Reklama

Reklama

Wizyta szefowej niemieckiego MSW w Katarze. "Zamienia się w farsę"

Nancy Faeser, szefowa niemieckiego MSW, udaje się dziś do Kataru. Nie wiadomo, czy podczas wizyty poruszony zostanie temat prześladowania osób LGBT w tym kraju - opisuje w poniedziałek portal dziennika "Welt". Dziennikarze piszą wprost, że wyjazd szefowej MSW "zamienia się w farsę". Odnotowują również, iż federalna komisarz ds. praw człowieka zdecydowała w ostatniej chwili, że nie będzie towarzyszyć minister.

"Odpowiedzialna za sport minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser (SPD) ma problem z mundialem w Katarze. Przyznawanie nagród w najważniejszych wydarzeniach sportowych musi być powiązane z przestrzeganiem standardów praw człowieka, jak powiedziała 27 października magazynowi ARD" - przypomina "Welt".

Zdaniem Faeser, "byłoby zatem lepiej, gdyby główne wydarzenia sportowe nie były przyznawane krajom takim jak Katar". Dodała, że sytuacja ta jest "totalnie trudna" dla rządu federalnego. Mistrzostwa zaczną się Katarze 20 listopada, a "Faeser staje przed dylematem" - podkreśla "Welt.

Reklama

Raport Human Rights Watch

Aby "zorientować się w sytuacji w Katarze" i złożyć skargi do osób odpowiedzialnych, minister udaje się w poniedziałek do Zatoki Perskiej. W podróży miała jej towarzyszyć komisarz ds. praw człowieka Luise Amtsberg, która odwołała swój udział w niedzielę rano. - Ostatnie wydarzenia jasno pokazały, jak trudno jest przeprowadzić z rządem Kataru otwarte i krytyczne rozmowy, które zaplanowałam na temat sytuacji praw człowieka w tym kraju - uzasadniła Amtsberg.

Amtsberg mogła mieć tu na myśli m.in. reakcję Kataru na niedawne wypowiedzi Faeser. "Po tym, jak minister spraw wewnętrznych skrytykowała 27 października przyznanie Katarowi Pucharu Świata, następnego dnia państwo Zatoki wezwało niemieckiego ambasadora i wręczyło mu notę protestacyjną" - przypomina "Welt".

Poruszenie Faeser wywołał raport Human Rights Watch (HRW), w którym sześć osób LGBT z Kataru opowiedziało o torturach i więzieniu ich. Raport opublikowano 24 października. "Aresztowanie osób poszkodowanych nie jest nigdzie udokumentowane (...) W raporcie HRW osoby poszkodowane pozostają anonimowe z obawy przed dalszymi represjami" - zauważa "Welt".

W raporcie podnoszone są poważne zarzuty przeciwko policji katarskiej - biciu, więzieniu, torturach. Mowa też o MSW Kataru, do którego wg HRW prowadzi "trop przemocy". Odpowiedzialność polityczna za udokumentowane przez HRW nadużycia spoczywa na premierze Kataru i szefie MSW - Chalidzie Bin Chalifa Bin Abdulasis al-Thani, z którym Faeser ma się spotkać podczas swojej podróży.

"Katar nikogo nie dyskryminuje"

Faeser, zapytana przez "Welt", czy zamierza skierować raport HRW na ręce al-Thaniego, nie odpowiedziała. Niemieckie MSW odniosło się jedynie do wewnętrznego komunikatu prasowego z 28 października na temat podróży Faeser do Kataru, w którym m.in. mowa jest o "ochronie osób queer".

"Znęcanie się, opisane w raporcie HRW, polityczna odpowiedzialność al-Thaniego za ataki - tego wszystkiego brakuje w komunikacie prasowym. Al-Thani pojawia się jedynie jako 'odpowiednik' Faeser, z którym będzie ona wymieniać poglądy na temat 'reform i ich kontynuacji po zakończeniu turnieju'. W komunikacie prasowym nie określono, o jakie reformy chodzi" - podkreśla "Welt".

Władze Kataru zaprzeczyły wszystkim doniesieniom opisanym w raporcie HRW. - Katar nikogo nie dyskryminuje - stwierdził rzecznik rządu w Doha na pytanie "Welt".

Były szef MSZ Sigmar Gabriel (SPD) wyraził wyrazy ubolewania nad "niemiecką arogancją w kontaktach z Katarem". - Czy naprawdę jesteśmy tacy zapominalscy? Homoseksualizm był karany w Niemczech do 1994 roku. Traktowaliśmy "gastarbeiterów" podle i trzymaliśmy ich w nędznych warunkach - wymieniał Gabriel. Podkreślił, że Niemcom "zajęło dziesięciolecia, aby stać się krajem liberalnym".

- Postęp nie następuje z dnia na dzień, ale krok po kroku. Zamiast chwalić Katar za reformy, Niemcy codziennie obrażali ten kraj. Widzę tam problemy, ale dostrzegam też to, co zmieniło się na lepsze w ostatnich latach. A szczególnie w Niemczech jest to całkowicie ignorowane - podsumował Gabriel.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy