Niebezpieczny trend wśród Polaków. Lek łykają w ogromnych dawkach

Paulina Sowa

Paulina Sowa

emptyLike
Lubię to
Lubię to
like
0
Super
relevant
0
Hahaha
haha
0
Szok
shock
0
Smutny
sad
0
Zły
angry
0
Lubię to
like
Super
relevant
4,3 tys.
Udostępnij

Internetowi guru zrzeszają wokół siebie setki tysięcy ludzi. Obiecują, że są w stanie wyleczyć z depresji, nowotworów i wielu innych chorób. Wśród najpopularniejszych metod pojawia się zażywanie absurdalnie dużych ilości witaminy D. Ich zwolennicy przyjmują nawet 25-krotnie wyższe dawki niż te zalecane przez lekarzy. Medycy ostrzegają: to zagraża zdrowiu i życiu.

Internetowi guru zalecają przyjmowanie ogromnych dawek witaminy D. Lekarze przestrzegają przed takim działaniem
Internetowi guru zalecają przyjmowanie ogromnych dawek witaminy D. Lekarze przestrzegają przed takim działaniemSebastian Przybył123RF/PICSEL

- Doktor kazał mi podnieść stężenie witaminy D we krwi do 400 nanogramów na mililitr. Powiedział, że wtedy będzie po depresji, więc brałam dziennie 50-100 tysięcy jednostek - mówi Interii pani Eliza.

Przyjmowała też witaminę K2MK7, która miała uchronić ją przed ewentualnymi działaniami niepożądanymi. Nie uchroniła.

Witamina D lekiem na depresję

Kobieta od lat choruje na depresję, przeszła przez państwowe i prywatne kliniki, odwiedziła wielu lekarzy. W ubiegłym roku postanowiła umówić się na wizytę do jednego z popularnych w internecie medyków. Napisała sms-a pod wskazany na stronie numer, doktor kazał przyjechać za dwa tygodnie. Za wizytę zapłaciła 300 złotych, wyszła z dwiema kartkami A4, na których miała rozpisane zalecenia. Kluczowe było przyjmowanie witaminy D w ogromnych dawkach. Oprócz tego na liście znalazło się wiele leków i suplementów diety, które miały poprawić jej stan.

- Kupiłam tylko część i wydałam 3 tysiące złotych. Doktor zalecił m.in. zastrzyki z krwi cieląt, mówił, że mogę je sprowadzić z Ukrainy, ale były bardzo drogie. Wszystko kosztowałoby mnie ponad 10 tysięcy złotych - opowiada pani Eliza.

Kobieta przyznaje, że zaufała lekarzowi, bo w internecie jest wiele osób, którym pomógł w powrocie do zdrowia. - Jedna znajoma podniosła wynik witaminy D do 500 i nie miała już depresji, inny chłopak miał 800 i czuł się bardzo dobrze - mówi.

Pani Eliza trzymała się zaleceń przez około pół roku, doszła do poziomu 300 nanogramów na mililitr. - Zachorowały mi nerki, zbadałam sobie poziom kreatyniny i okazało się, że jest za wysoki - przyznaje. W internecie znalazła komentarze innej kobiety, u której pojawiły się podobne problemy. - Ludzie pisali, że tak można sobie "zajechać" nerki - dodaje. Po pewnym czasie zrobiła kolejne badania, kreatynina nadal rosła. Wtedy odstawiła witaminę D.

- Przez te pół roku nie zauważyłam żadnej poprawy, jeśli chodzi o depresję - mówi. I dodaje: - Pewnie miałam jeszcze za mało tej witaminy we krwi.

Witamina D. Stan zagrażający zdrowiu i życiu

O podobnej historii opowiada w rozmowie z Interią endokrynolog Szymon Suwała. - Kilka lat temu opisywałem sytuację pacjentki, która za namową pewnej osoby stosowała witaminę D w formie preparatu paszowego dla koni. Było to 50 tys. jednostek z różnymi dodatkami - wspomina. Kobiecie zdarzało się nawet wziąć dwie tabletki w ciągu dnia.

- Ostatecznie doszła do poziomu 420 nanogramów na mililitr, gdzie zazwyczaj norma wynosi od 30 do 80-100. Kobieta wylądowała w szpitalu, bo doszło u niej do ostrej niewydolności nerek, zagrażającej jej zdrowiu i życiu - podkreśla lekarz.

Nie był to jednostkowy przypadek, endokrynolog spotyka w swojej praktyce pacjentów, którzy przyjmują takie dawki. - Są absurdalnie wysokie - alarmuje.

Tłumaczy, że witamina D jest zasadniczo bezpieczna, ale mimo wszystko ją też można przedawkować.

- Jej podstawową funkcją jest zwiększanie wchłaniania wapnia przede wszystkim z przewodu pokarmowego. Jeśli dajemy dużą dawkę witaminy D, to siłą rzeczy wchłaniamy więcej wapnia, który może odkładać się w obrębie różnych struktur: naczyń krwionośnych, trzustki czy nerek, mogąc prowadzić nawet do ich niewydolności. To poważny problem, związany z ryzykiem różnych długotrwałych powikłań, ze zgonem włącznie. Może i to rzadki scenariusz, ale nie niemożliwy - mówi Interii specjalista.

Wszystkie możliwe choroby

Lekarz wyjaśnia, że w leczeniu już stwierdzonego niedoboru dzienna dawka sięga maksymalnie do 8-10 tys. jednostek, a i to w specyficznych sytuacjach. Osoby mające właściwy poziom witaminy D w organizmie profilaktycznie powinny natomiast przyjmować między 800 a 2-4 tys. jednostek, w zależności od różnych czynników.

Suwała przyznaje, że w ostatnich latach zwiększyła się świadomość ludzi dotycząca niedoborów witaminy D. - Faktycznie zaczęto ją stosować. To dobra wiadomość, o ile robią to pod nadzorem lekarskim, a nie po konsultacjach z jakimiś internetowymi guru, którzy zalecają ogromne dawki - mówi. Tłumaczy, że aby zapobiec działaniom niepożądanym dużych dawek witaminy D, ci sami guru proponują, by łączyć ją z witaminą K2MK7, tak jak było w przypadku pani Elizy.

- Nie jest to jednak prawdą, witamina K2MK7 nie przyczyni się w większym stopniu do redukcji ryzyka, związanego z nadmierną podażą witaminy D i poprawieniem jej działania - wyjaśnia.

Opisujemy mu przypadek pani Elizy i pytamy, z leczeniem jakich chorób witaminą D się spotkał. Wylicza: - Depresja, niedoczynność tarczycy, choroby autoimmunologiczne, nowotwory, chyba dosłownie na wszystko. Absurd i to bardzo groźny.

Przyznaje, że on również zaleca stosowanie witaminy D, bo wyrównanie niedoboru prowadzi do poprawy samopoczucia i jakości życia pacjenta. - Ale mówimy tu o rozsądnych dawkach, a nie dążeniu do ogromnych podkładów witaminy D w organizmie - podkreśla Suwała.

Wskazuje, że takie poglądy nie mają uzasadnienia w żadnych badaniach naukowych, a udzielanie takich porad jest potencjalnie groźne.

Witamina D w sieci. Znajomy lekarz, ciocia pielęgniarka  

O niebezpieczeństwach, związanych z szerzeniem fałszywych informacji na tematy medyczne, rozmawiamy też z Izabelą Jarka, która kieruje Zespołem Szybkiego Reagowania i Wykrywania Dezinformacji w NASK.

- Dezinformacja zdrowotna jest jedną z najgroźniejszych i najbardziej szkodliwych dla społeczeństwa. Wykorzystuje wiele technik manipulacyjnych i przede wszystkim emocje odbiorców. Celem takich przekazów najczęściej padają osoby starsze albo poważnie chore - mówi ekspertka.

Aktorów dezinformacji w tym przypadku możemy określić również mianem influencerów medycznych. - Mają duże zasięgi w mediach społecznościowych i podają się za lekarzy, uzdrowicieli, znachorów, twierdzą, że są w stanie wyleczyć przez internet - wylicza Jarka.

Wokół nich tworzą się całe grupy wyznawców. Informacje przekazują sobie najczęściej za pośrednictwem mediów społecznościowych.

- Tworzą zamknięte grupy. Kiedy już ktoś trafi do takiej bańki informacyjnej, to ciężko mu się z niej wydostać - mówi eksperta z NASK.

Przyznaje, że problem jest poważny i nie ma idealnych metod na walkę z nim. - Odpowiadanie konkretnym osobom nie jest skuteczne. Zwykle kończy się kasowaniem komentarzy i usuwaniem z grup. Dużo lepszym działaniem jest edukacja np. poprzez tworzenie kampanii informacyjnych, które realizowane są przez Ministerstwo Zdrowia, NASK czy inne instytucje przeciwdziałające dezinformacji  - mówi.

Pytamy więc, na co zwracać uwagę szukając w internecie treści medycznych. - Podstawą jest weryfikowanie informacji w kilku źródłach, sprawdzanie czy podawane statystyki nie są wybiórcze, wyrwane z kontekstu. Warto też zwracać uwagę na podmiot, który prowadził badania, czy w ogóle istnieje - przestrzega specjalistka od wykrywania dezinformacji.

Wzbudzać naszą czujność powinno także to, że ktoś zbiera pieniądze na swoją działalność, nie ma wykształcenia medycznego lub został zawieszony w wykonywaniu zawodu przez Naczelną Izbę Lekarską.

Przy dezinformacji zdrowotnej pojawiają się też często dowody anegdotyczne. - To powszechny mechanizm, w którym ktoś potwierdza jakąś tezę poprzez powoływanie się na osoby znajome. Mówi np.: "Mam znajomego lekarza, który powiedział mi, że szczepionki są szkodliwe", "Moja ciocia jest pielęgniarką i mówiła mi, że nowotwór można wyleczyć suplementami". Takie informacje zawierają mało danych i są przekazywane od użytkownika do użytkownika jedynie w celu poparcia swojej opinii. To jedna z najczęściej wykorzystywanych technik w dezinformacji zdrowotnej - mówi Izabela Jarka z NASK.

Przykłady dezinformacji można zgłaszać na stronie www.zglos-dezinformacje.nask.pl

Największa dawka witaminy D w jednej kapsułce, jaką możemy kupić w aptekach bez recepty to 4 tysiące jednostek. Jej koszt w zależności od producenta, to około 20 złotych. Aby przyjąć 100 tysięcy jednostek hormonu, trzeba by połknąć 25 takich kapsułek.

W internecie bez problemu znajdziemy jednak strony, na których możemy kupić witaminę D w dawce 50 tysięcy jednostek w kapsułce. Koszt? Najtańsze, jakie udało nam się znaleźć to 60 złotych za 50 tabletek. Wtedy musimy już zażyć "jedynie" dwie tabletki.

Marcin Piątek, prezes pomorsko-kujawskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej w Bydgoszczy, tłumaczy, że produkty, które kupujemy w aptece, pochodzą z oficjalnego obrotu i spełniają wszystkie wymogi prawa krajowego i europejskiego. Jeżeli są zarejestrowane jako leki, podlegają bardzo ścisłej kontroli jakości i dystrybucji. Jeżeli są zarejestrowane jako suplementy diety, także pochodzą z oficjalnych źródeł i zostały wprowadzone na nasz rynek zgodnie ze wszystkimi procedurami przewidzianymi przez Główny Inspektorat Sanitarny. W przypadku sprzedaży z internetu nie zawsze mamy gwarancję jakości zawartości i bezpieczeństwa produktu.

- Dawki witaminy D na poziomie 10-50 tys. jednostek w aptekach dostępne są tylko na receptę i muszą być zażywane pod kontrolą lekarza. Jeśli kupujemy taki produkt w internecie, to musimy zachować dozę ostrożności, bo nie wiemy jakie jest jego źródło pochodzenia czy rzeczywisty skład - ostrzega. Może to być produkt weterynaryjny bądź importowany spoza Unii Europejskiej, gdzie być może nie istnieją ograniczenia dotyczące jego zawartości czy stosowne kryteria kontroli jakości.

- Takie substancje mogą być szkodliwe dla naszego życia i zdrowia i pytanie, czy będziemy w stanie wyegzekwować od sprzedawcy lub importera jakąkolwiek odpowiedzialność związaną z obracaniem tego typu produktami. Warto pamiętać, że wszystko jest trucizną, zależy tylko od dawki - mówi Piątek.

Pytanie do Ministerstwa Zdrowia

Czy dostępność do absurdalnie dużych dawek, które przy długotrwałym stosowaniu mogą zagrażać naszemu zdrowiu, a nawet życiu powinna być tak łatwa?

- Witamina D jest substancją czynną biologicznie, hormonem. Jak w przypadku wielu substancji, myślę, że rządzący powinni rozważyć wprowadzenie limitów dawek, dla których dany preparat mógłby lub nie mógłby być sprzedawany w formie suplementu diety - twierdzi endokrynolog Szymon Suwała.

Skierowaliśmy w tej sprawie pytania do Ministerstwa Zdrowia. Czekamy na odpowiedź.

Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: paulina.sowa@firma.interia.pl

-----

Bądź na bieżąco i zostań jednym z 200 tys. obserwujących nasz fanpage - polub Interia Wydarzenia na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!

Video Player is loading.
Current Time 0:00
Duration -:-
Loaded: 0%
Stream Type LIVE
Remaining Time -:-
 
1x
    • Chapters
    • descriptions off, selected
    • subtitles off, selected
      reklama
      dzięki reklamie oglądasz za darmo
      Czarzasty w "Gościu Wydarzeń": Puszczanie oka do Konfederacji i PiS nie da głosów Trzaskowskiemu
      Czarzasty w "Gościu Wydarzeń": Puszczanie oka do Konfederacji i PiS nie da głosów TrzaskowskiemuPolsat NewsPolsat News
      emptyLike
      Lubię to
      Lubię to
      like
      2510
      Super
      relevant
      661
      Hahaha
      haha
      404
      Szok
      shock
      273
      Smutny
      sad
      266
      Zły
      angry
      153
      Lubię to
      like
      Super
      relevant
      4,3 tys.
      Udostępnij
      Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?
      Przejdź na