Reklama

Reklama

Przez tydzień wykonywałam masaż twarzy. Takich efektów się nie spodziewałam

Czas płynie nieubłaganie. Na jędrnej niegdyś twarzy pojawia się coraz więcej zmarszczek, skóra robi się wiotka i problematyczna. Jednak zabiegi medycyny estetycznej poprawiające stan cery kosztują niemałe pieniądze, a i nie wszyscy mają chęć się nakłuwać. Jako fanka metod naturalnych stwierdziłam zatem, że spróbuję zmienić kondycję swojej twarzy za pomocą... własnych rąk.

Masaż twarzy to temat, który zatrząsł internetem już kilka lat temu. W sklepach jak grzyby po deszczu wyrosły wówczas specjalistyczne rollery czy jadeitowe płytki gua spa, a na portalach zaroiło się od porad, jak wykonywać masaż twarzy, by nasza cera znów była gładka jak pupa niemowlęcia.

Masaż twarzy. Sposobów jest mnóstwo

Sposobów jest całe mnóstwo: od drenażu limfatycznego po jogę twarzy czy masaż gąbką konjac. Chyba najbardziej znaną metodą wydaje się jednak japoński masaż kobido, który polega na podszczypywaniu twarzy palcami i rzekomo do najprzyjemniejszych nie należy. Niemniej jednak każdy znajdzie coś dla siebie.

Reklama

Moda na masowanie twarzy nieprzerwanie trwa. W mediach społecznościowych lansują ją influencerki, które do codziennych rutyn oczyszczania chętnie włączają na przykład rolowanie policzków jadeitowym wałkiem.

Bo - co tu się oszukiwać - choć większość z nas chciałaby wyglądać młodziej, to nie wszystkim myśl o nakłuwaniu twarzy igłami wydaje się zachęcająca. Nie każdego również na zabiegi estetyczne stać. Masaż twarzy jawi się więc jako idealny i wręcz darmowy sposób na poprawę kondycji naszej skóry. Bo wcale nie trzeba kupować do tego celu specjalistycznych sprzętów - wystarczą nasze ręce.

Badania na temat masażu twarzy

Tylko czy nie jest to kolejny pic na wodę i marketingowa ściema, służąca kupowaniu sprzętów do masażu i tony poradników? Wiedziona moim wrodzonym rozsądkiem (i poniekąd lenistwem, bo po co marnować czas na coś, co nie ma sensu) zanim przystąpiłam do eksperymentowania ze swoją twarzą, sprawdziłam, co na ten temat mówią badania.

Naukowych podstaw efektów masażu twarzy jest niewiele, aczkolwiek od kilku lat sukcesywnie coś już się w tym temacie pojawia. W badaniu o nazwie "Effects of manual therapy and TENSI massage technikue on facial aging" przeprowadzonym przez Froes Meyer P. w 2020 roku przebadano 27 kobiet w średnim wieku ze zmarszczkami statycznymi i mimicznymi. Część kobiet podczas badania stosowała wyłącznie masaż, a część dodatkowo kosmetyki.

Badanie trwało przez 5 tygodni. Przez pierwsze trzy kobiety wykonywały kilkunastominutowy masaż dwa razy dziennie, przez pozostałe dwa - raz w ciągu dnia. Efekty można było zaobserwować w obu grupach - zauważono poprawę głębokości zmarszczek nosowo-wargowych oraz uniesienie owalu twarzy.

Chwilę wcześniej, bo w 2018 roku zbadano 33 kobiety w wieku 45-60 lat z widocznymi objawami fotostarzenia. Panie przez 20 tygodni masowały dłońmi swoje twarze. Przez pierwsze osiem tygodni wykonywały codziennie 30-minutowy masaż, a następnie zmniejszyły jego częstotliwość i masowały się co drugi dzień.

Efekty tego eksperymentu opisało czasopismo JAMA. Choć badanie było małe i bez grupy kontrolnej, to zauważono znaczącą poprawę m.in. w kwestii wypełnienia zapadniętych policzków oraz spłycenia zmarszczek w różnych partiach twarzy. Uczestniczki oceniły, że odmłodziły się średnio o 2,5 roku.

Jeszcze większe wrażenie zrobiły na mnie zdjęcia i filmy kobiet prezentujących efekty przed i po. Na licznych grafikach widać było niesamowite przemiany - z twarzy znikały głębokie bruzdy nosowo-wargowe, cienie pod oczami stawały się wręcz niewidoczne, a opadnięte policzki znowu były pełne. Chyba największym szokiem były zdjęcia kobiet, które twierdziły, że dzięki regularnemu masażowi i tzw. face sculpting (z angielskiego "rzeźbienie twarzy") pozbywały się podwójnego podbródka.

Jak najlepiej wykonać masaż twarzy?

Zmotywowana, wzięłam się do roboty. Najpierw zaopatrzyłam się w drogerii w niedrogi olejek do twarzy, który - z tego, co wyczytałam na etykiecie - miał nie zapychać moich porów. Następnie stanęłam przed wyborem rodzaju masażu.

Nie chciałam wydawać na całą tę imprezę jakichś większych pieniędzy, a że według badań masaż twarzy można z powodzeniem wykonywać rękami, zdecydowałam się nie kupować żadnych narzędzi w stylu płytek jadeitowych czy rollerów. Spośród wszystkich dostępnych technik najbardziej spodobała mi się idea masażu limfatycznego.

Wtedy przyszła pora na wybór nauczyciela. W internecie doradczyń jest na pęczki. Jedną z bardziej znanych ekspertek ds. tzw. "twarzingu" jest Kateryna Atamanova, autorka słynnej książki "Facefitness". Niestety, kobieta nie nagrywa tutoriali w internecie, a ja - jak pamiętacie - chciałam wydać jak najmniej.

Mój wybór padł zatem na brytyjskie guru Abigail James oraz autorkę kanału TheMoments. Zdecydowałam, że obie kobiety będą towarzyszyć mi w codziennej rutynie masażu.

Efekty tygodniowego eksperymentu

Eksperyment trwał tydzień. Masaż wykonywałam codziennie rano przez 10 lub 15 minut po umyciu twarzy, jednak równie dobrze można masować się wieczorem lub o każdej innej porze dnia. Ważne, by twarz była oczyszczona i naolejowana bądź posmarowana kremem - chodzi o to, by nie naciągać skóry i tym samym nie pogłębić zmarszczek.

Oczywiście, nie spodziewałam się też nie wiadomo jakich efektów po zaledwie tygodniu masowania. Zdawałam też sobie sprawę z tego, że na kondycję mojej cery wpłynie nie tylko masowanie - znaczenie miała również dieta, wysypianie się oraz poziom stresu.

Jednak efekty przeszły moje oczekiwania. Choć z powodu nadmiernego stresu, braku snu i nieregularnego jedzenia przez ostatni tydzień moja twarz w ciągu tygodnia nie przeszła przemiany na lepsze (a wręcz na gorsze), to jednocześnie w tak trudnym dla mnie czasie codzienny masaż okazał się zbawieniem.

Znacie to uczucie, gdy po stresującym dniu robicie coś dobrego dla siebie? Na przykład ucinacie sobie drzemkę, uprawiacie jogę, bierzecie długą kąpiel, jecie dobrą kolację? Tak właśnie czułam się codziennie wykonując masaż twarzy. Relaks, jaki temu towarzyszył, był obezwładniający. Nie sądziłam, że głaskanie się po twarzy może przynieść mi taką ulgę i przyjemność.

Choć po tygodniu nie zauważyłam wizualnych efektów, to mimo wszystko moja twarz chwilami musiała wyglądać lepiej, bo koleżanki z pracy, które widują mnie prawie codziennie, zaczęły mnie dopytywać, czy przypadkiem nie zmieniłam podkładu - moja cera podobno wyglądała na bardziej rozświetloną.

Czy będę kontynuować masaż twarzy? Bardzo bym chciała - mam nadzieję, że starczy mi motywacji. Jestem pewna, że po pewnym czasie masowanie przyniesie wymierne efekty w postaci poprawy wyglądu mojej cery. Poza tym, już teraz widzę zmianę na lepsze - jeśli nie fizyczną, to psychiczną.

Patrycja Wszeborowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy