Reklama

Reklama

"Mein Kampf" bestsellerem

W czasie pandemii różne lektury niosą Polakom pociechę. Różne książki budzą zainteresowanie. Romanse, kryminały. Tej zimy na szczyt listy bestsellerów w dziale historia trafiła książka Adolfa Hitlera. Nakład podobno wyczerpany.

Wiadomość o sukcesie wydawniczym podawana jest od kilku dni na prawach sensacji. Prof. dr. hab. Eugeniusz Cezary Król, który rzecz przetłumaczył i opatrzył solidnym krytycznym aparatem, w jednym z wywiadów powiedział, że "liczy przede wszystkim na zainteresowanie ze strony historyków, głównie historyków dziejów najnowszych". W prasowych doniesieniach na temat bestselleru przyjmuje się chyba nieco inne założenie: oto polscy czytelnicy masowo rzucili się na krytyczną edycję książki Hitlera - i nie wiadomo, co z tego wyniknie.

Reklama

Dwuznaczność sukcesu wydawniczego krytycznej edycji książki Hitlera nie bierze się znikąd.

W pierwszej kolejności - oczywiście - idzie o treść i znaczenie książki Hitlera, czego tłumaczyć, jakby się wydawało, w Polsce nie trzeba.

W drugiej jednak kolejności - ambiwalencję wprowadziły wypowiedzi przedstawicieli wydawcy książki. Przedstawiciele wydawnictwa zapewniają nas, że "nie będą reklamowali tej pozycji", a cena książki jest na tyle wysoka, że "nie trafi ona do masowego odbiorcy" (na wszelki wypadek podaję źródło cytatu[1]). To raczej niefortunne postawienie sprawy. Albo książka jest tak dobrze opracowana krytycznie, że wydajemy ją właśnie po to, aby odniosła skutek. I nie wobec wąskiego grona specjalistów, ale wobec masowego odbiorcy. Tak, aby w snopie akademickiego światła postawić niedostatki wcześniejszych wydań czy rozmaite wersje książki - i tak krążące w internecie.

Co ma do tego "zaporowa cena", również nie wiadomo. Czyżby spodem tej argumentacji płynęło przekonanie, że w Polsce czytelnik bogatszy jest czytelnikiem mądrzejszym? Od kiedy to rozum zależy od grubości portfela - doprawdy trudno powiedzieć.

Argumenty powinny uwzględniać fakt, że w III RP nie pierwszy raz prowadzimy tę dyskusję. W 1992 roku - w pradawnych czasach nowości książkowych sprzedawanych na ulicy - ukazało się przecież "tajemnicze" tłumaczenie "Mein Kampf". W czarnej okładce, z przedmową "Od wydawcy" (bez podania autora) sprzedawało się, jak wówczas zapewniali bukiniści, niczym świeże bułeczki. Wtedy przetoczyły się w debacie publicznej wszystkie "za i przeciw" ery pre-cyfrowej. Słusznie mówiono o potrzebie szacunku dla ofiar hitlerowskiego reżymu. Debatowano też o wolności słowa w demokracji i jej powojennych ograniczeniach. Tamta książka jednak wydana została byle jak, tłumaczenia dokonano z wydania angielskiego.   

Gest Tomasza Greniucha

Przypadek sprawił, że wiadomość o sukcesie polskiego wydania "Mein Kampf" splotła się z innym doniesieniem. Instytut Pamięci Narodowej poinformował nas, że stanowisko p.o. dyrektora Oddziału IPN we Wrocławiu objął dr Tomasz Greniuch. Zdjęcie, na którym ten pan unosi rękę w charakterystycznym geście obiegło media, dodajmy, ponad podziałami.

Opozycja mogła sobie zdzierać gardła do woli, tu jednak nawet politycy PiS zareagowali. Jacek Sasin nie dał się przekonać, że Greniuchowi w młodości chodziło o zamanifestowania przywiązania do kultury antyku, w tym wypadku starożytnego Rzymu. Wicepremier stwierdził na Twitterze: "W IPN nie powinno być miejsca dla ludzi, którzy hajlowali".

Pan Greniuch otrzymał dymisję. Pytanie, jak w ogóle mogło dojść do tej nominacji w IPN, jednak domaga się odpowiedzi.

W Warszawie co krok przypominamy sobie o koszmarze hitleryzmu. Mijamy miejsca straceń, które przypominają o tysiącach podobnych miejsc w całym kraju i poza jego obecnymi granicami. Wydaje się wprost niepojęte, że u nas może pojawiać się jakakolwiek fascynacja III Rzeszą. Jak można określać siebie jako polskiego patriotę - i zdradzać JAKIKOLWIEK pociąg do dziedzictwa III Rzeszy? Niestety, wiemy, że można.

W jednej z kronik tygodniowych z 1938 roku Antoni Słonimski napisał o koledze szkolnym, którego przypadkiem po latach spotkał, a który niespodziewanie stał się "zwolennikiem rasizmu i wielkim entuzjastą Hitlera". Nie miało to żadnego sensu w polskim kontekście już przed wojną. A jednak pisarz gorzko zanotował o swoim znajomym: "ludzie tacy na słowo 'konsekwencja' uśmiechają się z wyższością i pobłażliwym uśmiechem, podobnym do uśmiechu komunistów, mówiących słowo 'humanitaryzm'".

Debata retro

Tym większa wartość z wydania edycji krytycznej "Mein Kampf". Przed wznoszeniem dłoni przez pana Greniucha i jego kolegów nie uchronił brak tej publikacji na rynku. Jak sądzę, do krytycznego wydania "Mein Kampf" trzeba choć raz zajrzeć, by przekonać się naocznie, że taki zestaw bredni, przyczynił się do tego, że na polskich ziemiach miało miejsce tyle zła i cierpienia. Właśnie to, a nie cenzurowanie czy poczucie własnej moralnej wyższości nad przeszłością, powinno nam dawać dziś do myślenia.

Jednocześnie mam wątpliwości, czy dyskusja o krytycznym wydaniu książki Hitlera nie jest "retro". To spory osób, które żyją w epoce papieru. Próby niedopuszczenia tekstów do obiegu pomijają "drobnostkę", że takie teksty zwykle są od ręki dostępne w obiegu cyfrowym. W tej sytuacji wręcz palące staje się wydawanie ich z aparatem krytycznym - ze skromną nadzieją, że cokolwiek zmieni to w nastawieniu masowego odbiorcy.

Albowiem w obecnych warunkach obiegu opinii należałoby się raczej obawiać nowych produktów "myśli", a nie tych starych z rzetelnymi naukowymi przypisami. Niepokój budzi raczej przetwarzanie dawnych haseł, adaptowanie ich do współczesnych okoliczności. Ono już się odbywa - w głębszych, ale i płytszych rejonach sieci.

Niebezpieczne treści nie będą nawet aspirować do formy książki. Pozostać mogą raczej wymianą zdań na zamkniętym forum czy występami solo przed kamerą. I będą oddziaływać na umysły za pomocą nowych technologii. Osoby równie przekonane o własnym geniuszu jak kiedyś niedoszły malarz z Austrii, i gotowe do szybkiej urazy do świata, wyrzucają z siebie - bez owijania w etykietę - na przemian wulgaryzmy i radykalne postulaty społeczno-polityczne.

Pierwotny tytuł książki Hitlera miał brzmieć: "Cztery i pół roku walki z kłamstwem, głupotą i tchórzostwem". Proszę się dobrze zastanowić, czy przypadkiem gdzieś w sieci nie czytali już Państwo niepokojąco współczesnych odpowiedników tego typu prac. 

***

Jarosław Kuisz - Kultura Liberalna, Uniwersytet Warszawski. Wydał ostatnio książki: "Koniec pokoleń podległości" oraz "Propaganda bezprawia".

[1] Czytaj więcej na: https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/mein-kampf-edycja-krytyczna-bestseller-wydawnictwo-bellona-jak-kupic-cena-opinie

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje