Reklama

Reklama

Wybory w Niemczech: Dwaj rywale idą łeb w łeb. "Wszystko może się zmienić"

"W niedzielę czeka nas wyborczy thriller" - pisze "Der Spiegel". Na ostatniej prostej przed wyborami w Niemczech największe partie idą łeb w łeb. - Badania wskazują na przewagę socjaldemokratów nad CDU/CSU, ale jest ona niewielka. Wszystko może się zmienić - mówi Interii Lida Gibadło, analityczka ds. Niemiec z PISM. Co ciekawe 41 proc. Niemców wciąż nie wie, kogo widziałoby na stanowisku kanclerza.

W niedzielę Niemcy wybiorą swoich przedstawicieli do Bundestagu. Z ostatniego sondażu dla telewizji ZDF wynika, że przewaga Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) nad Unią Chrześcijańsko-Demokratyczną (CDU/CSU) topnieje. Według najnowszego sondażu dla telewizji ZDF chadecy mogą liczyć na 23 proc. głosów, a poparcie dla socjaldemokratów pozostaje na niezmienionym poziomie 25 proc.

Zieloni otrzymali w tym sondażu 16,5 proc. głosów. Na prawicowo-populistyczną Alternatywa dla Niemiec (AfD) chce głosować 10 proc. wyborców. Liberalna FDP uzyskała poparcie na poziomie - 11 proc., a Lewica - 6 proc.

Reklama

Różnice pomiędzy głównymi konkurentami utrzymują się na granicy błędu statystycznego.

- Wszystko może się zmienić - mówi Interii Lidia Gibadło, analityczka ds. Niemiec, Program Trójkąt Weimarski z PISM. - Najciekawsze pytanie, które stawiają sobie wszyscy, jest o koalicję po wyborach - dodaje.

Scenariuszy jest kilka. - Wiele mówi się o koalicji SPD, Die Linke i Zielonych. Teoretycznie możliwa byłaby powtórka wielkiej koalicji, czyli chadeków i socjaldemokratów, ale jest spore zmęczenie tym modelem. Ciekawy scenariusz dotyczy koalicji "jamajskiej" (nawiązanie do kolorów partyjnych formacji, które miałyby ją tworzyć i które są identyczne jak na fladze narodowej Jamajki - przyp. red.). Ten scenariusz zakłada, że CDU mogłaby się pokusić o stworzenie koalicji z Zielonymi i FDP, do której nie udało się doprowadzić do 2017 roku. Tu pojawia się pytanie, na jakie ustępstwa liberałowie poszliby w stosunku do Zielonych i odwrotnie. Bo to dwa odmienne żywioły polityczne. Wszystko jest kwestią negocjacji - wyjaśnia ekspertka.

Kto nowych kanclerzem? "Wyborcy nie widzą różnicy"


Emocje w Niemczech rozgrzewa też pytanie o to, kto zastąpi Angelę Merkel na stanowisku kanclerza. W sondażu instytutu Forsa dla stacji RTL, w którym zapytano Niemców o preferencje kanclerskie, prowadzi szef SPD Olaf Scholz - 29 proc. poparcia. Kandydatkę Zielonych Annalenę Baerbock wskazało 16 proc. Trzeci jest kandydat CDU/CSU Armin Laschet - 14 proc. poparcia.

Dziwić może jednak fakt, że aż 41. proc. ankietowanych Niemców nie wybrałoby nikogo z powyższej trójki. 

- Kandydat na kanclerza odgrywa znacznie większą rolę, jeśli chodzi o decyzje wyborców niż np. osoba, która wskazana jest jako potencjalny premier w Polsce. Ta osoba w Niemczech jest rzeczywiście twarzą ugrupowania w kampanii. Idąc codziennie ulicą w Niemczech, mijam wiele plakatów z kandydatami na kanclerza, zwłaszcza Scholza, mimo że w danym okręgu wyborczym kandydują inni - mówi Interii dr Agnieszka Łada-Konefał, politolożka, wicedyrektorka Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt.

Dlaczego aż 41 proc. Niemców nie ma swojego faworyta? - Część osób jest rozczarowana obecną sytuacją i zmęczona rządami chadecji i socjaldemokracji. Wielu wyborców nie za bardzo widzi różnice pomiędzy tymi ugrupowaniami i nie jest przekonana, czy Scholz zapewni nową jakość - uważa ekspertka z ISP. 

Pierwsze sondażowe wyniki exit poll wyborów w Niemczech poznamy o godz. 18:00 w niedzielę. 

JK

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy