Reklama

Reklama

Nie opłaca się być nauczycielem. W szkołach doszło do sytuacji bez precedensu

Szukają nowej pracy, dają ujście frustracji na forach internetowych i protestują. Nauczyciele mają coraz więcej powodów, by rzucić papierami i nigdy więcej nie przekraczać progu szkoły. Każdego roku słyszą o podwyżkach płacy minimalnej, a na swoim koncie nie widzą żadnej realnej zmiany. A wiele wskazuje na to, że będzie jeszcze gorzej.

"Byłem nauczycielem i nie wrócę do systemu" - facebookową grupę o takiej nazwie utworzono w 2019 roku, by dwa lata później zyskała ona jeszcze większą popularność jako "Nauczyciel zmienia zawód". Celem, który zrzesza już ponad 24 tys. osób, jest wymiana doświadczeń i wspieranie się w poszukiwaniu nowej pracy.

Wśród nauczycieli różnych szczebli narasta frustracja. Pedagodzy poszukują więc alternatywy - zmiany branży na bardziej opłacalną. Choć zawód nauczyciela kojarzony był przez lata z prestiżem, zarobki na tym stanowisku już tak prestiżowe nie są.

Reklama

Wzrastająca cyklicznie płaca minimalna doszła do punktu, w którym niewykwalifikowany pracownik tuż po szkole może zarobić tyle, ile nauczyciel z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym. Co więcej, w 2022 roku konieczne było wypłacanie wyrównania dla części nauczycieli, którzy nie osiągali minimum krajowego. 

W takiej sytuacji organ wypłacający świadczenie ma obowiązek wyrównać płacę nauczyciela, by "dobijała" ona do krajowego minimum. Jak tłumaczy w rozmowie z Interią rzeczniczka ZNP Magdalena Kaszulanis, w tym roku pierwszy raz doszło do sytuacji, kiedy nauczyciel stażysta musiał dostawać taką rekompensatę. Rzeczniczka ZNP dodaje, że chodzi o ok. 15 tys. nauczycieli, którzy między styczniem a majem osiągali dochód poniżej 3010 zł, które jest minimalnym wynagrodzeniem w 2022 roku. Niedawna podwyżka dla nauczycieli w wysokości 4,4 proc. zrównuje pensję nauczyciela z krajowym minimum, jednak już w przyszłym roku sytuacja z wypłatą rekompensat może się powtórzyć.

Oczywiście, tu pojawia się argument o wolnym rynku, który pobudza zapotrzebowanie na określonych pracowników. Wówczas, jeśli na rynku potrzebna jest konkretna siła robocza, to pracodawca jej szuka i pojawiają się finansowe zachęty do jej podjęcia - tyle teoria. Pytanie tylko, czy jako społeczeństwo możemy sobie pozwolić, by rzucić nauczycieli w wir wolnego rynku?

Ogromna dysproporcja

By uwidocznić skalę zjawiska, przeanalizowałam wartość płacy minimalnej i wysokość minimalnych pensji nauczycielskich w latach 2005-2022. Podane w zestawieniu wartości są kwotami brutto. W wyliczeniach pojawia się również przyszły rok, ponieważ z zapowiedzi rządu wiemy, że w 2023 roku czekają nas kolejne zmiany.

W ubiegły wtorek Rada Ministrów opowiedziała się za podniesieniem minimalnego wynagrodzenia - początkowo do kwoty 3383 zł, a od lipca 2023 roku do 3450 zł. Z kolei w przypadku wynagrodzeń nauczycieli w 2023 roku posłużyłam się powieleniem pensji z 2022 roku, gdyż nie ma jeszcze informacji, czy w tej materii możemy spodziewać się radykalnych zmian. Minister edukacji Przemysław Czarnek zapowiadał przed kilkoma dniami ruch w sprawie podwyżek w 2023 roku, jednak szczegóły nie są znane. 

Z poniższych wyliczeń wyłania się obraz ogromnej dysproporcji, która w ostatnich latach przybrała na sile. W 2005 roku płaca minimalna kształtowała się na poziomie 849 zł. Wówczas nauczyciel kontraktowy z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym zarabiał minimum 1355 zł, czyli co najmniej o 506 zł więcej niż osoba na minimalnej krajowej.

Nauczyciel mianowany z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym dostawał z kolei 1716 zł, co stanowiło prawie dwukrotność pensji minimalnej. Nauczyciel dyplomowany z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym mógł natomiast liczyć na minimum 2059 zł, czyli sporo ponad dwa razy więcej niż ówczesna płaca minimalna.

W kolejnych latach dochodziło do coraz większego zacierania się proporcji między tym, ile mógł zarobić niewykwalifikowany pracownik, a ile osoba z wykształceniem pedagogicznym.

"Martwy" okres

W zestawieniu uwidacznia się również "martwy okres", który przypada na lata 2012-2016. Jest to szczególnie ważne, ponieważ przez ten czas doszło do zmiany dynamiki w płacach nauczycieli. W latach 2012-2016 nauczyciele wszystkich szczebli mieli "zamrożone" pensje. W tym okresie ich wynagrodzenia ani razu nie wzrosły, gdy tymczasem pensja minimalna podnosiła się powoli, lecz systematycznie.

Choć był to czas, kiedy pensje nauczycielskie wciąż utrzymywały się na poziomie wyższym niż pensja minimalna, ich zamrożenie powodowało, że różnica między pensją minimalną a wynagrodzeniem nauczycieli coraz bardziej malała. Innymi słowy: wynagrodzenie nauczyciela utknęło, choć sytuacja na rynku pracy systematycznie się poprawiała.

W tym czasie minister edukacji zmieniał się trzykrotnie. Od listopada 2011 roku do listopada 2013 roku ministerstwem zarządzała Krystyna Szumilas z PO, od 2013 do 2015 roku Joanna Kluzik-Rostkowska z PO, a od 2015 Anna Zalewska z PiS. Wciąż dochodziło do strajków, a ZNP domagał się zmian w oświacie, na które składały się m.in. podwyżki.

- Zastój z lat 2012-2016 nie był dla nas zrozumiały. To było wymierzone w edukację, wtedy miały miejsce słynne protesty przeciwko ówczesnemu rządowi (2015 rok). Edukacja była traktowana po macoszemu, choć sytuacja ekonomiczna pozwalała na coś innego. Nawet w latach 2008-2010, kiedy sytuacja ekonomiczna była gorsza, nie było takiego zastoju w płacach dla nauczycieli - wspomina tamten okres szef ZNP Sławomir Broniarz.

Zmiana przyszła dopiero w 2017 roku. Wówczas płaca minimalna kształtowała się na poziomie 2000 zł. Nauczyciele dostali z kolei pierwsze od lat podwyżki. Nauczyciel kontraktowy zaczął wtedy zarabiać 2361 zł względem 2331 zł z poprzedniego roku. Jak łatwo policzyć - podwyżka była niemal niedostrzegalna.

Nauczyciel mianowany dostał z kolei 2681 zł (podwyżka z 2647 zł), a dyplomowany 3149 zł (podwyżka z 3109 zł).

Pensja minimalna ostro w górę. Nauczyciele zostają w tyle

Kiedy w 2017 roku pensja minimalna sięga pierwszy raz we współczesnej historii 2000 zł, następuje seria kolejnych zmian w tym zakresie. Każdego roku rząd podnosi wartość minimalnej krajowej, nie o kilkanaście złotych, a kilkaset. Najmniejsza podwyżka ma miejsce w 2018 roku (o 100 zł), windując minimalną krajową do poziomu 2100 zł.

W kolejnych latach podwyżki są jeszcze większe. Najpierw 150 zł w 2019 roku (do kwoty 2250 zł), później 350 zł do kwoty 2600 w 2020 roku. W 2021 roku mamy kolejną podwyżkę - 2800 zł (o 200 zł więcej niż w roku poprzednim), a w 2022 roku pracownik może liczyć minimum na 3010 zł, czyli 210 zł więcej niż w 2021 r.

Zgodnie z zapowiedziami rządu w 2023 roku pensja minimalna ponownie skoczy w górę. Pracownik otrzyma minimum 3450 zł. Zmiany te nie idą jednak w parze z pensjami, które otrzymują nauczyciele. Choć i w tym przypadku od 2017 roku pensje zaczęły rosnąć po kilkuletnim okresie przestoju, podwyżki nie były znaczące.

W 2018 roku nauczyciel kontraktowy zarabiał 2487 zł. Względem roku 2017 dostał więc o 126 zł więcej. W tym samym czasie podwyżka nauczyciela mianowanego wyniosła 143 zł, a dyplomowanego 168 zł. 

Rok 2019 przyniósł z kolei podwyżkę o 375 zł dla nauczyciela kontraktowego, o 426 zł dla nauczyciela mianowanego i o 500 zł dla nauczyciela dyplomowanego. Sytuacja zaczęła się wówczas przedstawiać nieco lepiej, a względem 2250 zł pensji minimalnej w tamtym okresie, nauczyciele kontraktowi, mianowani i dyplomowani zarabiali więcej.

Dynamika ta ponownie zmieniła się w kolejnych latach.

Nie opłaca się pracować jako nauczyciel

W 2020 roku nauczyciele, co prawda, dostali podwyżkę w granicach ok. 200 zł, jednak rok później pensje znów zostały zamrożone. A był to szczególnie trudny czas dla oświaty - nowe wyzwania spowodowane nauką zdalną, zmiany w organizacji, nowe narzędzia pracy, bardzo szybkie dostosowywanie się do niespodziewanych okoliczności. Nauczyciele musieli nie tylko wykazać się elastycznością, ale i w trudnej społecznie sytuacji uczyć się dodatkowych umiejętności. 

Zamrożone wówczas na dwa lata pensje nieco rosną w bieżącym roku. Jak jednak wskazują sami nauczyciele, jest to kropla w morzu, a w przypadku niektórych pedagogów tak nieznaczny wzrost z powodzeniem można nawet przeoczyć w przelewie.

W przyszłym roku może być jednak jeszcze gorzej. Jeśli w rozporządzeniu ministerstwa nie pojawią się nowe kwoty, a minimalna pensja nauczycieli wspomnianych szczebli będzie się kształtowała na poziomie z trwającego obecnie roku, pracownik bez kwalifikacji będzie lepiej wyceniany niż nauczyciel. Oczywiście, zgodnie z przepisami, znów będzie można sięgnąć po wyrównania, jednak przedstawiciele ZNP z przykrością zaznaczają, jaką demotywacją dla nauczycieli jest taka sytuacja. 

W takim scenariuszu w 2022 roku pensje niemal się zrównują. Minimalne wynagrodzenie wynosi 3010 zł przy 3167 zł dla nauczyciela kontraktowego. Natomiast w 2023 roku pensja minimalna wyniesie 3450 zł, zatem bez podwyżek dla nauczycieli kontraktowych konieczne będzie wypłacanie im wyrównania na poziomie 283 zł miesięcznie.

Nauczyciel mianowany z pensją 3587 zł w 2023 roku również nie będzie miał wielu powodów do radości. Jedynie nauczyciel dyplomowany będzie zarabiał wyraźnie więcej - 4224 zł - niż będzie wynosiła płaca minimalna. Warto odnotować, że w szkołach pracują jeszcze stażyści i nauczyciele o niższym poziomie kwalifikacji, którzy podobnie jak w 2022 roku, będą mierzyli się z koniecznością wyrównawczego "dobijania" do minimum.

Jak zwracają uwagę przedstawiciele ZNP, stażyści to często osoby po pięcioletnich studiach, niejednokrotnie z dwoma fakultetami, które wkraczają na rynek pracy będąc na z góry „przegranej” pozycji.

Pracownicy oświaty różnych szczebli będą więc zdecydowanie niedofinansowani. Co więcej, będzie to wynik znacząco odstający od zarobków, na które mogą liczyć nauczyciele pracujący poza granicami Polski.

Polscy nauczyciele na szarym końcu

W raporcie Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) - Education at a Glance 2021 - podsumowano, jak wygląda pensja nauczycieli w różnych krajach na świecie. Pod lupę wzięto 35 wysoko rozwiniętych państw, w tym Polskę.

- Gdyby nie Bułgaria i Słowacja, Polska byłaby ostatnia w rankingu wynagradzania nauczycieli w państwach UE. Jesteśmy na szarym końcu. Nie musimy aspirować do Luksemburga, gdzie płace są wysokie, ale znacząco odstajemy od krajów, które niegdyś były na podobnym poziomie i które razem z nami zasilały unijne szeregi - wskazuje Sławomir Broniarz. 

Sytuacja, w której pensja nauczyciela musi być wyrównywana dodatkiem, by dosięgać do... pensji minimalnej, to zdarzenie bez precedensu. Pogłębiające się różnice między sytuacją na rynku a pensjami nauczycieli wyzwoli exodus, który już dziś można zaobserwować. 

Przedstawiciele ZNP są zgodni. Niskie płace to bariera, która powoduje, że niewiele osób garnie się do pracy w zawodzie nauczyciela.

"Będzie uczył Pan Wakat"

- Rozmawiałem ostatnio z nauczycielką kontraktową, która skarżyła się, że jej pensja uniemożliwia jej obecnie ubieganie się o kredyt. W podobnej sytuacji jest jedna czwarta nauczycieli - stażyści, kontraktowi - oni nie mają zdolności kredytowej. A kiedy rozmawiamy o podwyżkach, słyszymy, że one napędzają inflację. To nie nauczyciele są winni bałaganowi w gospodarce - wskazuje szef ZNP w rozmowie z Interią. 

- Zderzymy się z dramatyczną sytuacją, w której dziecko pójdzie do szkoły i będzie miało ciąg "okienek", bo nie będzie kim obstawić zajęć lekcyjnych - dodaje.

Podobnymi spostrzeżeniami dzieli się również rzeczniczka ZNP. Jeśli dynamika płac w oświacie się nie zmieni, możemy być świadkami zapaści, której nie uratują żadne reformy. - Od września będzie uczył Pan Wakat. Jeśli nie będzie poprawy i nauczyciele będą uciekać z zawodu, dojdzie do demontażu szkolnictwa - mówi Magdalena Kaszulanis.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy