Jak rozpoznać prawdziwy bursztyn? Ekspert zdradza sposoby
Kąpiel w morzu i błogie lenistwo na plaży to obowiązkowe punkty urlopu nad Bałtykiem. Jednak Morze Bałtyckie ma do zaoferowania znacznie więcej. Jego złoty kamień był ceniony już w czasach neolitycznych i do dziś jest wypatrywany przez nadmorskich spacerowiczów. Jak rozpoznać prawdziwy bursztyn?

Nazywany jantarem, złotem Bałtyku, a nawet elektronem, bursztyn od wieków jest obiektem pożądania ludzi. Handlarze, turyści i pasjonaci wypatrują go nad brzegiem morza już od przynajmniej 13 tys. lat. Jego powstanie z żywicy roślin datuje się na eocen, czyli epokę paleogenu, około 40 mln lat temu.
Najbardziej nam znany bursztyn bałtycki powstał z kopalnej żywicy drzew iglastych, głównie sosny Pinus succinifera. Żywica wydobywała się z tak zwanych ran drzewa, czyli pęknięć i innych uszkodzeń kory, i krzepła pod wpływem niskiej temperatury. Przez sieć drzewną, rzeki i spływy powierzchniowe, podczas których ulegała procesom diagenezy (przekształcenia w skały osadowe), dostała się do morza. Tak powstał sukcynit, czyli bursztyn bałtycki.
Bursztyn i łzy zrozpaczonych kobiet
Istnieją również bardziej poetyckie teorie powstania bursztynu. Naukowe badania poprzedziły mity i legendy, jak choćby ta o karze wymierzonej przez Zeusa synowi Heliosa. Łzy sióstr nieszczęśnika miały stać się bursztynami.
Na łzawe pochodzenie jantaru wskazują też nadbałtyckie podania. Bogini Bałtyku Jurata miała zakochać się w młodym rybaku Kiejstucie i zwabić go do morza. Perkun, ojciec Juraty i najpotężniejszy ze wszystkich bogów, nie pochwalał amorów córki i śmiertelnika. Ukarał biedaczkę, niszcząc piorunem jej bursztynowy zamek i zadając śmiertelny cios jej wybrankowi. Jurata ma do dziś rozpaczać nad losem ukochanego i wyrzucać na brzeg fragmenty swojego pałacu oraz bursztynowe łzy.
O genezie bursztynu możemy przeczytać też w legendzie kaszubskiej, według której złoty kamień miał zostać przyniesiony w szponach gryfa i wrzucony do morza. W czasach niedostatku ma uratować mieszkańców od głodu, zguby i biedy.
Najbliżej prawdy wydaje się być Stefan Żeromski, który w książce "Wiatr od morza" tak opisywał jantar: "Mała bryłka bursztynu wyciekła z łona sosny, nieznanej nam i obcej, obok której rosły palmy wszelkiego rodzaju i kształtu, słodkie kasztany, eukaliptus i magnolia, dęby, jałowce i buki. Gdy ciepła ojczyzna bursztynowej sosny z jej morzami zastygła, zziębła i wymarzła pod lodowcem straszliwej grubości, on sam tylko ocalał, żywy płyn drzewa dawno zmarłego".
Bursztyn. Po czym poznać, że jest prawdziwy?
Niezależnie od tego, czy bliższe naszemu sercu są mitologia i legendy, czy naukowe wyjaśnienia, poszukiwaczy złotego kamienia interesuje przede wszystkim, jak poznać prawdziwy bursztyn. Z odsieczą (i odpowiedzią) przybywa Tomasz Ołdziejewski, polski bursztyniarz, autor książki "Człowiek z bursztynu".
- Możemy zrobić roztwór z soli, w którym bursztyn wypływa tak jak jajko. Sól wypiera bursztyn. Możemy podpalić (bursztyn - red.) jeżeli ktoś zna zapach bursztynu, to go rozpozna. A najlepiej przyjechać do mnie. Kamień można od razu obrobić - zaprasza za pośrednictwem portalu NaMierzeje.pl znawca sukcynitu.
Ołdakowski specjalizuje się w tworzeniu biżuterii z bursztynu. Chętnie również pomaga odróżnić prawdziwy żywiczny kamień od szkła, wosku czy fragmentów statków. Jeśli jednak zdecydujemy się na samodzielną "diagnozę", zwróćmy uwagę na ciężar znaleziska. Prawdziwy bursztyn powinien być lekki, mieć charakterystyczny żywiczny zapach po potarciu lub podgrzaniu i właściwości elektrostatyczne (przyciągać drobne przedmioty po potarciu wełną). Do zbadania autentyczności bursztynu możemy wykorzystać także światło UV. Kierując jego strumień na kamień, ten powinien wykazać właściwości fluoroscencyjne, czyli lekko zaświecić się.
Poszukiwania bursztynu są przede wszystkim rozrywką i świetną okazją do spędzenia czasu na świeżym powietrzu. Jeśli przy okazji uda nam się znaleźć złoty skarb Bałtyku - świetnie! Pamiętajmy jednak, żeby zachować zasady bezpieczeństwa - nie wchodzić do wody za głęboko, w pojedynkę ani po zmroku.










