Reklama

Reklama

Lepiej nie zbliżać się do Odry. Może być w niej śmiertelnie niebezpieczna substancja

Tony martwych ryb, wędkarze z poparzonymi rękami i przedłużające się oczekiwanie na wyniki badań, w tym na potwierdzenie albo wykluczenie czy wodę skaża rtęć - tak wygląda sytuacja po dwóch tygodniach od pierwszych doniesień o śniętych rybach w Odrze. - Póki nie będzie dokładnie wiadomo, co to za substancja, lepiej nie zbliżać się do rzeki - ostrzega w rozmowie z Interią dr Sebastian Szklarek, biolog specjalizujący się w ekohydrologii. Tymczasem Niemcy wprost mówią, że badania wskazują na masowe zanieczyszczenie rtęcią.

Odra to rzeka graniczna, zatem jej badaniem zajmują się nie tylko Polacy, ale też Niemcy. To właśnie z tamtejszych źródeł pojawiły się nieoficjalne doniesienia o skażeniu niebezpieczną rtęcią

Ministerstwo Rolnictwa, Środowiska i Ochrony Klimatu Brandenburgii poinformowało Polską Agencję Prasową, że "nadal czeka na wynik z landowego laboratorium", badającego wodę z Odry.

Odra. Niemiecki urzędnik: Badania wskazują na masowe skażenie rtęcią

Tymczasem szef administracji ochrony środowiska w powiecie Maerkisch-Oderland, Gregor Beyer oświadczył, że "pierwsze wyniki są dostępne od wczorajszego wieczora". "Nie mamy ich jeszcze oficjalnie, ale rzeczywiście wskazują na masowe skażenie rtęcią jako czynnik. Czy jest to jedyny (czynnik), nie wiemy" - powiedział w rozmowie z rbb24 Inforadio.

Reklama

Z Odry wyławiane są tony martwych ryb. Wczoraj była mowa o 10 tonach, liczba ta cały czas rośnie. 

Wysoce niepokojące są doniesienia o wędkarzach, pracujących przy oczyszczaniu rzeki z martwych zwierząt, których skóra jest poparzona. "Wędkarze mają rany na rękach, które powstały podczas wyciągania ryb. Jest to żrąca substancja, która przepaliła rękawice" - mówiła w rozmowie z Interią Beata Olejarz, prezes zarządu głównego Polskiego Związku Wędkarskiego. 

Odra. "Lepiej nie zbliżać się do rzeki"

- Póki nie będzie dokładnie wiadomo, co to za substancja, lepiej nie zbliżać się do rzeki - ostrzega w rozmowie z Interią dr Sebastian Szklarek, biolog specjalizujący się w ekohydrologii, autor bloga Świat Wody.  

- Trzeba pamiętać, że substancja w rzece, to nie taka rtęć, jaką mamy w termometrach, że jak się termometr stłucze, to jest kuleczka, którą łatwo zebrać. To byłaby forma rozpuszczalna w wodzie, która nie wytrąca się tak łatwo do osadu, tylko z rzeką płynie dalej - dodaje.  

Według Federalnej Agencji Środowiska rtęć jest toksyczna dla ludzi i zwierząt. 

Jak tłumaczy dr Szklarek, zanieczyszczenie rtęcią akumuluje się w tkankach zwierzęcych. - Oznacza to, że zwierzęta, którym udało się przetrwać i nie padły, stanowią zagrożenie i dla tych ryb i dla wszystkich organizmów, które będą się nimi żywić - wyjaśnia.  

Ponadto, jak mówi Szklarek, rtęć może też przechodzić do powietrza w postaci zanieczyszczenia aerozolowego. - Wówczas może uszkadzać układ oddechowy, a to w skrajnych wypadkach może powodować nowotwory układu oddechowego.

Obrazowo sprawę tłumaczy Wojciech Orliński, dziennikarz i publicysta, ale też nauczyciel chemii. Również podkreśla, że rtęć w rzece to bardzo toksyczny rozpuszczalny kation. "Ze starych powieści możecie pamiętać, że ktoś kogoś (lub siebie) otruł 'sublimatem'. Czyli tym kationem (zaaplikowanym jako chlorek). Jeśli zażyjesz parę gramów, umrzesz w miarę natychmiast. Jeśli miligramów - do końca życia możesz mieć problemy np. związane z częściowym paraliżem (to świństwo niszczy m.in. układ nerwowy)" - pisze.

Rtęć to podstępny zabójca. Niszczy organizm i wywołuje raka. Na końcu zabija

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy