Reklama

Reklama

Naukowcy znają przyczynę tragicznej powodzi w Rosji

Trzy lata temu, w nocy z 6 na 7 lipca 2012 roku, jedna trzecia leżącego na południu Rosji Krymska znalazła się pod wodą. Zginęło ponad 170 osób. W poniedziałek naukowcy opublikowali wyniki badań, dotyczących przyczyn powodzi. O sprawie informuje agencja AFP.

O globalnym ociepleniu bywa głośno, kiedy mamy do czynienia z kolejną poważną suszą, burzą tropikalną czy falą upałów. Naukowcy niechętnie jednak obwiniają to zjawisko za dane zdarzenie, które może być rezultatem zmienności natury.

W opublikowanym w poniedziałek w magazynie "Nature Geoscience" artykule badacze stwierdzili jednak, że zmiana klimatu prawdopodobnie doprowadziła do największej powodzi w tej części świata od czasów upadku Związku Radzieckiego.

Nad ranem 7 lipca 2012 roku wylała lokalna rzeka, zabijając - często we śnie - ponad 170 osób. Jeszcze 30 lat temu, zdaniem naukowców, tragedia by się nie wydarzyła. Do zdarzenia doszło ponieważ, jak wynika z badań, wzrosła temperatura powierzchni Morza Czarnego.

Reklama

Rosyjscy i niemieccy badacze przeprowadzili symulację, sprawdzając, jakie warunki klimatyczne panowałyby, gdyby nie było globalnego ocieplenia. Odkryli, że wzrost temperatury powierzchni morza zmienił cyrkulację atmosferyczną, wpływając na rozkład opadów.

Ekstremalne zjawiska bardziej prawdopodobne

Po powodzi w 2012 roku czterech lokalnych urzędników zostało skazanych za niedopilnowanie obowiązków, ponieważ nie wydali ostrzeżeń o zbliżającej się powodzi, największej na rosyjskiej ziemi od wielu lat.

Organizacja Narodów Zjednoczonych prowadzi negocjacje w sprawie nowego globalnego paktu klimatycznego. Zakłada on ograniczenie globalnego ocieplenia do dwóch stopni Celsjusza powyżej poziomu sprzed epoki rewolucji przemysłowej. ONZ zamierza tego dokonać poprzez ograniczenie emisji gazów cieplarnianych.

Naukowcy ostrzegają, że scenariusz wystąpienia coraz bardziej ekstremalnych - i tragicznych w skutkach - burz, susz, a także wzrostu poziomu mórz i oceanów jest dziś o wiele bardziej prawdopodobny, niż kilkadziesiąt lat temu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje