Reklama

Reklama

Była komornik z zarzutami przywłaszczenia pół mln zł

Ściągała pieniądze z dłużników, ale zamiast przekazywać je wierzycielom, zatrzymywała część środków dla siebie. Koszalińska prokuratura postawiła byłej komornik Krystynie P. zarzut przywłaszczenia ponad pół miliona złotych. Śledczy apelują do wszystkich, którzy zlecali prowadzenie sprawy pani komornik ze Szczecinka, żeby sprawdzili czy nie padli ofiarą przestępstwa. - Poszkodowanych mogą być tysiące, bo proceder trwał latami - mówi Interii Ryszard Gąsiorowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.

Kancelaria komornicza Krystyny P. funkcjonowała w Szczecinku od lat 70. Pierwsze wątpliwości, że nie dzieje się w niej dobrze, pojawiły się w 2018 roku, kiedy do rady Izby Komorniczej w Szczecinie zaczęły napływać pierwsze skargi.

- Izba od razu wysłała komorników wizytatorów, żeby zweryfikowali jak wygląda funkcjonowanie tej kancelarii. Odbyły się dwie kontrole. W przypadku obu wizytatorzy dostrzegli nieprawidłowości, polegające na tym, że pani komornik egzekwowała należności od dłużników, natomiast nie przekazywała ich w całości wierzycielom - mówi Interii Tomasz Szybalski, rzecznik prasowy rady Izby Komorniczej w Szczecinie.

Reklama

Zaraz po kontrolach szczecińska izba powiadomiła prokuraturę o możliwości popełnienia przez Krystynę P. przestępstwa. Śledztwo ruszyło. 

Zarzuty przywłaszczenia ponad pół mln zł

Początkowo sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Szczecinku. Ale szybko okazało się, że śledztwo należeć będzie do tych skomplikowanych. Sprawę przeniesiono do Wydziału Śledczego Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.

To tam Krystyna P. usłyszała zarzuty. Jak się okazuje, nie tylko ona.

- Zarzuty przekroczenia uprawnień i przywłaszczenia pieniędzy przedstawiono dwóm osobom. Byłej komornik Krystynie P. oraz asesorowi komorniczemu w jej kancelarii, Monice P., prywatnie córce pani komornik. Śledczy zarzucają im, że w okresie od 2006 do 2019 roku, w krótkich odstępach czasu i niestety działając z zamiarem osiągnięcia korzyści majątkowych dla siebie, przekraczały swoje uprawnienia jako funkcjonariuszki publiczne w ten sposób, że części kwot egzekwowanych na podstawie tytułów egzekucyjnych złożonych w tej kancelarii komorniczej, nie przekazywały wierzycielom - mówi Ryszard Gąsiorowski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.

Ustalono, że podejrzane przywłaszczyły ponad 530 tys. zł.

- Dodatkowo z konta kancelarii podejrzane wypłaciły sobie co najmniej 47 tys. zł. Kobietom grozi 10 lat więzienia. Żadna z nich nie przyznała się do winy - dodaje prokurator Gąsiorowski.

Co stało się z pieniędzmi wierzycieli? Tego nie wiadomo. Obie podejrzane odmówiły złożenia wyjaśnień. Z informacji Interii wynika, że była komornik równie niechętnie współpracowała z komorniczymi kuratorami, którzy mieli doprowadzić po jej odejściu kancelarię do porządku. 

"Była komornik", bo w 2019 roku Krystyna P. przeszła na emeryturę. Wygaszenie jej powołania na stanowisko komornika, spowodowało, że wszczęte wobec kobiety przez szczecińską izbę komorniczą postępowanie dyscyplinarne, musiało zostać zamknięte.

- Postepowanie dyscyplinarne siłą rzeczy zostało umorzone z urzędu, bo można je prowadzić tylko wobec członka samorządu. Gdyby w dalszym ciągu była komornikiem, to z dużym prawdopodobieństwem zostałaby skazana przez samorządowe organy dyscyplinarne - mówi Tomasz Szybalski, rzecznik prasowy rady Izby Komorniczej w Szczecinie.

Prokuratura szuka kolejnych poszkodowanych

To jednak nie koniec tej historii. Niedawno prokuratura zdecydowała się na opublikowanie na swojej stronie informacji, że szuka kolejnych poszkodowanych przez byłą już panią komornik.

- Przed nami tytaniczna praca, ponieważ w okresie objętym zarzutami, w tej kancelarii zarejestrowano prawie 100 tys. spraw egzekucyjnych. Co pewien czas zgłaszają się kolejne osoby, zawiadamiające prokuraturę o przestępstwie dotyczącym funkcjonowania tej kancelarii. Zamykając sprawę, nie chcemy pominąć żadnej osoby pokrzywdzonej. Z uwagi na skutki prawne. Bo po zamknięciu śledztwa, w osobnym postępowaniu pewne rzeczy byłyby potem dla poszkodowanych trudniejsze - tłumaczy w rozmowie z Interią prokurator Ryszard Gąsiorowski.

Śledczy spodziewają się, że liczba poszkodowanych może iść w tysiące.

- Chcielibyśmy prosić wszystkie osoby, które zlecały prowadzenie egzekucji w kancelarii komorniczej Krystyny P. w Szczecinku, aby zastanowiły się, czy może przypadkiem nie padły ofiarą takich nieprawidłowości, w szczególności polegających na tym, że jakieś kwoty mogły zostać wyegzekwowane, a do rąk osób, które złożyły tytuły wykonawcze niestety nie wpłynęły, albo wpłynęły w mniejszej wysokości. Pozwoli nam to ustalić krąg osób pokrzywdzonych, podsumować wszystko, co mogło być nieprawidłowe w działaniu tej kancelarii komorniczej - dodaje Ryszard Gąsiorowski.

Podkreśla, że prokuratorzy mając dostęp do akt komorniczych kancelarii zabezpieczonych na potrzeby śledztwa, mogą ustalić na jaką kwotę opiewał tytuł, jakie czynności komornicze były wykonane, jakie pieniądze zostały wyegzekwowane od dłużnika i porównać kwotę z tą, którą dostał wierzyciel. Tak pojawi się ewentualna kwota przywłaszczona w każdej konkretnej sprawie.

- Czekamy na odzew. Jeśli będziemy mieć pewność, że już wszystkie zawiadomienia mamy, rozliczymy kwotę do końca, zmienimy ewentualny zarzut i będziemy próbowali to śledztwo finalizować - podkreśla prokurator.

Śledczy: Sposób działania sprawiał, że udawało się latami

Obecnie prowadzona przez Krystynę P. kancelaria jest w stanie likwidacji. Dlaczego nieprawidłowości, chociaż zdaniem śledczych trwały od 2006 roku, ujrzały światło dzienne dopiero cztery lata temu?

Zdaniem prokuratury, była komornik Krystyna P. działała tak, aby wierzyciel nie mógł się zorientować.

- Wierzyciel jakieś pieniądze otrzymywał, ale nie wiedział co pani komornik udało się zabezpieczyć i ściągnąć. Był zorientowany, że postępowanie egzekucyjne trwa, ale nie miał wiedzy, ile pieniędzy znajdowało się na przykład na zajętym rachunku bankowym. I tu pojawiało się pole do tego, aby tymi kwotami manewrować - słyszymy w prokuraturze.

Rzecznik szczecińskich komorników zapewnia, że wcześniej żadne sygnały do izby nie docierały.

- Samorząd komorniczy ma obowiązek co dwa lata przeprowadzać wizytację kancelarii. Tak samo prezes Sądu Rejonowego. Kontrole odbywają się wyrywkowo, bada się pewien wycinek. Istnieje pewne ryzyko, że poprzednie kontrole nie trafiły akurat na taką sytuację - mówi Tomasz Szybalski.

I dodaje: - W samorządzie komorniczym nie ma miejsca na ludzi, którzy łamią prawo. Takie przypadki zdarzają się rzadko, ale są z całą stanowczością piętnowane. W świetle zgromadzonych dowodów wygląda na to, że Krystyna P. w naszym samorządzie była czarną owcą. 

Irmina Brachacz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy