Reklama

Reklama

9 tys. złotych zamiast 3. Polacy znaleźli potężną lukę w dodatku węglowym

Dodatek węglowy cieszy się wśród Polaków ogromnym zainteresowaniem. Z gmin płyną jednak wieści, że wyzwala on w rodakach niezdrową kreatywność. W jednej z gmin w województwie łódzkim trzech braci, chociaż od lat ogrzewają dom jednym piecem i gospodarują wspólnie, właśnie "przypomniało sobie", że każdy z nich jest odrębnym gospodarstwem domowym. Złożyli nowe deklaracje CEEB i czekają na wypłatę nie 3, a 9 tys. zł dodatku węglowego. Nie są oni przypadkiem odosobnionym. - Mamy przykłady mieszkających w jednym domu małżeństw, które odkryły, że jednak są w separacji, prowadzą odrębne gospodarstwa domowe i każde z nich składa oddzielny wniosek o dodatek - mówi Interii Leszek Kuliński, wójt gminy Kobylnica. Nie ma szans, by starczyło pieniędzy na wypłatę tylu dodatków - usłyszeliśmy od samorządowców.

Od kilku dni Polacy szturmują urzędy, by złożyć wnioski o dodatek węglowy. Pojawia się jednak coraz więcej kontrowersji związanych z interpretacją zawartych w ustawie zapisów.

Dodatek węglowy. Do tej pory razem, od dziś - osobno

Przez zapis o tym, że dodatek węglowy wypłacany będzie nie według formuły "3 tys. zł na piec", ale "3 tys. zł na każde gospodarstwo domowe korzystające z węgla do ogrzewania", w gminach następuje właśnie wysyp nowych gospodarstw domowych.

O przykładzie kreatywności mieszkańców słyszymy w jednym z urzędów w województwie łódzkim.

- Przyszli do nas trzej bracia. Całe życie mieszkali w jednym domu, ogrzewali budynek jednym piecem i złożyli jedną deklarację CEEB. Dziś przynoszą nam trzy deklaracje i liczą na trzy dodatki węglowe po 3 tys. zł. Bo przecież każdy z nich jest oddzielnym jednoosobowym gospodarstwem domowym - opowiada znający sprawę urzędnik.  

Reklama

Do podobnych nadużyć dochodzi w ostatnich dniach w całej Polsce. Potwierdza to Leszek Kuliński, wójt pomorskiej gminy Kobylnica.

- Mamy przykłady mieszkających w jednym domu małżeństw, które przypomniały sobie, że jednak nie są razem, żyją w separacji i prowadzą odrębne gospodarstwa domowe. Każde z nich składa wniosek o 3 tys. zł dodatku węglowego - mówi Interii Leszek Kuliński, wójt gminy Kobylnica. - Nie wnikam w rodzinne sprawy, ale tylko wczoraj wpłynęło do nas około 80 korekt deklaracji CEEB. Polacy są bardzo pomysłowi - ocenia wójt.

Dodatek węglowy. "Potężna luka w systemie". Co zrobią gminy?

Zawrzało także na Twitterze.

Andrzej Guła, prezes Stowarzyszenia Krakowski Alarm Smogowy zauważa, że jeżeli dodatek węglowy dla jednego źródła ciepła może być wypłacany kilkukrotnie, to "sporo domów jednorodzinnych zbierze po dwa lub trzy dodatki, a wiele nie otrzyma żadnego, bo budżet programu zostanie wyczerpany". Możliwość składania w ramach jednego domu kilku wniosków nazywa "potężną luką w systemie".

Zdaniem naszych rozmówców problemem jest m.in. to, że do wniosku o dodatek węglowy nie trzeba dołączać żadnych dodatkowych dokumentów. Informacje zawarte we wniosku składa się za to pod rygorem odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych oświadczeń.

- Co oznacza, że jeśli członkowie rodziny, którzy oświadczą, że prowadzą jednoosobowe gospodarstwa, otrzymają dodatek, a ich oświadczenie zostanie później potraktowane jako nieprawdziwe, muszą się liczyć z odpowiedzialnością karną za składanie fałszywych oświadczeń. Grozi za to do ośmiu lat pozbawienia wolności - podkreśla w rozmowie z Interią mec. Tomasz Kowolik z Kancelarii Adwokackiej Duraj Reck i Partnerzy.

Prawnik zaznacza, że samo ustalenie, czy mamy jedno gospodarstwo wieloosobowe czy kilka jednoosobowych może być trudne i ocenne.

- Z moich obserwacji wynika, że ludzie wolą zaryzykować i dostać 6 tys. zł zamiast trzech. Już słyszałem na korytarzu głosy: wszystkich przecież nie sprawdzą - opowiada proszący o anonimowość urzędnik z Wielkopolski. 

Co gmina może z tym zrobić?  - Niewiele. Ustawodawca dał taki zapis, wykonawca, czyli rząd polski, stwierdził, że mamy kontrolować. Ale niech mi ktoś powie jak? Gminy mają tyle obowiązków, że dokładanie im sprawdzania, kto chce dodatek wyłudzić, jest nieporozumieniem - denerwuje się Leszek Kuliński, wójt Kobylnicy.

"Mieszkańcy masowo zmieniają deklaracje"

Sytuacji nie ułatwia sam resort klimatu, który na swej stronie na pytanie: "Co jeśli w jednym budynku znajduje się kilka gospodarstw domowych korzystających ze wspólnego źródła ogrzewania zgłoszonego lub wpisanego do CEEB. Kto jest uprawniony do otrzymania dodatku węglowego?", odpowiada:

"W przypadku gdy w jednym budynku znajduje się kilka gospodarstw domowych korzystających ze wspólnego źródła ogrzewania, każde z tych gospodarstw może osobno złożyć wniosek o wypłatę dodatku węglowego. Warunkiem jest jednak uprzednie zgłoszenie lub wpisanie tego źródła do CEEB".

- I dlatego Polacy masowo zmieniają deklaracje CEEB - słyszymy w urzędach. 

Przykład? W Kobylnicy do końca czerwca deklarację, w której jako główne źródło ogrzewania wskazało: kocioł na paliwo stałe, kominek, kozę, ogrzewacz powietrza, trzon kuchenny, kuchnię węglową czy piec kaflowy na paliwo stałe złożyło 800 gospodarstw domowych.

- W ciągu ostatnich dni do urzędu wpłynęło 220 nowych deklaracji CEEB. Mieszkańcy przychodzą i tłumaczą: "Bo ja nie wiedziałem, bo źle wpisałem". Zgodnie z ustawą mój pracownik musi przyjąć nowy dokument, ponieważ zapisy mówią, że w przypadku kiedy zmieni się źródło ogrzewania, właściciel nieruchomości zobowiązany jest do złożenia nowej deklaracji - tłumaczy wójt Kobylnicy.

Jak podkreśla Leszek Kuliński, jego pracownicy, którzy zajmują się dodatkami węglowymi, w ciągu dwóch ostatnich dni odebrali setki telefonów z pytaniami od mieszkańców, czy mogą jeszcze deklaracje zmienić.

- Przemnóżmy to przez wszystkie gminy - słyszymy w urzędzie. - Spodziewamy się, że liczba deklaracji CEEB uprawniających do dodatku wzrośnie o 100 proc. w stosunku do tego, co było - przewidują urzędnicy.

11,5 mld na dodatek węglowy. "Nie ma szans, żeby starczyło"

Na program dodatku węglowego przeznaczono 11,5 mld zł. Jak wynika z rządowych zapowiedzi, jeśli ta kwota zostanie przekroczona, bo zapotrzebowanie na dodatek węglowy okaże się większe od zakładanego, wysokość kolejnych świadczeń ma zostać zmniejszona.  

"Gdy wykorzystanie środków zaplanowanych na dodatek osiągnie poziom 95 proc., wysokość wypłacanych dodatków węglowych będzie proporcjonalnie obniżona tak, aby łączna wysokość wypłacanych dodatków była równa maksymalnemu limitowi środków finansowych przeznaczanych na przyznanie dodatków" - informowała Rada Ministrów, cytowana przez serwis 300gospodarka.pl.

Interia Biznes: Polacy ruszyli po dodatek węglowy. Urzędy nie nadążają z wnioskami

W gminach mówią wprost: przy zapisach, że kilka rodzin z jednego domu, ogrzewanego tym samym piecem, pobierze dodatek, nie ma szans, by tych pieniędzy wystarczyło.

- Tyle że ludzie patrzą tylko na to, czy im się uda i ile dodatku zdołają "wyrwać". Stąd te kolejki na korytarzach - relacjonuje urzędnik z Wielkopolski.

Samorządy zapowiadają, że wnioski o dodatek będą weryfikowane. Także pod kątem tego, czy zgłoszone jednoosobowe gospodarstwo domowe faktycznie funkcjonuje. Jak zaznaczają, będzie to jednak problematyczne, bo trzeba do tego ludzi i środków.

- W pewnym zakresie mamy wiedzę, kto naprawdę prowadzi jednoosobowe gospodarstwo domowe, a kto zrobił to na potrzeby wniosku o dodatek, bo wielu opalających domy węglem korzysta z pomocy OPS i ustalaliśmy stan faktyczny przy okazji innych dodatków czy zasiłków. Ale sytuacji wszystkich wnioskujących o dodatek węglowy nie znamy - podkreśla Leszek Kuliński. 

- W pozostałych przypadkach będziemy pewnie przeprowadzać wyrywkowe kontrole. Tyle że to dodatkowe obciążenie, które spowoduje, że przez najbliższych kilka miesięcy będziemy angażowali naszych pracowników do tropienia prób przekrętów przy dodatku węglowym. A gdzie czas na ich dotychczasowe obowiązki? - pyta włodarz gminy.

Nie ma też wątpliwości, kto zostanie winnym całego zamieszania. - Całe odium spadnie na nas. Rząd będzie dobry, bo rząd dał pieniądze, a samorządy będą niedobre, bo skontrolują i niejednokrotnie powiedzą: "Nie dostaniesz kasy, bo nieuczciwie zagrałeś". To na nas będą wieszać psy - przewiduje wójt Kobylnicy.

Zapytaliśmy Ministerstwo Klimatu i Środowiska, czy resort nie obawia się bezpodstawnych pobrań dodatku. Do czasu publikacji tekstu odpowiedzi nie otrzymaliśmy.

Irmina Brachacz

Irmina.brachacz@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy