Reklama

Reklama

Śpiewak kontra Majchrowski. Sąd podjął decyzję

Sąd Rejonowy w Krakowie umorzył postępowanie przeciwko Janowi Śpiewakowi, którego prezydent Krakowa oskarża o znieważenie i pomówienie. Aktywista opublikował w kanale YouTube nagranie, w którym mówił o "największych aferach" z udziałem Jacka Majchrowskiego.

"Sąd powiedział stop prywatnej wendecie Majchrowskiego za pomocą prywatnych aktów oskarżenia. Mam nadzieje, ze to będzie przykład dla innych sądów" - napisał Jan Śpiewak po ogłoszeniu wyroku.

- Sąd merytorycznie nie odnosi się do tego, czy zarzuty są słuszne, a linia obrony właściwa ani do tego, jaki merytorycznie powinien zapaść wyrok - uzasadnił sędzia Łukasz Sajdak. Jak wskazał, sąd "wyczerpał swoje możliwości i nie może już dalej prowadzić postępowania dowodowego, bo uznał, że sprawa należy do kategorii publiczno-skargowych i powinna być prowadzona przez organ prokuratorski". - Z tego powodu postępowanie zostało umorzone - podkreślił sędzia.

Reklama

Jan Śpiewak: Pozew Jacka Majchrowskiego to kompromitacja

Jacek Majchrowski jest profesorem prawa i nie najlepiej przygotował ten pozew. To kompromitacja - przekazał Śpiewak. Jak relacjonował, prezydent Krakowa "został wpuszczony bocznym wejściem do sądu, z którego korzystają pracownicy". Jego zdaniem, powodem tego było "uniknięcie mieszkańców". 

W uzasadnieniu do wyroku sędzia zaznaczył, że zarzut stawiany przez Śpiewaka w filmie, który stał się przedmiotem sporu aktywisty z prezydentem miasta, nie dotyczył Majchrowskiego jako osoby fizycznej, ale właśnie jako funkcjonariusza publicznego. - A w takiej sytuacji należy przyjąć, że pan Jacek Majchrowski powinien korzystać z ochrony przysługującej funkcjonariuszom publicznym - dodał sędzia.

Proces Śpiewaka przed krakowskim sądem rejonowym rozpoczął się pod koniec listopada ub.r. Prywatnym aktem oskarżenia działacz został pozwany z art. 212 kodeksu karnego, mówiącego o tym, że kto pomawia osobę, grupę osób lub instytucję o postępowanie mogące narazić utratę zaufania, ten podlega karze grzywny lub ograniczenia wolności. Jeżeli zniesławienie następuje za pośrednictwem środków masowego przekazu, to sprawcy grozi do roku pozbawienia wolności.

Proces Śpiewak-Majchrowski

Aktywista od początku tłumaczył, że film ten jedynie przedstawiał informacje zebrane na podstawie ciężkiej pracy krakowskich dziennikarzy.

Autor filmu - jak przyznał w rozmowie z dziennikarzami - cieszy się z decyzji, jaką podjął we wtorek sąd.

- Jeśli pan prezydent uważa, że uraziłem cześć pana prezydenta, to niech złoży zawiadomienie do prokuratury - przyznał Jan Śpiewak.

Obrońca aktywisty adw. Krzysztof Nowiński ocenił, że jest to "bardzo dobre orzeczenie, bo ono broni aktywistów przed prywatną wendetą urzędników; utrudnia politykom i urzędnikom drogę do kierowania prywatnych aktów oskarżenia, które bardzo często są formą nękania aktywistów". Ponadto obrońca ocenił , że w opublikowanym filmie nie padło ani jedno słowo, które mogłoby zostać uznane za obelżywe, a sam działacz jedynie "wskazał, że polityczną odpowiedzialność za to, iż w Krakowie wybuchają afery, ponosi prezydent tego miasta".

Wideo "Największe krakowskie afery"

Z kolei Majchrowski przyznał, że miał nadzieję, iż "sprawa dzisiaj się skończy i będzie już po wszystkim". - Sąd powiedział (...), że moja osoba jako prezydenta powinna podlegać większej ochronie i w związku z powyższym będzie sprawa karna z udziałem prokuratora - podsumował.

Wideo "Największe krakowskie afery" ukazało się w internecie na początku ub.r., po pożarze miejskiego archiwum w Krakowie. W 19-minutowym filmie Śpiewak opisuje m. in pożar miejskiego archiwum w Krakowie. Wypowiedzi aktywisty przeplatają sceny z "Psów".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy