Reklama

Reklama

Brazylia: Polityk rzucał granatami w policjantów podczas próby aresztowania

Roberto Jefferson podczas próby aresztowania rzucał w policjantów granatami. Ranił przy tym dwóch funkcjonariuszy. Teraz polityk, który należy do sojuszników prezydenta Jaira Bolsonaro, przebywa w areszcie.

W niedzielę doszło do niebezpiecznego incydentu z udziałem jednego z sojuszników prezydenta Brazylii Jaira Bolsonaro

Roberto Jefferson w weekend miał zostać aresztowany za znieważenie sędziego. Od kilku miesięcy polityk przebywał w areszcie domowym pod zarzutem grożenia sędziom Sądu Najwyższego. Jefferson w weekend otrzymał nakaz powrotu do więzienia w trybie pilnym za systematyczne łamanie zasad aresztu domowego.

Brazylia: Roberto Jefferson strzela do policjantów

W niedzielę funkcjonariusze udali się do domu 69-letniego byłego lidera partii PTB. Podczas próby zatrzymania polityk zaczął strzelać z karabinu do radiowozu. Zbił przednią szybę. W kierunku policjantów poleciały też granaty. 

Reklama

W trakcie aresztowania rannych zostało dwóch stróżów prawa. Na nagraniach widać współpracowników polityka negocjujących warunki poddania się. 

Przed domem zebrało się około stu osób, solidaryzując się z aresztowanym mężczyzną.

Jefferson w przesłanym swoim zwolennikom wideo zapowiedział, że nie zamierza oddać się w ręce sprawiedliwości. Uczynił to jednak po południu po tym, jak minister sprawiedliwości w rządzie Bolsonaro udał się do jego domu, by go do tego przekonać.

Prezydent Brazylii natychmiast odciął się od Jeffersona. Zaraz po aresztowaniu Bolsonaro opublikował wideo w mediach społecznościowych, w którym podkreślił, że każdy kto atakuje policjantów jest przestępcą. 

Brazylia wrze przed II turą wyborów prezydenckich

Incydent, do którego doszło w mieście Comendador Levy Gasparian w stanie Rio de Janeiro, miał miejsce na siedem dni przed II turą wyborów prezydenckich w Brazylii, które przebiegają w atmosferze ogromnego napięcia i ciężkich oskarżeń pomiędzy dwoma pretendentami do rządzenia krajem. 

Brazylijczycy wybiorą w najbliższą niedzielę prezydenta pomiędzy Bolsonaro a byłym prezydentem Luizem Inácio Lulą da Silva. Oczekuje się, że finisz kampanii wyborczej będzie bardzo zacięty. 

Na kilka dni przed drugą turą wyborów rosną szanse urzędującego szefa państwa na ponowny wybór, podczas gdy topnieje przewaga byłego lewicowego prezydenta. 

Topnieje przewaga Luli da Silvy

Ubiegłotygodniowy sondaż ośrodka Datafolha dawała Luli 49 proc. głosów poparcia, podczas gdy na urzędującego szefa państwa zamierzało głosować 45 proc. wyborców. 

Stanowi to najmniejszą różnicę między obu kandydatami w ciągu całej kampanii wyborczej. W sondażach z poprzednich tygodni poparcie dla lewicowego eksprezydenta wynosiło 53 proc., a dla Bolsonaro 47 proc.

Jak podkreślają eksperci, na ostatniej prostej kampanii wyborczej, która obfituje we wzajemne oskarżenia, walka toczy się o 1 proc. niezdecydowanych spośród 156 milionów brazylijskich wyborców i 4 proc. tych, którzy twierdzą, że oddadzą głosy in blanco lub nieważne.

Niedzielny incydent wywołał głęboki niepokój na ostatniej prostej kampanii wyborczej. Przez ekspertów jest ona określana jako najbardziej spolaryzowana w historii wyborów prezydenckich w Brazylii. 

Nie brakuje opinii, że Bolsonaro nawet jeśli przegra wybory, może zakwestionować wynik głosowania. W ostatnich tygodniach dawał do zrozumienia, że system głosowania jest wadliwy, bo głosuje się elektroniczne poprzez wciskanie przycisków. Do tej pory nikt tego nie kwestionował. 

Przypomnijmy, że sam Bolsonaro nie kwestionował swojej wygranej cztery lata temu. Natomiast dziś wskazuje, że Lula da Silva będzie chciał oszukiwać. Ponadto duża część jego zwolenników wierzy w to, że sondaże nie pokazują prawdy.

Przypomnijmy, że Lula w pierwszej turze wyborów, 2 października, uzyskał poparcie 48,4 proc. głosujących, podczas gdy na Bolsonaro głosowało 43,2 proc. wyborców.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy