Reklama

Reklama

Rzymkowski: Nauczyciele widzieli, co brali. Broniarz: Skandaliczna wypowiedź

Tomasz Rzymkowski komentując niskie pensje nauczycieli w Radiu Zet powiedział, że "widzieli, co brali". Sęk w tym, że polityk jest wiceministrem edukacji. - To skandaliczna wypowiedź - oburza się w rozmowie z Interią Sławomir Broniarz, prezes ZNP.

Tomasz Rzymkowski w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet poruszył wiele tematów, ale najciekawszy wątek to kwestie związane z kadrą nauczycielską. Dziennikarka zauważyła, że nauczyciele odchodzą z zawodu - w tym momencie jest aż 13 tys. wakatów. Pracownicy szkół - co nowością nie jest - narzekają głównie na niskie wynagrodzenia.

Dziennikarka zapytała wiceministra edukacji Tomasza Rzymkowskiego, któremu z założenia powinno zależeć na poprawie warunków pracy grupy zawodowej, za którą odpowiada, jak poradzić sobie w sytuacji "exodusu" nauczycieli z zawodu.

Reklama

- Jakoś sobie nauczyciele i dyrektorzy radzą w tej sytuacji - przyznał Tomasz Rzymkowski.

Później było równie ciekawie.

Tomasz Rzymkowski: Nauczyciele widzieli, co brali

"Nawet słuchaczka pisze - podwyżki dla posłów 40 procent, dla nauczycieli 4 procent. Wszystko ok, jak pisze, bo dzieci nauczycieli mają najwyraźniej inne żołądki niż synowie pana ministra" - przytoczyła cytat dziennikarka.

- Powtarzam, nie otrzymuję uposażenia poselskiego, ale ministerialne. Nie wiem, ile to brutto. Na konto wiem, ile netto mi spływa. 11 tys. zł netto.

(...) Panu wpływa 11 tys. netto, a nauczycielom... wie pan.

- Przy pracy siedem dni w tygodniu.

Ale widziały gały co brały.

- Tak, nauczyciele też widzieli, co brali.

Nauczyciele też mają pracować siedem dni w tygodniu?

- Nie, absolutnie.

Pracował pan w szkole?

- Moi rodzice oboje pracowali w szkole przez 30 lat. I wiedzieli, na co się decydują. Że mają pracy 178 dni w roku".

Tak wygląda fragment rozmowy dziennikarki z wiceministrem edukacji. Tymczasem w ubiegłym roku Tomasz Rzymkowski wykładał swoje ministerialne credo na łamach "Naszego Dziennika": "Chcemy jak najszybciej doprowadzić do sytuacji, w której prestiż polskiej nauki będzie wzrastał. Nie chodzi tylko o względy formalne, ale przede wszystkim o ludzi - o osoby, które bardzo ciężko pracują na rozwój polskiej nauki. Chciałbym, żeby takie zawody jak nauczyciel czy naukowiec, były prestiżowe, żeby były darzone szacunkiem, na jaki zasługują. To nie wymaga jakichś nadludzkich wyczynów, szczególnych mocy, to naprawdę da się zrobić" - mówił Tomasz Rzymkowski.

Broniarz: Tomasz Rzymkowski jest odpowiedziany za 600 tys. nauczycieli

O słowa ministra, które tym razem padły w radiowej audycji zapytaliśmy szefa ZNP Sławomira Broniarza.

- Niech pan minister zarabia i 20 tys. zł, ale niech ma na uwadze fakt, że jest także odpowiedzialny za 600 tys. nauczycieli. Powinien dołożyć wszelkich starań, by proporcje między nauczycielską pensją a pensją pana ministra były jak najmniejsze - uważa Broniarz.

- Tysiące nauczycieli ma kwalifikacje podobne, a nawet wyższe niż pan minister. Wobec tego to skandaliczna wypowiedź. Obowiązkiem wiceministra jest takie działanie, by środowisko nauczycielskie nie było najgorzej wynagradzaną grupą w tzw. sferze budżetowej - dodaje prezes ZNP. 

Wstydliwe pensje nauczycieli. Sytuacja bez precedensu

Tymczasem w ubiegłym tygodniu Interia obszernie opisywała "sytuację bez precedensu", do jakiej doszło w szkołach. Informowaliśmy, że wśród nauczycieli różnych szczebli narasta frustracja. Pedagodzy poszukują więc alternatywy - zmiany branży na bardziej opłacalną. Choć zawód nauczyciela kojarzony był przez lata z prestiżem, zarobki na tym stanowisku już tak prestiżowe nie są.

W tekście pojawia się wstydliwa informacja dla resortu Przemysława Czarnka i Tomasza Rzymkowskiego. Wzrastająca cyklicznie płaca minimalna doszła do punktu, w którym niewykwalifikowany pracownik tuż po szkole może zarobić tyle, ile nauczyciel z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym. Co więcej, w 2022 roku konieczne było wypłacanie wyrównania dla części nauczycieli, którzy nie osiągali minimum krajowego

Przez lata prestiż zawodu nauczyciela był niszczony - niezależnie od tego, co mówią nam kolejni ministrowie edukacji i kolejne rządy. W 2005 roku płaca minimalna kształtowała się na poziomie 849 zł. Wówczas nauczyciel kontraktowy z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym zarabiał minimum 1355 zł, czyli co najmniej o 506 zł więcej niż osoba na minimalnej krajowej.

Dziś nauczyciel w podobnej sytuacji znajduje się pod tym progiem i musi czekać na wyrównanie. Dlatego też nauczyciele odchodzą. Odchodzą w skali, jakiej dotąd nie było, a sytuacji nie zmieni zaprezentowane w czwartek podejście ministra Rzymkowskiego.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy