Kulisy negocjacji z USA. "Krzyki, rozmowa pełna jadu"
Donald Trump spotkał się w ubiegłym tygodniu z prezydentem Korei Południowej. Wizyta Lee Jae-myunga w Waszyngtonie zaowocowała nową umową handlową między USA a Seulem. Zanim jednak doszło do porozumienia, urzędnicy obu stron przeprowadzili szereg ostrych i pełnych emocji negocjacji. - Były momenty napięcia, wręcz krzyku - powiedział doradca prezydenta Korei. Jak dodał, rozmowa "w pewnym momencie stała się pełna jadu".

Spotkanie Donalda Trumpa z Lee Jae-myungiem odbyło się w ubiegły poniedziałek w Waszyngtonie. Po szczycie prezydent USA ogłosił, że zawarł umowę handlową z Koreą Południową, nakładającą 15 proc. cła na jej eksport do Stanów Zjednoczonych. Umowa ta obejmuje zobowiązanie Seulu do zainwestowania 350 miliardów dolarów w fundusz inwestycyjny w Ameryce.
Trump przekazał, że Korea Południowa zgodziła się "kupować amerykańskie produkty, w tym samochody osobowe, ciężarowe, produkty rolne i inne".
Początkowo nie było jasne, czy umowa gwarantuje zniżki na cła nałożone na koreańskie samochody i części, co było głównym punktem napięć w ostatnich negocjacjach między tymi dwoma krajami.
Stawka celna w wysokości 15 proc. dla Korei Południowej jest ukoronowaniem wielomiesięcznych negocjacji i pomaga Seulowi, szóstemu co do wielkości partnerowi handlowemu Stanów Zjednoczonych, uniknąć 25-proc. ceł, które Trump nałożył na państwa regionu.
Napięcia na linii USA - Korea Południowa. Osiągnięto porozumienie
Jak informuje agencja Reutera, tuż przed spotkaniem przywódców rozmowy między obydwoma krajami były pełne "poważnych rozbieżności" w sprawie szczegółów funduszu. Doradca prezydenta Korei Południowej, Kim Yong-beom, powiedział, że Stany Zjednoczone próbowały wykorzystać szczyt, aby zwiększyć presję na Seul i przedstawić korzystne dla Waszyngtonu regulacje dotyczące szczegółów inwestycji. Posunięcie to spotkało się ze sprzeciwem urzędników z Seulu i wywołało obawy co do rezultatów spotkania Trump - Lee.
- Były momenty napięcia, wręcz krzyku - powiedział podczas wywiadu w południowokoreańskich mediach. Agencja Reutera zaznacza, że najwyraźniej miał on na myśli dwugodzinną konferencję telefoniczną, którą on i inni koreańscy urzędnicy odbyli z sekretarzem handlu USA Howardem Lutnickiem dzień przed szczytem.
Dodał, że rozmowa w pewnym momencie stała się "pełna jadu" i obawiał się, że "zepsuje ona szczyt".
Doradca prezydenta Korei Południowej podkreślił, że obie strony różnią się chociażby w sprawie struktury funduszu. Korea Południowa oświadczyła, że inwestycje bezpośrednie będą stanowić niewielką część inwestycji, które mają się składać głównie z pożyczek i gwarancji.












