Reklama

Usunęli połowę penisa przez złą diagnozę. Został mu rok życia

45-letni żołnierz Garvin Brooks został trzykrotnie źle zdiagnozowany przez lekarzy. Specjaliści nie rozpoznali, że mężczyzna cierpi na raka prącia. W efekcie konieczna była amputacja połowy członka. Nowotwór rozprzestrzenił się i prawdopodobnie mężczyźnie zostało około roku życia. Chory ma jednak nadzieję na zebranie pieniędzy na eksperymentalne leczenie za granicą.

Chorąży Garvin Brooks w 2021 roku trzykrotnie udał się do lekarzy wojskowych, ponieważ zaniepokoiły go zmiany na penisie - wokół napletka, a później na czubku. 

"Skóra łącząca napletek z penisem pękała, krwawiła i powodowała ból, kiedy chciałem oddać mocz. Wiedziałem, że to nie jest normalne i że muszę to sprawdzić" - mówi w rozmowie z "The Mirror". Mężczyzna zasugerował lekarzowi, że może cierpieć na liszaj twardzionowy. Ten jednak twierdził, że jest to brodawka. Po czterech tygodniach, gdy problem nie znikął, mężczyzna wrócił do tego samego doktora, który jednak podtrzymał swoją diagnozę. 

Reklama

Wizyta u kolejnego specjalisty przyniosła nową diagnozę. Lekarz stwierdził, że zmiany na penisie to pleśniawka i zalecił 45-latkowi stosowanie kremu. Po kilku kolejnych dniach bez poprawy Garvin zgłosił się do kliniki zdrowia seksualnego, gdzie skierowano go na biopsję. Diagnoza była druzgocąca - rak prącia. 

Lekarze zbyt późno zdiagnozowali nowotwór. Usunięto połowę prącia

Konieczna była pilna operacja, podczas której usunięto mu połowę penisa. "Podnieśli mojego penisa, przecięli go na pół. Pobrali przeszczep skóry z mojej nogi, aby zrobić głowę penisa, ale jest płaska z dziurą" - tłumaczył 45-latek. 

Operacja nie zahamowała rozwoju choroby. Konieczny był kolejny zabieg- tym razem usunięcia węzłów chłonnych w pachwinie.  Następnie mężczyzna został poddany intensywnej chemioterapii. Ta nie przyniosła efektów i rak rozprzestrzenił się na inne części ciała. Obecnie 45-latek przechodzi drugą chemioterapię, połączoną z radioterapią. 

Rokowania lekarzy nie są jednak dobre - mężczyźnie prawdopodobnie został rok życia. 

Lekarze zbyt późno zdiagnozowali nowotwór. 45-latek potrzebuje kosztownego leczenia

Żołnierz szuka innych metod leczenia w tym m.in leczeniu wiązką protonów, immunoterapii, czy leczeniu komórkami dendrytycznymi. Tego typu sposoby walki z rakiem są stosowane w zaawansowanych stadiach choroby m.in w Niemczech, Gibraltarze i Japonii. Brooks chce walczyć o to, by przedłużyć swoje życie i być jak najdłużej z żoną i dwójką dzieci. 

"Spędziłem 24 lata w wojsku i dużą część tego czasu jako instruktor fitness. Ćwiczę, aby pozbyć się stresu. Teraz muszę siedzieć na wózku inwalidzkim, aby patrzeć, jak mój mały chłopiec gra w piłkę nożną" - mówi Brooks.  

"Nie mogę pokonywać długich dystansów i teraz częściej używam wózka inwalidzkiego niż chodzę" - dodał. 

Żołnierz namawia mężczyzn do badań

Jednocześnie 45-latek zachęca mężczyzn do częstszego sprawdzania penisa pod kątem objawów i uruchomił na Instagramie konto o nazwie "Screaming Cockerel". Chce w ten sposób zwiększyć świadomość na temat choroby.

Połowa przypadków raka prącia jest diagnozowana późno. Niestety jedna piąta pacjentów umiera z powodu tej choroby - podają brytyjskie media. 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: choroby | nowotwór | diagnoza | Wielka Brytania

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy