Reklama

Reklama

Atak na telefon córki Romana Giertycha. "Ktoś rozsyła alarmy bombowe"

Roman Giertych poinformował w mediach społecznościowych, że ktoś korzystając z numeru jego córki - Marii - "ma rozsyłać alarmy bombowe". Taką informację mecenas otrzymał od policji. Wcześniej podobna sytuacja miała dotknąć Dorotę Brejzę - żonę senatora Krzysztofa Brejzy. - Ta sprawa nie będzie przyjemna, ponieważ tych zgłoszeń z telefonu mojej córki było więcej - podkreślił Giertych w rozmowie z Interią.

"Policja poinformowała mnie, że ktoś używając numeru telefonu mojej córki rozsyła alarmy bombowe. Zemsta za ujawnienie afery Pegasusa coraz bardziej prawdopodobnym motywem sprawców" - napisał na Twitterze Roman Giertych

Roman Giertych o ataku na telefon córki. "Ktoś rozsyła alarmy bombowe"

Mecenas zaznaczył we wpisie, że wcześniej podobna sytuacja dotknęła również żonę senatora KO Dorotę Brejzę. Jak informowaliśmy w Interii, z telefonu kancelarii adwokackiej Doroty Brejzy również wykonywano zgłoszenia dotyczące fałszywych alarmów. 

Reklama

- Prowadzimy postępowanie, które teraz będzie przejmowane z komend miejskich i powiatowych, na terenie których doszło do zgłoszeń dotyczących fałszywych alarmów bombowych. Dotyczyło to szpitali na terenie Inowrocławia, Nakła i Mogilna. Wpłynęły także informacje zawierające groźby karalne - mówiła w rozmowie z mediami mł. insp. Monika Chlebicz, rzecznik prasowa kujawsko-pomorskiej policji.

Telefon córki Giertycha zhakowany? "Straszne i ponure czasy"

W rozmowie z Interią Roman Giertych przekazał, że sprawą zajmuje się Komenda Miejska Policji w Dąbrowie Górniczej. - My nic nie wiemy. Ta sprawa nie będzie przyjemna, ponieważ tych zgłoszeń z telefonu mojej córki było więcej. Sam chciałbym wiedzieć, kto za tym stoi - zaznaczył.

Jak usłyszeliśmy w Komendzie Miejskiej Policji w Dąbrowie Górniczej, sprawą córki Romana Giertycha zajmie się prokuratura. - W chwili obecnej mogę powiedzieć jedynie, że przygotowywane są materiały, które będą wysłane do prokuratury. Dopiero po tym, jak prokurator zapozna się z nimi, on sam będzie mógł udzielić informacji w tej sprawie - podkreślił podkom. Bartłomiej Osmólski. 

Jak dodał oficer prasowy, dokumenty trafią do Prokuratury Rejonowej w Dąbrowie Górniczej.

Do sprawy odniosła się też Maria Giertych. "Nastały straszne i ponure czasy. Ale nie damy się" - napisała córka mecenasa na Twitterze. 

Nie tylko Maria Giertych. Telefon miano zhakować też żonie Brejzy

O sprawie ataku na telefon Doroty Brejzy poinformował w środę 12 stycznia jej mąż - poseł Krzysztof Brejza. "Z numeru mojej żony rozsyłane są wiadomości o podłożeniu ładunków wybuchowych w całej Polsce" - napisał polityk. 

"Ktoś podszywa się pod mój numer i rzekomo z mojego numeru dzwoni z groźbami do różnych instytucji. Potwierdziłam to na policji. Rozumiem, że to forma zemsty lub informacja dla mnie, że powinnam się bać. Interesujące. Niezłe macie metody, panowie" - napisała z kolei Dorota Brejza.

Jak wynika z danych kanadyjskiej organizacji Citizen Lab, telefon Krzystzofa Brejzy miał być w 2019 roku zhakowany za pomocą programu szpiegowskiego Pegasus. Inwigilacji miał podlegać również mecenas Roman Giertych oraz prokurator Ewa Wrzosek.

Bartosz Kołodziejczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy