Reklama

Reklama

Ja prezydentem jeszcze zostanę!

Na początku się wstydziłem się, że mnie tak znają. Ale się trochę się przyzwyczaiłem się. Tylko zajęty jestem - mówi słynny kandydat na prezydenta Białegostoku, gwiazda internetu, Krzysztof Kononowicz.

Czy spodziewał się pan takiego sukcesu? Jeszcze kilka dni temu nikt pana nie znał, a teraz znają pana miliony ludzi... I wielu białostoczan głosowało na pana, chcieli, żeby był pan prezydentem Białegostoku.

Reklama

Ja bym jeszcze lepiej w tych wyborach wypadł, miałbym trzysta i czterysta nawet procent głosów, tylko mnie nie chcieli w telewizji puszczać. Poszedłem do telewizora, ale mówią: nie. Dopiero telewizja Jard się zgodziła się i zaprosiła. I mogłem powiedzieć swój program. Ten program chyba się spodobał. No się spodobał się. Bo ja bandyctwa nie lubię. I ludzie chcieli, żebym był prezydentem, bo ja bym porządek zrobił. Policję na ulice wyprowadził. I tak, jak mówiłem, granicę bym zrobił. Żeby nie było przemytu i takich innych rzeczy. Ja znam się na tym się, bo zlewki dla świń od straży granicznej brałem i tam wszystkich znam. Biurokractwo w urzędzie miejskim bym zmniejszył. Sam bym sobie obowiązków dołożył, zastępców mnie nie trzeba by było. I pijaństwa by nie było, ani w urzędzie, ani na ulicach. A tak mafia działa i na moją mamusię mafia raz na ulicy napadła.

Prasa pisała, że chciał pan też zostać komendantem policji.

No ja w ogóle chciałem. Najpierw to chciałem kiedyś na prezydenta, ale nie wyszło. Poszedłem z mamusią do komendy, tej wojewódzkiej. Poprzyj mnie pan, to nie pożałujesz - powiedziałem do komendata. On nawet miły był, ale nie mógł. No to teraz jak mnie zaproponowali, jak przyszli, to dlaczego nie... Ja jeszcze będę kandydował.

Może teraz będzie łatwiej, bo jest pan osobą znaną.

Ooo, teraz tak. Ja mam rzecznika i z nim się trzeba się umawiać. Kolejka stoi. Najpierw pokazywać nie chcieli, a teraz to tylko kamera za kamerą. A telefon to cały czas... taki, no, gorący jak piec. Wszyscy chcą rozmawiać. I się kłaniają się. I zaprosili. I ja jadę do Krakowa, do Szczecina jadę. I w ogóle jadę. Może nawet ja do tej Ameryki dojadę.

Pana sweter stał się sławny.

Mamusia mi sweterki kupuje. Do pracy i do kościoła i gdzie indziej. Mam też inne ubrania. Bo mamusię ja mam kochaną. Tatusia już nie mam, tatuś jest już w niebie. Bez tatusia jest ciężko, ale co zrobić. Dlatego też poszedłem na prezydenta. Teraz może będzie lepiej.

Nie przeszkadza panu to, że ludzie się z pana śmieją.

Oj tam zaraz się śmieją się. Ludzie chcą, żeby porządek był. Na początku się wstydziłem się, że mnie tak znają. Ale się trochę się przyzwyczaiłem się. Tylko zajęty jestem. Ale to dobrze, bo wcześniej to się trochę się nudziłem się. Może i niektórzy zazdroszczą. Ale nie każdy się nadaje się na prezydenta. A ja i pomysł mam, i poparcie mam.

Rozmawiała MW

Krzysztof Kononowicz - kandydat XXI wieku Zobacz wideo

Zobacz nasz raport specjalny "Bitwa o samorządy"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje