Reklama

Reklama

Skażenie Odry. Spięcie na konferencji prasowej. Zarzuty do ministrów

Najnowsze informacje na temat skażenia Odry przekazano na konferencji w województwie lubuskim. - Nie po to wydajemy miliony złotych na zarybianie polskich rzek, aby ktoś, czy samorząd, przedsiębiorstwo, bezkarnie mogło zatruwać polskie wody - podkreślił na wstępie wiceminister infrastruktury Grzegorz Witkowski. Jak dodał, w przeszłości dochodziło do podobnych incydentów z winy samorządów. Uwaga ze strony wiceministra spotkała się z oburzeniem obecnych na konferencji. Jak przekazała z kolei Magdalena Gosk z GIOŚ, inspektorzy analizują sytuację oraz prowadzą monitoring Odry m.in. za pomocą dronów. Dodała, że inspektorzy wskazują, że zanieczyszczenia mogą być pochodzenia przemysłowego.

Konferencja wojewody lubuskiego, Generalnego Inspektora Ochrony Środowiska oraz prezesa Wód Polskich rozpoczęła się w czwartek chwilę po godzinie 16. 

Skażenie Odry. "Rozzuchwaliliśmy samorządy"

Tematem spotkania z mediami była sytuacja na Odrze, a konkretnie skażenia rzeki nieznaną substancją. - Chciałbym podziękować mieszkańcom tych województw, których dotyczy ta sprawa, którzy się angażują i którzy są ofiarami jakiegoś bandyty, który postanowił skazić jedną z najważniejszych rzek w Polsce. - powiedział Grzegorz Witkowski, wiceminister infrastruktury.

- Nie po to wydajemy miliony złotych na zarybianie polskich rzek, aby ktoś, czy samorząd, przedsiębiorstwo, bezkarnie mogło zatruwać polskie rzeki - dodał. Podkreślił przy tym, że na ten cel przeznaczanych jest rocznie około 10 milionów złotych. 

Reklama

Wiceminister zaznaczył, że "odpowiedzialność ponoszą przede wszystkim ci, którzy dopuścili się skażenia Odry". Dodał jednak po chwili, że dzięki pomocy samorządów, rybaków oraz odpowiednich instytucji, udało się pobrać próbki wody i w ciągu tygodnia znana będzie substancja, którą skażona została Odra.

Polityk podkreślił przy tym, że nie chce wskazywać, "kto jest winny" skażeniu. Witkowski prosił też, by zwrócić uwagę na fakt, że "cztery lata temu mieliśmy do czynienia z katastrofą ekologiczną w Czajce". - Dwa lata temu mieliśmy do czynienia z recydywą w tej samej sytuacji. Dwa lata temu mieliśmy też do czynienia w Gdańsku z firmą, sprzedaną przez panią Dulkiewicz francuskiemu inwestorowi. Nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Wiecie czemu? Bo oboje samorządowców prosiło mnie, żeby nie ponosili wysokich kar. Niestety spełniliśmy tę prośbę - zaznaczył. 

- Rozzuchwaliliśmy tym samorządy - dodal wiceminister, na co w tle rozległy się głosy oburzenia.

- Od kanału gliwickiego, przez Opole, Kędzierzyn-Koźle mamy sytuację, w której duże przedsiębiorstwa mogą bezkarnie, nie wiem na jakiej podstawie, wrzucają nielegalne ścieki do Odry. I to nie jest kwestia dwóch tygodni, szanowna pani, ale kwestia dwóch lat - stwierdził wiceminister, co spotkało się z kolejnymi głosami niezadowolenia. 

Skażenie Odry. Ozdoba: Mamy do czynienia z przestępstwem

Do sprawy odniósł się także wiceminister klimatu Jacek Ozdoba. Polityk stwierdził, że "mamy do czynienia najpewniej z popełnieniem przestępstwa". - To w tej chwili jest weryfikowane i żeby ustalić przyczynę pobrano próbki. Początkowo wykazały one, że podwyższone są pewne parametry chemiczne. Codziennie analizowano stan biologiczny wody. Próbki w postaci ryb, które padły, zostały pobrane dziś i zostały wysłane do laboratorium. Wyniki pozwolą nam zerojedynkowo stwierdzić, co było przyczyną śmierci zwierząt - mówił. 

Jak zaznaczył, w usunięciu śniętych ryb będą pomagali żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej. 

Wystąpienie wiceministra zostało przerwane przez osoby obecne na konferencji. Ozdoba podkreślał wielokrotnie, że "w błędzie są ci, którzy twierdzą, że nie zostały podjęte odpowiednie działania przez służby". - Jeżeli ma pani inne informacje, może pani zwrócić się z zawiadomieniem do prokuratury - dodał, zwracają się do jednej z kobiet. 

Skażenie Odry. Nietypowe wysokie natlenienie

Głos na konferencji zabrała również zastępca Głównego Inspektora Ochrony Środowiska Magdalena Gosk. - Inspektorzy po otrzymaniu pierwszych sygnałów przystąpili do poboru prób. One są pobierane w sposób ciągły. Badamy stan Odry na terenie pięciu województw. Do tego prowadzimy analizę, jak również podjęliśmy działania monitorujące. Robimy obloty dronem po to, by stwierdzić źródło zanieczyszczeń a także by sprawdzić, w jakim kierunku i z jaką prędkością przemieszczają się te śnięte ryby - zaznaczyła. 

Dodała, że inspektorzy wskazują, że zanieczyszczenia mogą być pochodzenia przemysłowego. - Obserwujemy w Odrze nietypowe - jak na porę roku - wysokie natlenienie, co wskazuje na substancję utleniającą - podkreśliła Gosk. 

10 ton martwych ryb

Na konferencji pojawił się również prezes spółki Wody Polskie. - Nasi pracownicy, ale przede wszystkim Polski Związek Wędkarski i ochotnicy wybrali z rzeki 10 ton martwych ryb. To pokazuje, że mamy do czynienia z gigantyczną i bulwersująca katastrofą ekologiczną - powiedział Przemysław Daca.

- Z pierwszych wyliczeń dotyczących szkód środowiskowych, przede wszystkim na rybach, to możemy mówić o kosztach rzędu kilkunastu milionów złotych - zaznaczył prezes Wód Polskich. 

Przypomnial również, że państwo w ciągu dwóch lat zarybiło węgorzem Odrę za dwa miliony złotych, a Polski Związek Wędkarski w ciągu roku za ponad milion. - Prawdopodobnie ten narybek nie przeżył - dodał.

- A tutaj ktoś, kto myśli, że jest bezkarny, kto truje naszą polską rzekę, doprowadza do katastrofy. Jestem tym zbulwersowany i oczekuję, że zostanie znaleziony truciciel i zostanie przykładnie ukarany. Bo do momentu, kiedy nie będziemy karać przykładnie takich trucicieli, takie rzeczy będą się powtarzać - ocenił Daca.

Skażenie Odry. Tony śniętych ryb

Masowy pomór ryb, a także innych organizmów, jest obserwowany przez specjalistów od końca lipca. Wtedy też pobrano pierwsze próbki wody z Odry. 

Śnięte ryby zaobserwowano m.in. w okolicach Oławy i Wrocławia. Wędkarze wyłowili ich co najmniej kilka ton

Według inspektorów, zanieczyszczenie wody oraz śnięte ryby w Odrze występowały od jazu Lipki, co wskazuje, że źródła zanieczyszczenia należy identyfikować na wcześniejszych odcinkach Odry (przed granicą województwa dolnośląskiego - red.). Zwiększona liczba śniętych ryb wystąpiła na kanale Odry w Oławie. "Obecność martwych ryb zgłoszono również na dalszych odcinkach Odry - np. Gajkowie, Kamieńcu Wrocławskim" - podał WIOŚ.

W czwartek fala zanieczyszczonej Odry ze śniętymi rybami dotarła na teren woj. zachodniopomorskiego. W związku z ogromną liczbą padłych zwierząt, do pracy włączą się żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej oraz Wojska Operacyjne. 

"Będą także w gotowości do realizacji innych zadań" - podkreślił minister Mariusz Błaszczak w komunikacie na Twittrze. 

Śnięte ryby w Odrze. Skażenie nieznaną substancją

W czwartek WIOŚ we Wrocławiu podał, że w żadnej z próbek pobranych z Odry w województwie dolnośląskim po 1 sierpnia nie stwierdzono obecności mezytylenu i że "we wszystkich badanych próbkach, zaczynając od dnia 28 lipca, mikroskopowa analiza biologiczna wykazała występowanie typowych organizmów dla rzeki Odry".

Wcześniej WIOŚ informował, że "chromatograficzna analiza jakościowa prób pobranych 28.07.2022 r. wykazała z ponad 80-proc. prawdopodobieństwem występowanie we wszystkich trzech badanych próbkach wody obecność pochodnych węglowodorów cyklicznych oraz aromatycznych".

Sprawą masowego śnięcia ryb w Odrze z zawiadomienia WIOŚ we Wrocławiu zajmie się Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu.

Sprawą zainteresował się także premier Mateusz Morawiecki, który zadeklarował, że "zostanie zrobione wszystko, by sprawa została wyjaśniona, a winni zostali surowo ukarani". 

"Polskie rzeki to nasz narodowy skarb i przyszłość. Truciciele nie pozostaną bezkarni" - zapewnił szef rządu. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy