie z Polską Agencją Prasową prof. Krzysztof Pyrć, wirusolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

O zakażeniu dyplomaty tym wariantem SARS-CoV-2 - w rozmowie z money.pl - powiedział też szef KPRM Michał Dworczyk. To pierwszy przypadek tej mutacji stwierdzony na terenie Polski.

Więcej na ten temat na polsatnews.pl.

Zmarła zakonnica

Służby wojewody śląskiego potwierdziły oficjalnie w sobotę, że w szpitalu zmarła jedna z zakażonych koronawirusem sióstr zakonnych ze zgromadzenia Misjonarek Miłości Matki Teresy z Kalkuty, która posługiwała w Katowicach. Trwa badanie, czy zgromadzeniu panuje indyjska mutacja wirusa.

Badania potwierdziły łącznie 17 przypadków zakażenia koronawirusem w katowickim zgromadzeniu i 10 bezdomnych osób, którymi opiekowały się zakonnice. Nadal nie wiadomo, czy są to zakażenia indyjskim wariantem koronawirusa. Badania w tym kierunku prowadzi Państwowy Zakład Higieny.

- Zakonnice i ich podopieczni przebywający w domu w Katowicach są pod ścisłym nadzorem służb sanitarnych, została tam skierowana policja, która pilnuje, by nikt niepowołany nie wszedł do środka ani nie wyszedł. Kiedy otrzymamy wyniki badanych próbek, zostaną podjęte dalsze decyzje - wyjaśniła Kucharzewska.

Indyjski wariant

Dr hab. Piotr Rzymski wskazuje, że charakterystykę mutacji tzw. wariantu indyjskiego, czyli B.1.617, hinduscy badacze zgłosili do jednej z baz już 5 października 2020 r., po wykryciu go w pojedynczej próbce wymazu poddanej sekwencjonowaniu genomu. Od tego czasu sieć śledzenia zmienności wirusa znacząco się rozwinęła w różnych krajach.

- Nieprawdą jest więc to, że wariant indyjski wszedł do gry niedawno, bo wyewoluował przynajmniej pół roku temu. I niejasne jest nawet to, czy de facto stało się to w Indiach - zaznaczył ekspert w dziedzinie biologii medycznej i badań naukowych Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

Rzymski tłumaczył, że wariant indyjski skumulował 13 mutacji sensownych, czyli takich, które prowadzą do zmiany pojedynczych aminokwasów w strukturze wirusowych białek.

- Pięć z tych mutacji prowadzi do zmian w białku kolca koronawirusa, które jest najważniejsze z punktu widzenia odporności swoistej ozdrowieńców i osób zaszczepionych. Dwie z nich dotyczą domeny wiążącej receptor, niewielkiego fragmentu białka kolca, ale niezwykle istotnego dla mechanizmu zakażania komórek. To właśnie z ich powodu wariant indyjski okrzyknięto w mediach mianem +podwójnego mutanta+. Brzmi przerażająco, prawda? I sensacyjnie. I o to tu głównie chodzi - wskazał.

- Wariant południowoafrykański, czyli B.1.351 charakteryzują trzy mutacje związane ze wspomnianą domeną, ale wtedy nikt nie wpadł na pomysł, by dla podbicia oglądalności, nazywać go mianem "potrójnego mutanta". Takie nazwy nie mają biologicznego sensu, ale są chwytliwe - zaznaczył ekspert.

Obecność indyjskiego wariantu koronawirusa wykryto już w kilkunastu krajach Europy. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL