Reklama

Reklama

Liz Truss ma prawo do dożywotniego dodatku. Związki zawodowe oburzone

45 dni na stanowisku premier wystarczyły, by Liz Truss mogła ubiegać się o dożywotni dodatek pieniężny. Mowa tu o maksymalnej sumie 115 tys. funtów (ok. 630 tys. złotych) wypłacanych co roku na działalność publiczną. Oburzenia z tego powodu nie kryją związki zawodowe, które wzywają Truss do dobrowolnej rezygnacji ze środków.

Według obowiązujących przepisów, Liz Truss ma prawo skorzystać z rocznego dodatku w ramach Public Duty Costs Allowance (PDCA). Został on wprowadzony przez byłego sekretarza gabinetu Sir Robina Butlera po rezygnacji premier Margaret Thatcher w 1990 r.

Ogromne pieniądze dla byłych szefów rządu

Jak czytamy na stronach rządowych, PDCA ma pomóc byłym premierom "nadal aktywnym w życiu publicznym", a środki wypłacane są wyłącznie w celu "pokrycia rzeczywistych kosztów dalszego wypełniania obowiązków publicznych". Pieniądze nie mogą zostać wydane w celach prywatnych lub działalności parlamentarnej.

Reklama

Maksymalna wysokość PDCA jest zamrożona od 2011 i wynosi 115 tys. funtów. Następna weryfikacja limitu będzie możliwa na początku kadencji nowego parlamentu.

"W latach 2020-21 John Major i Tony Blair domagali się dodatku w maksymalnej wysokości. Gordon Brown zażądał 114 712 funtów; David Cameron zażądał 113 423 funtów, a Theresa May 57 832 funtów" - przypomina "The Guardian".

"Policzek w twarz", "pozbądźmy się PDCA"

Możliwość ubiegania się o dodatek przez Liz Truss, która pełniła swoją funkcję niecałe sześć tygodni wywołała fale oburzenia m.in. wśródprzedstawicieli związków zawodowych.

Zobacz też: Wielka Brytania. Liz Truss wygłosiła oświadczenie. Rezygnuje z funkcji premiera

- W czasie, gdy jeden na pięciu urzędników publicznych korzysta z banków żywności, a 35 proc. pomija posiłek, bo nie mają pieniędzy na jedzenie, to groteskowe, że Liz Truss może odejść z bonusem w wysokości 115 tys. funtów - skomentował Mark Serwotka, sekretarz generalny Public and Commercial Services Union, szóstym co do wielkości związkiem zawodowym na Wyspach.

"Pozbądźmy się PDCA. W ciągu kolejnych dni i miesięcy zobaczysz więcej takich apeli. To niepoważne, że Johnson, Truss, Blair itp. mogą dostawać 115 tys. funtów rocznie, przez całe życie" - dodał na Twitterze współzałożyciel  Scientists for EU i przeciwnik brexitu Mike Galsworthy.

- Nawet sama nazwa tego dodatku to policzek w twarz. Za jej "publiczną służbę" tej zimy, to my poniesiemy koszty - z naszych kieszeni, żołądków i rachunków za ogrzewanie - powiedział cytowany przez "The Guardian" Joe Davies z grupy Don't Pay.

Kulisy rezygnacji Liz Truss 

Brytyjska premier Liz Truss w czwartek, w 45. dniu urzędowania, ogłosiła rezygnację, wyjaśniając, że nie jest w stanie zrealizować mandatu, na podstawie, którego została wybrana. Będzie pełnić urząd do czasu wyboru następcy, co powinno nastąpić do 28 października.

Dymisję poprzedził szereg nietrafionych decyzji premier - najpoważniejszą z nich był ogłoszony przez byłego ministra finansów Kwasi Kwartengę program cięć podatkowych. Truss i Kwarteng chcieli w ten sposób pobudzić wzrost gospodarczy, ale rynki finansowe fatalne odebrały fakt, że cięcia miały zostać sfinansowane przez zwiększanie zadłużenia kraju w nadziei, iż późniejszy wzrost to zrekompensuje. Równie fatalnie przyjęte zostało przez opinię publiczną to, że w sytuacji rosnących kosztów utrzymania na cięciach podatkowych najwięcej mieli zyskać najlepiej zarabiający.

Ani zastąpienie Kwartenga wywodzącym się z przeciwnej frakcji partyjnej Jeremym Huntem, ani stopniowe wycofywanie się rządu z niemal wszystkich złożonych obietnic, nie pomogło Truss, która coraz bardziej traciła zaufanie własnych posłów, a także pobijała rekordy negatywnych ocen w sondażach.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy