Reklama

Reklama

Śnięte ryby w Odrze. "Wędkarze mają rany na rękach od ich wyciągania"

- Te ryby nie popełniły samobójstwa. Wędkarze mają rany na rękach, które powstały podczas wyciągania ryb - mówi Interii Beata Olejarz, prezes zarządu głównego Polskiego Związku Wędkarskiego. To właśnie wędkarze od ponad dwóch tygodni w czynie społecznym zbierają śnięte ryby z Odry. Za ich utylizację płacą z własnych pieniędzy. Z Odry dotychczas wydobyto 10 ton martwych ryb. Pierwsze martwe ryby odnaleziono również na kąpielisku Dziewoklicz, położonym na prawym brzegu Odry Zachodniej.

Od ponad dwóch tygodni wędkarze zrzeszeni w związku wędkarskim usuwają śnięte ryby z Odry. Te jako pierwsi zauważyli wędkarze na Dolnym Śląsku pod koniec lipca. Przyczyna masowego śnięcia nie jest na razie znana, a jak poinformował prezes Wód Polskich Przemysław Daca do tej pory z rzeki wyłowiono 10 ton martwych ryb. 

- Działamy dokładnie od 27 lipca, czyli od momentu kiedy w użytkowanych wodach Okręgu PZW we Wrocławiu pojawiły się w dużych ilościach pierwsze śnięte ryby. Prezes Okręgu Andrzej Świętach natychmiast zareagował. Zwrócił się do wędkarzy z prośbą o pomoc w zbieraniu śniętych ryb. Odzew był bardzo duży. Wędkarze, członkowie PZW pracując całkowicie społecznie rozpoczęli usuwanie ryb, które następnie przekazywano do utylizacji - mówi w rozmowie z Interią Beata Olejarz, prezes zarządu głównego Polskiego Związku Wędkarskiego

Reklama

- Następne okręgi PZW które spotkały się z tym problemem to Zielona Góra i Gorzów Wielkopolski. W Zielonej Górze wędkarze w czynie społecznym zbierali ryby z motorówek, zbierali je z brzegu, wkładali ryby do worków i przekazywali firmie, która utylizuje odpady - dodaje.

Prezes zwraca uwagę na fakt, że wędkarze nie tylko z własnej woli zbierają ryby, ale także koszty utylizacji są pokrywane ze składek członkowskich wędkarzy.

Przeczytaj także: Zagadka zatrucia Odry nadal niewyjaśniona

"Te ryby nie popełniły samobójstwa"

- Następna sytuacja, w której Wody Polskie mówią, że za utylizację powinni odpowiadać wędkarze. Rzeczywiście mamy zapisane w umowach, że jako związek będziemy usuwać śnięte ryby, ale z wyjątkiem usunięcia ryb śniętych skutkiem naruszenia norm środowiskowych lub działań osób trzecich. Więc w tej sytuacji nie wiemy co zatruło Odrę - opowiada prezes. 

- Do nas nie przemawiają takie argumenty, że jest to wysycenie tlenem, że nic się nie dzieje, że próbki są czyste. Przecież te ryby nie popełniły samobójstwa. Wędkarze mają rany na rękach, które powstały podczas wyciągania ryb. Jest to żrąca substancja, która przepaliła rękawice. Te osoby przez dwa tygodnie swojej pracy w czynie społecznym, były narażone na wielkie niebezpieczeństwo - opowiada prezes.

Prezes związku podkreśla, że od dziś wędkarze nie powinni już zbierać śniętych ryb, aby nie narażać się na dalsze niebezpieczeństwo. 

- Powiem jeszcze jedno, od dziś wędkarze w czynie społecznym nie powinni już tych ryb zbierać, bo to jest ich świadome narażanie się na ogromne zagrożenie. Koszty utylizacji ponoszą okręgi PZW, czyli tak naprawdę pokrywane jest to ze składek wędkarzy. Podsumowując: wędkarze zbierali ryby w czynie społecznym i za swoje pieniądze zapłacili za ich utylizację - konkluduje.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy