Reklama

Reklama

Burmistrz Ustrzyk Dolnych: Pokażę ministrowi, jak wygląda zarządzanie oświatą

- Będę chciał pokazać panu ministrowi, jak wygląda zarządzanie oświatą w mniejszej gminie. W gminie, która musi dopłacać do zadań związanych ze szkolnictwem, ponieważ subwencja, którą otrzymujemy od rządu jest niewystarczająca - mówi w rozmowie z Interią Bartosz Romowicz, burmistrz Ustrzyk Dolnych. W najbliższym czasie samorządowiec ma spotkać się z ministrem edukacji i nauki Przemysławem Czarnkiem.

O burmistrzu Ustrzyk Dolnych zrobiło się głośno po tym, jak jako pierwszy samorządowiec w Polsce ogłosił, że nie zgadza się, by podręcznik do przedmiotu historia i teraźniejszość był używany w jego szkole. - Nie, nie żałuję. Dziś powiedziałbym to samo. Uważam, że ten podręcznik oprócz tych kwestii światopoglądowych, których nie powinien poruszać, zawierał też wiele błędów merytorycznych. Takim błędem jest choćby to, że Ustrzyki Dolne, nasza mała ojczyzna, znajduje się poza Polską, według autora tego podręcznika. To jest niedopuszczalne - przyznaje w rozmowie z Interią.

Reklama

"Pokażę jak zarządza się oświatą"

Do słów burmistrza odniósł się minister Czarnek. Panowie odbyli ze sobą także telefoniczną rozmowę. Jej efektem ma być wspólne spotkanie w Ustrzykach Dolnych.

- Ustalone jest, że mamy się spotkać przed 13 września. Dokładnej daty jeszcze nie ma. Przesłaliśmy do ministerstwa pismo z prośbą o wskazanie dokładnego terminu - mówi burmistrz. 

- Będę chciał pokazać panu ministrowi, jak wygląda zarządzanie oświatą w mniejszej gminie. W gminie, która musi dopłacać do zadań związanych ze szkolnictwem, ponieważ subwencja, którą otrzymujemy od rządu, jest niewystarczająca. Nie możemy tego za bardzo zmienić w naszej gminie. Z racji sporej odległości między miejscowościami, słabego zaludnienia i małej liczby dzieci nie jesteśmy w stanie zoptymalizować kosztów i siatki szkół. Będę chciał też pokazać jakie mamy problemy w tych szkołach, jakie są nasze potrzeby i w czym nam może minister pomóc - wyjaśnia.

"Za chwilę będzie jeszcze większy problem"

- Z roku na rok było coraz gorzej. Koszty rosły, a subwencja niestety nie rosła w takim tempie, jak wydatki. Do ideału jest jednak bardzo daleko. Były takie momenty, że niektóre szkoły były finansowane w 30 proc. subwencją, a pozostała część naszymi środkami. A były takie momenty, że subwencja nie wystarczała na pokrycie pensji nauczycieli. A co dopiero z całą resztą - opowiada samorządowiec.

- To właśnie finanse są największym problemem. Gdyby subwencja pokrywała w całości pensje nauczycieli, to z pieniędzy gminnych moglibyśmy utrzymywać całą administrację i remontować budynki. Jeśli nie będzie gruntownej reformy finansów, to za chwilę będzie jeszcze większy problem. Samorządy mają coraz mniej pieniędzy, a koszty rosną. I trzeba znaleźć źródło finansowania - konkluduje.

Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: dawid.serafin@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy