Reklama

Reklama

Zawiadomił Senat o mobbingu. Przerywa milczenie

W Kancelarii Senatu pracuje komisja ds. przeciwdziałania mobbingowi i dyskryminacji, która ma określić, czy wiceszefowa CIS Anna Godzwon traktowała swoich podwładnych niezgodnie z prawem. Okazuje się jednak, że gremium nie chce współpracować z pokrzywdzonym pracownikiem: nie informuje go o swoich działaniach, ani nie przekazuje wszystkich protokołów z przesłuchania świadków. Dlatego mężczyzna zdecydował się skierować pozew do sądu pracy, nie wyklucza też zawiadomienia prokuratury: - Zdaję sobie sprawę, że szeregowy pracownik jak ja, który jest atakowany przez osobę o dużo silniejszej pozycji, ma niewielkie szanse na to, żeby pokazać prawdę - zdradza Interii pracownik, który miał paść ofiarą mobbingu w Senacie.

Jakub Szczepański, Interia: Czy odkąd złożył pan wniosek dotyczący komisji antymobbingowej odczuł pan, że pańska sytuacja w pracy się pogorszyła?

Pracownik Senatu: - Kancelaria Senatu, jako instytucja, w żaden sposób nie dała mi sygnału, żebym odczuwał niepokój. Odbieram dni wolne za nadgodziny, mam do wykorzystania urlop. Fizycznie nie ma mnie w Senacie, chociaż docierają do mnie pewne informacje i nie są to najprzyjemniejsze wieści.

Dlaczego zdecydował się pan złożyć pozew przeciwko Kancelarii Senatu?

Reklama

- Przede wszystkim dlatego, że komisja ds. przeciwdziałania mobbingowi i antydyskryminacji działa w innym trybie niż się tego spodziewałem. Właściwie to nie jestem informowany o jej pracach. O kolejnych krokach gremium dowiaduję się pocztą pantoflową. Jestem stroną, więc mam prawo do wglądu w prace komisji. Do tej pory uzyskałem dostęp jedynie do zeznań, które składała pani wicedyrektor Anna Godzwon.

Komisja przesłuchiwała dotąd świadków przez trzy dni. Pan dysponuje protokołem z jednego posiedzenia?

- Tak. Wiem jednak, że oprócz świadków, których wskazałem, pojawiły się inne osoby i nie jest to bez znaczenia. Komisja wbrew obietnicom, nie wysłała mojemu pełnomocnikowi pozostałych protokołów, więc mogę powątpiewać w transparentność jej działań. Chciałbym, żeby sąd przyjrzał się zeznaniom świadków, jeszcze raz wysłuchał tych osób. Wtedy będę mieć pewność, że sprawę bada ciało niezależne od władz Senatu.

Powątpiewa pan w uczciwość senackiej komisji antymobbingowej?

- To organ kontrolowany przez szefa Kancelarii Senatu i marszałka.

Uważa pan, że minister Adam Niemczewski albo Tomasz Grodzki mogą zachować się nieuczciwie?

- Ze względu na brak transparentności, którego doświadczyłem, wolę przedstawić sprawę przed sądem. Zupełnie inaczej składa się wyjaśnienia przed komisją wewnętrzną, niż przed organem mogącym zweryfikować wypowiedzi poszczególnych osób. Zależy mi na tym, żeby wszyscy świadkowie podeszli rzetelnie do sprawy.

Myśli pan, że któryś ze świadków mógł skłamać?

- Powiedzmy, że jest grupa ludzi, która zeznaje niezależnie od siebie, ale jej relacje są w jakimś stopniu zbieżne. I nagle pojawia się świadek z zupełnie inną historią. Jak zweryfikować, kto ma rację? Na pewno sąd ma większe możliwości niż senacka komisja. Jestem przekonany, że kiedy ktoś mówi coś pod przysięgą i przed wymiarem sprawiedliwości, chce się trzymać prawdy.

Może pan coś powiedzieć o tym tajemniczym świadku?

- Dotarły do mnie informacje, że zeznawać mają osoby, których nigdy nie widziałem na oczy. To dziwne, bo co nieznajomi mogą wiedzieć na temat zachowań mobbingowych, których doświadczyłem? Dla mnie to zaciemnianie obrazu sprawy.

Idzie pan do sądu pracy?

- Przede wszystkim. Rozważam jednak czy nie zawiadomić prokuratury.

Od czego uzależnia pan swoją decyzję?

- Jeżeli komisja okaże się rzetelna: weźmie pod uwagę wszystkie ważne dowody przedstawione w sprawie, protokoły będą pełne, a uwzględnione w nich zeznania kompletne, to być może skończy się na sądzie pracy. Zobaczymy, ile osób podpisze się pod protokołami z prac komisji.

Bierze pan pod uwagę zdania odrębne?

- Nie wykluczam tego, ale to tylko hipoteza. Gdyby okazało się, że któryś z członków komisji nie chce poświadczyć swoim nazwiskiem prawdziwości materiałów zgromadzonych przez gremium, prokuratura może pomóc w wyjaśnieniu sytuacji. Żeby było jasne: nie chcę wpływać na komisję, chcę, żeby była rzetelna.

Ma pan sprecyzowane żądania, które przedstawi przed sądem?

- Mam swoje przemyślenia, ale to za wcześnie, żeby się nimi dzielić z opinią publiczną.

Widzę, że ta rozmowa nie jest dla pana łatwa.

- To dla mnie bardzo trudna sprawa. Nigdy nie spodziewałem się, że kiedykolwiek będę miał takie problemy. Walczę o swoje dobre imię, trochę z systemem. Zdaję sobie sprawę, że szeregowy pracownik jak ja, który jest atakowany przez osobę o dużo silniejszej pozycji, ma niewielkie szanse na to, żeby pokazać prawdę. Sprawa nie może być przemilczana, a ja chcę wiedzieć, że Senat traktuje mnie serio.

Do tej pory dysponuje pan protokołem z pierwszego przesłuchania. Mówiła wówczas Anna Godzwon. Zdradzi pan, co powiedziała?

- Nie mogę mówić o ustaleniach komisji, ponieważ ciągle pracuje. Chciałbym jednak wiedzieć czy zeznania są spisywane i redagowane, czy posiedzenie jest nagrywane. A nie mam takiej wiedzy. Protokół, który mam, jest zredagowany w tak skrótowy sposób, jakby pani dyrektor Anna Godzwon zeznawała ok. 10 minut. O ile się orientuję, przed komisją występowała prawie dwie godziny. Uważam, że skoro mamy taką rozbieżność w pierwszym protokole, moje wątpliwości co do rzetelności gremium są jak najbardziej uzasadnione.

Czy poza protokołami, w pańskiej opinii, należałoby jeszcze zwrócić na coś uwagę w kontekście pracy komisji?

- Według mojej wiedzy, komisja - zgodnie z przepisami - powinna zakończyć działanie w ciągu 30 dni od rozpoczęcia prac. Termin minął parę dni temu, a gremium nadal pracuje, będzie powoływać kolejnych świadków.

To dla pana problem?

- Sęk w tym, że jeśli prace się przedłużą, przestanę być pracownikiem Kancelarii Senatu. Kiedy tak się stanie, komisja może podjąć decyzję o zakończeniu prac.

Kiedy zamierza pan złożyć pozew?

- Jestem zatrudniony do 3 lutego i w tym czasie chciałbym złożyć pozew. Wiele zależy jednak od dalszych prac komisji.  

Jakub Szczepański

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy