Reklama

Reklama

Pojechali do pracy, trafili do piekła. Okrutna para z Bristolu zrobiła z nich niewolników

On nakłaniał Słowaków do przyjazdu do pracy w Wielkiej Brytanii. Obiecywał lepsze życie. Ona pomagała w przygotowaniu transportów. W rzeczywistości ludzie po przyjeździe przekraczali "wrota piekła" i stawali się współczesnymi niewolnikami. Para z Bristolu odpowiedziała przed sądem za handel ludźmi.

Sprawie przyglądają się brytyjskie media. W środę 22 czerwca zakończyło się pięcioletnie śledztwo w sprawie Marosa Tancosa i Joanny Gomulskiej. 

Handel ludźmi i niewolnictwo w Bristolu

Para 46-latków prowadziła myjnię samochodową w Bristolu. To tam pracowali Słowacy, których Tancos skusił, wykorzystując swoje kontakty m.in. w słowackich sierocińcach i domach opieki, do przyjazdu na Wyspy. 

Ofiarom powiedziano, że co miesiąc zatrzymają połowę swoich zarobków, a drugą połowę przeznaczą na żywność i koszty utrzymania.

Na miejscu jednak odbierano im dokumenty tożsamości i telefony komórkowe. Pracownicy byli zmuszani do pracy w myjni całymi dniami. Po takiej "dniówce" byli obarczani jeszcze wieloma dodatkowymi zajęciami. 

Mieszkali w nędznych warunkach w niewielkim mieszkaniu pary. Tancos - jak wynika z zeznań pokrzywdzonych - miał ich karać za nieposłuszeństwo, bić i upokarzać. 

Tancos i Gomulska wykorzystali w ten sposób ponad 40 osób.

Reklama

"Trochę jedzenia" i praca ponad siły

Jedna z kobiet, która urodziła córkę, w czasie gdy pracowała dla Tancosa i Gomulskiej, zeznawała potem w sądzie: "Wiedziałam, że nie mogę odejść, nic nie mogłam zrobić". Jej wypowiedzi przytacza BBC.

Pokrzywdzona, która już od jakiegoś czasu znów mieszka na Słowacji, relacjonowała, że Tancos tak bardzo kontrolował ich życie, że musieli prosić o pozwolenie na pójście do sklepu. "Kiedy moje dziecko się urodziło, było niedożywione, to było przerażające" - opowiadała. Jak mówiła, w jej pokoju nie było nawet łóżka. Spała na materacu na ziemi. 

Jak wyglądał dzień ofiar pary z Bristolu? "Nie mieliśmy czasu na sen" - powiedziała jedna z pokrzywdzonych. Z jej relacji wynika, że niewolnicy Tancosa i Gomulskiej dostawali "trochę jedzenia", i musieli pracować od rana do nocy. 

Inny pokrzywdzony powiedział, że na początku dom wyglądał ładnie, ale wkrótce "stał się bramą do piekła", gdy przybyli na Wyspy Słowacy odkryli, że życie nie będzie takie, jak sobie wyobrażali.

"Pojechałem tam, ponieważ chciałem utrzymać rodzinę i dać jej więcej niż to, co mieli na Słowacji. Ale to, czego doświadczyłem w domu Marosa, całkowicie zmieniło moje życie" - mówił mężczyzna. 

Uchodźcy łatwymi ofiarami dla handlarzy ludźmi

Powód? Wyłącznie jeden

Jak stwierdził sąd, powód dla którego "okrutna" para więziła pracowników ze Słowacji i zmuszała ich do niewolniczej pracy, był wyłącznie jeden - własne korzyści majątkowe. 

Podczas gdy pokrzywdzeni żyli stłoczeni w trzypokojowym mieszkaniu Tancosa i Gomulskiej, "pracodawcy" wydawali pieniądze na hazard, samochody i wystawny tryb życia. 

Nie zapłacili prawie miliona funtów

Śledczy stwierdzili, że Tancos i Gomulska nie zapłacili co najmniej 923 835 funtów wynagrodzenia, obliczonego tak, jakby Tancos płacił swoim ofiarom minimalną stawkę za osiem godzin dziennie - podaje BBC.

Sąd koronny w Bristolu skazał Tancosa na 16 lat, a Gomulską na dziewięć lat więzienia. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy